Marvel Heroic Roleplaying

Margaret Weis Productions od dłuższego czasu zajmuje się przekładaniem znanych seriali telewizyjnych na gry RPG (najczęściej korzystając z systemu Cortex, przypominającego nieco Savage Worlds). Studio opublikowało między innymi RPGi oparte o Serenity, Smallville, Leverage i Supernatural, wiele z nich wysoko oceniane przez fanów seriali. Zaciekawiłem się Smallville, gdy usłyszałem że gra wykorzystuje mechanizm związków między postaciami jako podstawowe narzędzie rozstrzygania konfliktów. Podobny mechanizm wykorzystywać miała gra Marvel Heroic Roleplaying, i jako fan komiksów Marvela (i antyfan seriali telewizyjnych) to właśnie tę grę zdecydowałem się kupić. Czytaj dalej

Reklamy

Po Avangardzie

Konwent był świetny, jeden z najlepszych, na jakim byłem. Wrażenia psuł tylko upał i duchota, sprawiające, że byłem zdekoncentrowany. Na szczęście w sobotę wieczór spadło ciśnienie, i można było w niedzielę się skutecznie odświeżyć. Ale za pogodę nie odpowiadają orgowie (choć pewnie możnaby coś zorganizować, by zmniejszyć skutki, np. kupić czy pożyczyć kilka wentylatorów i ustawić je w salach prelekcyjnych, ale jasne, nie czepiam się).

Miło będę wspominał LARP Monkey Island, z dawna wyczekiwaną sesję Wolsunga u Garnka, prelekcję rince’a o czarnym kryminale, bardzo fajną prelkę o autorkach Sheverisha, rozmowę o TSOY z Darkenem, prelki wydawnictwa Gramel, i warsztaty Wolsungowe. Moje prelki były na różnym poziomie: PRLowska okazała się być kompletnym niewypałem, kulturoznawcza wymagała większej interakcji i naprawdę większego przygotowania (ale myślę, że nie była zła).

Natomiast warsztaty MG pod hasłem: „Dlaczego najfajniejsze pomysły RPGowe na konie zawsze słyszy się przy piwie?” okazały się całkowitym sukcesem, zapełniły salę, i będę je powtarzał na każdym konwencie. Dwie godziny na dyskusję poświęconą różnym tipsom niesamowicie mnie zainspirowały, i dziękuję wszystkim, którzy w nich uczestniczyli. Byliście świetni, do zobaczenia za rok.

Poznałem (przy coli) kilka też fajnych osób, m.in. Darkena, Hajdamakę, Tomasza Wolskiego czy Jagmina. Dzięki wielkie dla wszystkich, z którymi mogłem pogadać, mam nadzieję, że was nie zanudziłem będąc bezwstydnie trzeźwy.

Oprócz grania w niesamowitą sesję Wolsunga (Garnek naprawdę kocha ten system), udało mi się też poprowadzić Savage Worlds, a konkretnie przygodę, którą możecie znaleźć już na stronie wydawnictwa Gramel: Zagubieni w Andach.

Wszystkim kaczkofanom zaglądającym na tego bloga serdecznie polecam tę przygodę. Napisałem ją, by pokazać, co gry RPG mogą wynieść z komiksów. To jedna z ulubionych historyjek samego Carla Barksa, i mam nadzieję, że będziecie ją przeżywać też przy własnych stołach. Jeśli zagracie lub poprowadzicie tę przygodę, dajcie mi znać.

Drużyna (niestety, jak ostatni debil zapomniałem zanotować ich nicków czy imion) z powodzeniem wyszła obronną ręką z niebezpieczeństw, świetnie odgrywała postaci i w ogóle w pełni zasłużyła na bycie pierwszą grupą, która ten scenariusz rozegrała. Postaci wybrali sobie z edycji kolekcjonerskiej (Tomek, Simba i inni), przenieśliśmy je tylko o 20 lat w przód. Specjalna wzmianka należy się Oli (nie dam się pociąć za imię), która za świetne odgrywanie i niesamowite pomysły w pełni zasłużyła na prezent, czyli mój stary podręcznik do SWEXa w edycji angielskiej.

Jeśli już jesteśmy przy SWEXie, ci, którzy czytali raport wydawnictwa Gramel, wiedzą już, że będę tłumaczył dla Gramela pewne rzeczy – w tym chyba pierwszy podręcznik nie-pinnacle’a, na który wydawnictwo dostało licencję. Rzuciłem już na to okiem i jestem zachwycony, bo książka idealnie nadaje się na pierwszy podręcznik pulp, który wyjść ma po polsku. Natomiast to druga rzecz, którą się zajmę, bo albowiem ponieważ gdyż będę lokalizował coś innego, coś co też wspomniane jest w dzisiejszym raporcie Gramela. Myślę, że nie trzeba być Gandalfem dedukcji, by zgadnąć, co wymaga polskiej edycji. 🙂

No i kupiłem sobie w końcu Lyonesse! Świetne, i wiem w jakim mieście będę prowadził następną kampanię Wolsunga. Z ostatniej chwili! Tricoleur… znajdzie się w podręczniku! (fajerwerki!). Co do mojego wkładu w przyszłe dodatki do mojej ulubionej gry – by nie zapeszyć (jak łatwo zgadnąć Gramel ma pierwszeństwo), na razie zająłem się procesem kreatywnym puszczając sobie Enyę i „I bless the rains down in Africa” (oraz szwagierkolaskę), oraz czytając o różnych ciekawych miejscach na ziemi.

Kaczki z Kaczogrodu – wydanie specjalne – 55 przygód!

Uświadomiono mnie niedawno, że może lepiej byłoby trzymać się schematu, który zastosowałem przy opisie Sknerusa – to znaczy oprócz mechanicznych statystyk postaci, refleksji na jej temat oraz zarysu życiorysu warto dorzucić pomysły na przygody; z drugiej strony jednak na blog ten trafiają nie tylko miłośnicy RPG, ale też czytelnicy komiksów.

Zainspirowały mnie listy 50 przygód opartych o dzieła Verne’a, oraz 51 przygód pulpowych, więc postanowiłem raz, a dobrze przedstawić 52 pomysły na przygody zainspirowane komiksami Barksa (ale bynajmniej nie tylko), o Kaczorze (ale nie tylko). Zadziwiającym zbiegiem okoliczności podzieliłem je też na 4 grupy po 13, tak by można było pociągnąć kartę i wybrać karkołomny pomysł. Dorzuciłem też 3 chyba najbardziej eksploatowane, czy ograne pomysły, które jednak działają.

Nie wszystkie z tych komiksów przeczytałem, niektóre oparte są o krótkie recenzje na różnych stronach czy blogach. Inne nawet zainspirowane są tylko tytułem, ale wszystkie związane są jakoś z komiksami Disneya. Mam nadzieję, że skłonię was do sięgnięcia po te bardziej przygodowe historyjki. Czasem musiałem nagiąć trochę fabułę, by pasowała do gier RPG, gdzie obecny musi być konflikt, jakieś niesamowite utrudnienia czy epiccy przeciwnicy.

Choć opisy sprofilowane są głównie pod pulpowo-steampunkowe rozgrywki, to łatwo można je przystosować do większości innych gatunków – naukowcy staną się czarnoksiężnikami, a maszyny zaklęciami, supermocami, czy magicznymi artefaktami. Są ułożone bez jakiegokolwiek ważnego klucza, jednak starałem się historyjki, o których już wcześniej pisałem w tym cyklu, umieścić na szczycie listy.

A zatem, zaczynamy!

Czytaj dalej

Kaczki z Kaczogrodu – część jubileuszowa – Babcia Kaczka, profesor Kwaczyński i Gęgul Gęg

Witam w naszym ulubionym kąciku! Powoli, acz nieubłaganie zbliżamy się do końca, zostały bowiem jeszcze trzy części (Młodzi Skauci, Bracia Be i Arszen Lampen – choć ten ostatni może wypaść). Dziś, by uczcić dziesiątą część cyklu, przedstawiam znaną i lubianą postać Babci Kaczki i jej asystenta Gęgula, oraz profesora Kwaczyńskiego.

Jeśli nie czytałeś komiksów Barksa/Don Rosy, to co tu jeszcze robisz? Biegusiem do empiku, dziabnij z półki kaczora (może być gigant, całkiem fajne są historyjki tam od czasu do czasu) i czytaj. W każdym razie, jeśli z kaczym kanonem zapoznałeś się tylko dzięki Kaczym Opowieściom, koniecznie sięgnij po komiksy. Mam nadzieję, że kiedyś Egmont wznowi „Życie i Czasy Sknerusa McKwacza”, ponieważ jest to – i mówię to z całą powagą – epos. Przedstawia życie narodu w przełomowych chwilach, ma dwanaście ksiąg, opisuje mity i legendy Ameryki – przygląda się Amerykańskiemu Snowi, a głównym bohaterem jest gadający kaczor.

Kacze Opowieści są irytująco niekanoniczne. Potrafią właśnie zignorować niesamowite podteksty obecne w oryginalnych komiksach, wyrzucić z nich bohaterów by zastąpić ich innymi – w imię politycznej poprawności lub marketingu. Don Rosa nienawidził „Kaczych Opowieści” – napisał jedną jedyną historyjkę w uniwersum kreskówki, wyłącznie dla pieniędzy. Ba, chciał napisać nawet komiks, w którym Sknerus ogląda „Kacze Opowieści”, jest rozgniewany („Przecież to nie było tak!”) i zamierza pozwać do sądu producenta KO. Jest to w pełni słuszny pogląd, ponieważ, rzeczywiście, nie było to tak!

Zarówno pilot, jak i księgowy Sknerusa zastępują Donalda, bo według szefostwa Donald musi cały czas niezrozumiale kwakać. Bracia Be zmienieni są do niepoznaki, i mają mamę zamiast dziadka (wzorowaną na Ma Barker). Sknerus ma olbrzymi pałac i wielką limuzynę… No i to wszystko dzieje się we współczesności. Pewne zmiany jeszcze można by było wybaczyć (Bracia Be jako trojaczki to nie jest taki głupi pomysł – jak widać w opisie HDZ nie lubię identycznych bohaterów) – ale najgorsze jest spłycanie wątków.

Historyjki Barksa były czasem dość cyniczne – to Donald często puentował szalone zamiary Sknerusa (lub odwrotnie). Miały też trochę więcej tzw. Parental Bonus, i były nieco bardziej edukacyjne niż przesłodzona kreskówka. Fakt, sporo tutaj niszczył polski dubbing (baba, która podkładała głos HDZ przyprawia już kolejne pokolenie o cukrzycę), ale i bez niego Kacze Opowieści były… cóż, dla dzieci.

I bardzo dobrze! Bo właśnie takie miały być! Nie zrozumcie mnie źle – Kacze Opowieści to nadal jeden z fajniejszych seriali animowanych mojego dzieciństwa. Miał świetne postaci, niesamowite przygodowe scenariusze (a czyja to zasługa jeśli  nie Barksa?), i wciągającą piosenkę tytułową („raz na wozie raz pod wozem KACZKI!”). Bez Kaczych Opowieści nie wypromowałby się tak komiks Donald Duck, Egmont Polska nie zyskałoby takiej popularności. Kacze Opowieści to też podstawa znakomitych tłumaczeń imion i pojęć – Kaczogród, Diodak, Granit Forsant, Sknerus Mc Kwacz, Goguś… to są świetne tłumaczenia! Bez dubbingu KO zapewne mieliśmyby znacznie gorsze tłumaczenia komiksów.

Idealnie więc, Kacze Opowieści powinny zainspirować fanów do sięgnięcia i pokochania komiksów o Sknerusie. Jeśli chodzi o kreskówkę dla starszych dzieciaków – od 12 do powiedzmy 15 lat, to był fajny Darkwing Duck, który niestety nasza kochana TVP uznała za „pełen przemocy”.

Jedną z postaci, którą zastąpiono w Kaczych Opowieściach, była Babcia Kaczka. Szkoda, że musiała wylecieć, bo to jedna z moich ulubionych postaci. Czytaj dalej

Kaczki z Kaczogrodu – część ósma: Hyzio, Dyzio i Zyzio

Czołem, kaczkofani! Dziś niby miało być o rywalach Sknerusa, czyli o Granicie Forsancie i Kwakerfellerze, ale zdecydowałem się na opisanie siostrzeńców, choćby z tego powodu, że łatwiej jest ocenić ich możliwości. Jeśli chodzi o cały kaczy kanon, to chyba HDZ pojawiają się w największej liczbie komiksów. Miałem opisać też Młodych Skautów, ale doszedłem do wniosku, że to zbyt duży temat i zasługuje na osobną notkę.

Kiedyś pokutowało – do dzisiaj chyba jest obecne – przekonanie, że jeśli powieść, film, czy gra jest dla dzieci, to głównym bohaterem ma być dziecko, jeśli dla dziewcząt – to dziewczyna. Przekonałem się, że jedne z najlepszych tekstów to te, które nie stosują się do tej zasady, jednak, zwłaszcza gdy przekonani o jej słuszności są wydawcy i kierownicy, trudno jest pozbyć się dzieciaków. By zwiększyć sprzedaż, superbohaterowie dostawali nastoletnich pomocników, zaś mówiące zwierzęta – siostrzeńców. Czytaj dalej

Kaczki z Kaczogrodu – część siódma – Dziobas

Na początek mała uwaga – rzućcie okiem w stronę górnej belki, znajdziecie tam spis linków stron bardziej ciekawych lub mniej.

Zadają mi pytania – co to jest kanon. Otóż kanonem Kaczogrodzkim według mnie są:

* Większość stripów Ala Tagliaferro

* Wszystkie historyjki Barksa, o ile nie sprzeciwiają się motywacjom i historii postaci (jak na przykład niesławna historyjka z magiczną klepsydrą – która, co stwierdzam przeczytawszy ją ponownie, jest niesamowicie fajna, acz niekanoniczna).

* Wszystkie historyjki Dona Rosy, albowiem w tym przypadku możemy mówić o wierności kanonowi. Nie wliczają się do tego historyjki Kaczych Opowieści itp.

* Wszystkie historyjki innych twórców, które osadzone są w podobnych realiach, nie przeczą kanonowi B/DR, i utrzymane są w podobnej tematyce, oraz, co ważne, rozgrywają się w podobnej epoce – kanonicznie, lata 50. i 60. XX wieku, lub wcześniej. To nie jest kanon, tak naprawdę. Taka historyjka nie jest wtedy kanoniczna ale ‚zgodna z kanonem’.

I jeszcze jedna ważna uwaga. Kanoniczny – nie znaczy automatycznie dobry. Historyjki Barksa i Don Rosy są… słowo świetny to za mało, by je opisać. Ale są kanoniczne, między innymi dlatego, że były na tyle dobre, by zainspirować dziesiątki innych twórców. Nie są dobre – bo kanoniczne.

Uwielbiam style Vicara (przerasta Barksa moim zdaniem), Van Horna (jest niesamowicie dynamiczny) i Scarpy, ale nie wszystkie ich historyjki są zgodne z kanonem. Superkwęk, choć bardzo lubię tę postać, jest niekanoniczny. Podobnie rzecz się ma z wymyślonym przez Van Horna „bratem przyrodnim” Sknerusa, Rufusem – to fajny pomysł, by brat Sknerusa był bezrobotnym żulem, wykonanie jest już nieco gorsze. Innymi niekanonicznymi postaciami – albo częściowo kanonicznymi – są Harpagon (swoją drogą ciastko dla tłumacza za świetne imię) – lokaj Sknerusa, lub Kwakerfeller. Kwakerfeller w ogóle pojawia się tylko raz w kanonie, ale niekanoniczni autorzy wykorzystują go częściej niż Granita Forsanta.

Postaci z pogranicza kanonu to Gladiusz Kwaczyński – Ludwig Van Drake oraz Dziobas – Fethry Duck. Dziobas nie jest właściwie kanoniczny. Jedyną jego cechą kanoniczną jest występowanie na niektórych – w tym w polskiej – wersjach Drzewa Genealogicznego. Dziobas jednak jest obecny w moim prywatnym fanonie – jeśli praktycznie jedno pojawienie się Gladiusza w tle czyni go kanonicznym, to chyba nie jest bardziej czy mniej kanoniczny od Dziobasa. Czytaj dalej

Kaczki z Kaczogrodu – część szósta – A Duckcycle built for two

Bohater nie istnieje w próżni. Gdy stworzyliśmy już bohatera, potrzebuje on przeciwnika, oraz kilku bohaterów drugoplanowych, na tle których mógłby się wyróżniać. A wiadomo wszem i wobec, że nie ma lepszej motywacji nad miłość. Co za tym idzie, bohater potrzebuje partnera.

Początkowym schematem wczesnych kreskówek Disneya (i nie tylko) był motyw, w którym protagonista chce zrobić wrażenie na dziewczynie, jednak wszystko psuje zły łotr (lub rzadziej warunki natury), na którym bohater w końcu się mścił. W takich kreskówkach debiutowały właściwie wszystkie dziewczyny większości klasyków animacji; ba, nawet słynna Betty Boop zaczęła jako dziewczyna animowanego psa.

Nie inaczej było z Daisy. Daisy w odróżnieniu od wielu innych postaci z tego działu żywot swój rozpoczęła w filmie animowanym – którego jednak scenarzystą był sam mistrz Carl Barks. Wcześniej jednak Donald miał inną dziewczynę – w jednej kreskówce, dziejącej się w Meksyku, podrywa Kaczkę Donnę, będącą w zasadzie żeńską jego wersją. To jednostrzałowa postać, nie pojawiająca się już nigdzie potem (mój prywatny fanon jest taki, że w młodości Donald nieco podrywał, co wydaje się potwierdzać nieco Don Rosa). Czytaj dalej

Kaczki z kaczogrodu – część piąta – Magika

Aby uczcić dotarcie, magiczne nieomal, do mnie polskiej edycji Savage Worlds, nie tylko przedstawiam kolejną postać (i to nie byle jaką, bo antagonistkę pierwszej wody), ale dam też supertajny prewju innych NPCów i postaci, które zamierzam opisać.

W mniej więcej przybliżonej kolejności:

– Daisy

– Dziobas (wiem, jest niekanoniczny, ale fajny).

– Kwakerfeller i Granit Forsant

– Bracia Be (kurczę, na tych to trzeba będzie kilka sekcji ze statsami)

– Hyzio, Dyzio i Zyzio / Kizia, Mizia i Fizia oraz Młodzi Skauci (i Sikorki)

– Profesor Gladiusz Kwaczyński (Ludwig von Drake)

– Arszen Lampen (Czarny Rycerz)

– Babcia Kaczka i Gęgul Gęg.

Jeśli do głowy przyjdą mi jakieś inne postaci, prześlijcie je tutaj  (Nie dotyczy postaci obecnych TYLKO w kreskówce Kacze Opowieści. Trochę szacunku). Raczej mało ważnymi postaciami są pewnie Kaczencja (zresztą jest niekanoniczna), Złotka (zdecydowanie kanoniczna), sąsiad Jones, i kilka postaci, które są bardziej utrudnieniami życia głównych bohaterów. Nie chcę raczej opisywać postaci z innych komiksów Disneya.

Znając moje tempo aktualizacji, na wakacje będą wszystkie te postaci 🙂 Jeśli macie też pomysł na inne materiały RPGowe związane z Kaczogrodem i uniwersum Barksa/Don Rosy, śmiało komentujcie tekst i proście o sugestie. Mój osobisty fanon jest szeroki i mieści też inne postaci i miejsca.

A teraz, Magika!

Czytaj dalej

Kaczki z Kaczogrodu – bohaterowie drugiego planu – Goguś

Następni w kolejce powinni być Siostrzeńcy, jednak są oni trudni do opisania. Po pierwsze, dlatego, że ich nie lubię, po drugie, trudno ich opisać mechanicznie (w gruncie rzeczy są jedną postacią – za co zresztą ich nie lubię między innymi). Dlatego rozpoczynam opis postaci drugoplanowych, zaczynając od Gogusia i Dziobasa. Dziobas nie jest wprawdzie postacią kanoniczną, jednak według mnie bardzo ładnie dopełnia trójkę Goguś/Donald, więc może czasem się nadać.

Goguś zaczął istnienie jako rywal Donalda i w większości komiksów Carla Barksa trzymał się tej osobowości. Nie oznacza to, że to postać zła czy wredna – w pewnym sensie jest nawet łagodniejszy od Donalda. Ale ma jedną irytującą cechę – to postać, która jest we wszystkim lepsza.

Nienawidzimy bohaterów, którym wszystko się udaje. A Goguś jest o tyle bardziej wnerwiający, że udaje mu się to bez trudu. Goguś robi co chce, i w zasadzie nie musi się starać, by osiągnąć sukces. A to  prowadzi nas do kolejnej cechy, za którą lubimy Donalda i Sknerusa – aby wygrać z wprost namolnym szczęściem Gogusia Donald musi się wysilić, postarać się, albo pokazać, że ma też inne zalety.

Świetnym skutkiem farta Gogusia jest jego osobowość: choć w wielu historyjkach to Donald jest leniem, to jednak lenistwo Gogusia jest przerażające. W jednej historyjce Donald i Goguś współzawodniczyli w szukaniu drogocenności na plaży. Gdy Donald przekopał całą plażę, Goguś leżał brzuchem do góry w jednym miejscu, zakładając że drogocenny meteor spadnie mu prosto w ręce.

Najbardziej wkurzające jest oczywiście to, że to zadziałało. Rzeczywiście meteoryt spadł.

Ale Gogusia można pokonać. W naszym przykładzie Goguś leżał cały czas w jednym miejscu – na ogromnej perle, jedynym klejnocie na tej plaży. W innej historyjce Goguś wylosował w loterii numer, którego nawet nie było w puli losów (spadochroniarz zgubił numerek, który spadł do puli), ale to dlatego… że Goguś zawsze ma szczęście – więc jeśli w puli jest 99 losów wygrywających i 1 los przegrywający, Goguś wyciągnie ten jeden pusty los.

Lenistwo Gogusia jest posunięte do formy sztuki; w komiksach Barksa Goguś w sejfie trzyma 10 centów – podobnie jak Sknerus, to pierwsze pieniądze, które zarobił uczciwą pracą – ale to naprawdę jedyne pieniądze, które zarobił. Szczęście to jedyna rzecz, która przydaje się Gogusiowi – poza nią jego jedyny talent to gra na gitarze.

Goguś Kwabotyn

Goguś jest dość dalekim kuzynem Donalda; znali się jeszcze w dzieciństwie. Wydaje się, że Goguś podobnie jak Donald, nie odebrał wykształcenia. Szczęście sprzyjało mu od najmłodszych lat, i bez wysiłków przebalował całe życie. Zakochał się w Daisy, co jest jednym z powodów jego rywalizacji z Donaldem. W późniejszych historyjkach głównie pisanych przez Włochów jest w nieco przyjaźniejszych stosunkach z Donaldem (np. spędzają razem wakacje), ale nadal jest między nimi silny wątek rywalizacji.

Sknerus nie cierpi Gogusia, z podobnych przyczyn co czytelnicy – wszystko osiągnął własną pracą i nie wierzy w szczęście. Oczywiście, Sknerus nie jest głupi, i czasem znajduje sposoby wykorzystania  szczęścia Gogusia, ale generalnie nie lubi polegania na niestałych szczęścia.

Zręczność k8, Spryt k6, Duch k4, Siła k4, Wigor k6

Charyzma +2; Tempo 6, Obrona , Wytrzymałość

Umiejętności: Hazard k6, Prowadzenie k8, Walka k6, Wertowanie k6, Wiedza (popkultura) k10,  Przekonywanie k10, Jeździectwo k6, Wypytywanie k6, Pływanie k8, Wyśmiewanie k10.

Zawady:

Tchórz, Arogancki, Chojrak (wersja ekstremalna – Goguś nawet nie próbuje), Dziwactwo (nigdy nie pracuje), Pacyfista (drobna),

Przewagi:

Ładniutki, nieprawdopodobne szczęście.

Goguś w zasadzie potrzebuje tylko jednej przewagi; ma nieziemskie szczęście. Dla potrzeby gry warto je opisać następująco:

1) Goguś zawsze ma szczęście, nawet gdy nie jest to prawdopodobne lub możliwe. W praktyce ma nieskończoną liczbę fuksów.

2) Goguś jest potwornie leniwy; nie wydaje fuksów na umiejętności związane z wysiłkiem fizycznym, chyba że zależy od tego zachowanie życia. Rzadko używa też szczęścia aktywnie, by coś zdobyć (jeden przykład Dona Rosy – bracia Be okradają skarbiec, co robi Goguś? prosi burmistrza o nałożenie nagrody na nich. Oczywiście, już na następnym obrazku plan Braci Be przestaje działać).

3) Szczęście sprawia, że Gogusiowi wychodzą rzeczy nieprawdopodobne. Gdy sukces zależy od umiejętności, albo gdy obiektywnie wszyscy mają równe szanse, Goguś niemal zawsze przegra, bo brakuje mu odpowiednich umiejętności. Wygrałby mecz szachowy na przykład, tylko gdyby zawiązał sobie oczy i przesuwał figury na ślepo.

Kaczki z Kaczogrodu, część druga – Donald

Sknerusa wielu koneserów komiksu uznaje za najważniejszą, centralną postać kanonu Barksa/Dona Rosy. I ja to rozumiem – naprawdę. Ale bądźmy bardziej szczerzy – bardziej lubię Donalda.

Nigdy nie ufałem Mikiemu.  Jak można wierzyć metrowemu szczurowi, który ciągle się śmieje? Mickey nie ma osobowości, to zlepek pozytywnych cech, marketowanych pod małe dzieci. Uśmiecha się, macha do wszystkich, ale, i to zadziwiające – co Mickey ROBI? Jak zachowałby się w stawce ze smokiem, i co zrobiłby w wielkim mieście? Komiksy nieco ratują tę postać, zmieniając ją w detektywa, ale i tak widać, że Miki nie ma żadnych wad. Z trudem przychodzi mi zrozumienie jego motywacji.

To co przerażające, to to, że tak wyglądała większość kreskówek w latach 30., dopóki nie pojawił się pewien kaczor.

Nie, nie Donald. Daffy. Anarchistyczny, ryzykowny styl kreskówek Looney Tunes zmienił animację na lepsze. Ale Donald również realizował ten archetyp. Owszem, rodzice wolą uładzonych, grzecznych bohaterów. Ale widzowie; ci, którym zależy na oglądanym spektaklu, a nie na abstrakcyjnych wartościach, zdecydowanie wolą w komedii bohaterów nieprzewidywalnych, ulegających swoim wadom, lub z nimi walczących.

I taki był Donald, już w momencie swojego pojawienia się. No, w zasadzie w drugiej kreskówce: gdy próbował zadeklamować wierszyk, co przerywała mu publika, wybuchał gniewem. I za to go pokochano. Za to że nie był głupkiem czy naiwniakiem (jak Goofy, kot Feliks) czy po prostu kolejnym stworkiem.

Z czasem pojawiły się bardziej szalone postaci, Daffy, Bugs, Woody Woodpecker, ale Donald wśród zwierzątek Disneya był chyba najbliżej temu wzorcowi. Disney od zawsze stara się być family-friendly, według amerykańskich (dla nas sztywnych) norm. Donald jest tym jednym gościem, który trochę od nich odstaje; a przynajmniej próbuje.

Ale nie rozmawiamy tutaj o kreskówkach, kreskówki są niemal niekanoniczne. (Tak, nawet Kacze Opowieści – choć warto obejrzeć). Donald już w pierwszych komiksach Tagilaferry zaczął EWOLUOWAĆ.

Hej, czaicie bazę? Co to jest Donald? Nic. Pomysł + kilka kresek na papierze, nic więcej. Ale te kreski zachowują się inaczej, mają osobowość. Pierwsze komiksy o Donaldzie były gagami, odwoływały się do kreskówek, nic nadzwyczajnego. To jeden ze wcześniejszych przykładów, gdzie bohater nie był kryształowo czysty, ale potem zaczął się uczyć (i to jest widoczne w komiksie) jak być milszym dla innych.

Jedną z zalet futrzaków (tak, furries) jest to, że można je postarzać niezauważenie dla widza. Donald (podobnie jak np. Mickey albo Porky z Looney Tunes) zaczął jako dziecko. Gdy dorobił się domu i psa, szybko zyskał dziewczynę, siostrzeńców, pracę… Był inny. Dorósł.

Gdy Barks rysował Donalda, nasz ulubiony kaczor był nadal nerwusem, nadal miał ciemne strony (bezczelnie oszukiwał siostrzeńców, np. w wyścigu po zamarzniętej rzece Donald posługiwał się łyżwami z silnikiem) i nigdy nie pozbył się tych cech. Ale udowodnił też, że nie jest chciwy, i potrafi się dzielić z innymi.

Powoli jego ulubionym zajęciem z chodzenia po mieście i płatania innym figli stało się leżenie w hamaku i picie lemoniady. Z Trickstera stał się Everymanem. Zaczął reprezentować starszego czytelnika, zaczął być ojcem dla siostrzeńców. To jest Donald którego lubię – nadal łatwo go rozgniewać, ale generalnie jest fajnym gościem. Z nim się utożsamiam.

Pisałem wcześniej o moim ulubionym schemacie historyjek z Donaldem; tam gdzie Donald odnosi sukcesy, ale wszystko nagle się chrzani; to takie życiowe. Donald w komiksach tym się różni od większości zwierzaków Disneya że Ma Kłopoty. Nie „nie wie co kupić swoje dziewczynie”, nie „nudzi się i chce sobie znaleźć zajęcie” ale nie ma pracy, zatruwa mu życie nieznośny kuzyn podrywający jego kobietę, wujek go wykorzystuje… Porównajcie to z życiem Mikiego (a właściwie czym się zajmuje Miki w komiksach? – może i jest detektywem, ale czy ktoś mu kiedykolwiek za to zapłacił), albo, jeśli jesteśmy przy komiksach dla dzieci, z Richiem Richem lub Kacprem Duszkiem.

Życiowe! Bohater w Kłopotach to przepis na dobrą, wartką opowieść. Donald nie zawsze wygrywał, co sprawiało że te historyjki, gdzie osiągał sukces były tym słodsze. Donald reprezentuje sobą każdego z nas, dlatego go lubię – bo chyba lubię siebie. A teraz, staty RPGowe.

Donald Fauntleroy Kaczor urodził się jako syn Kwaczymona Kaczora, i Hortensji Kaczor z domu McKwacz, najmłodszej siostry Sknerusa, która podążyła za nim do Ameryki. Ponieważ jego rodzice towarzyszyli Sknerusowi w interesach, Donalda i jego siostrę Dellę Thelmę wychowywała Babcia Kaczka. Historia Donalda nie jest aż tak dokładnie opisana, jak Sknerusa, ale możemy się domyślać, że nie odebrał pełnego wykształcenia. Mój osobisty fanon jest taki, że uciekł z domu, na morze, ale nigdy tego nie udowodniono.

Na 90% jednak Donald był marynarzem (choć niekiedy komiksy B/DR pokazywały, że ma mikre umiejętności, ja jednak pozwolę się z tym nie zgodzić; reguła komedii). Tutaj włączę na chwilę niektóre kreskówki do kanonu, i zgadnę, że Donald służył w marynarce, gdzie poznał Mikiego i Goofiego, a następnie służył na lotniskowcu/bazie lotniczej, gdzie zdobył licencję pilota. (Bo pilotował dość często. W kreskówce Kacze Opowieści zastąpił go Śmigacz, a to dlatego że dubbing Donaldowego głosu byłby rzeczą ciężką).

Po wojnie bez większego powodzenia próbował rozkręcić kilka firm z Mikim i Goofim, ale w końcu wrócił na morze. Na jednym z kursów do Ameryki Południowej poznał Panchito oraz Josego, i wędrował z nimi po całej Ameryce Łacińskiej. Gdy wrócił do Kaczogrodu, osiedlił się tam na stałe, poznał Daisy, a kilka lat potem zaadoptował siostrzeńców. Następnie zaznajomił się na powrót z wujkiem Sknerusem, i zaczął wyruszać z nim na wiele przygód na całym świecie i w kosmosie. Na co dzień pracuje w fabryce margaryny, mieszka obok niejakiego Jonesa i prowadzi 1934 Belchfire Runabout, czyli 313.

Staty Donalda mogą być zbyt wysokie; to ‚heroiczna’ wersja, dostosowana do powyższego życiorysu i kilku moich wyobrażeń o nim. Generalnie, jeśli Donald robi coś zawodowo, to nawet jeśli mu to nie idzie, ma pewną umiejętność. Po prostu, ma złośliwego mistrza gry i zawadę Pechowiec. Załączam też sugestie do dostosowania Kaczora do innych jego wersji.

Kaczor Donald

Zręczność k8, Spryt k6, Duch k10, Siła k8, Wigor k8

Tempo 6, Obrona 5, Wytrzymałość 6

Umiejętności: Żeglarstwo k8+2, Wspinaczka k8, Prowadzenie k8+2, Walka k6, Odwaga k10, Zastraszanie k8, Wertowanie k4, Wiedza (popkultura) k8, Wiedza (kultura i sztuka) k4, Perswazja k4, Pilotowanie k8+2, Jeździectwo k8, Strzelanie k6, Wypytywanie k6, Przetrwanie k8, Pływanie k8, Wyśmiewanie k10.

Zawady: W niektórych historyjkach Donald ma trochę inne zawady. Wybieram te, które pasują do mojego obrazu Donalda, i które realnie wpływają na jego przygody.

Pechowiec: oj tak. Donald często nie może wytłumaczyć swoich porażek inaczej niż pechem. Legenda głosi, że urodził się w piątek trzynastego.

Zobowiązanie (drobne): Donald złożył dwie obietnice samemu sobie: po pierwsze, nosi zawsze kostium marynarza. Po drugie, jeździ tylko swoim samochodem.

Tępak: No, nie oszukujmy się, Donald nie zna się na wielu, wielu rzeczach. Nie jest głupi, po prostu nie jest dobrze wykształcony.

Uparciuch: To rodzinne.

Bohaterski: Donald jest mimo wszystkich swoich wad, dobrym gościem. Da biednej wdowie czasem nagrodę, choć nie jest od tego by okantować kogoś.

Biedak: Nawet jeśli Donald znajdzie sporą sumę pieniędzy, to i tak szybko je roztrwoni.

Inne wady Donalda, w zależności od pisarza: Tchórz, Chojrak, Ciekawski, Chciwy, Wredny, Mały. Ewentualnie może mieć wadę Poszukiwany: dłużnicy, lub Wróg (Goguś).

Przewagi:

Unik, Grad ciosów (wstawcie tutaj typowe Donaldowe kwakanie), Twardziel, As.

A teraz Speszal Edyszyn:

313;

Samochód Donalda jest jedyny w swoim rodzaju. Zbudował go krótko po powrocie do Kaczogrodu, praktycznie od podstaw.

Jego statystyki to: Przyspieszenie 5

Maksymalna prędkość 30

Wytrzymałość 15 (5)

Załoga: 1+1 miejsce pasażera, oraz 2 w bagażniku.

Koszt: unikatowy, nie do kupienia.

Zwróćcie uwagę na bardzo niskie przyspieszenie, ale strasznie wysoką wytrzymałość.

A teraz…

Superkwęk…

Daj mu przewagę Zdolności nadnaturalne: Supermoce (z SPC), i następujące moce:

Pancerz (2): +3 Pancerza (kostium superbohatera)

Atak, dystansowy (3): To nie jest ciężka broń, i nie może nikogo zabić: to reprezentuje rozmaite pistolety apsikowe).

Super cecha (2), Zręczność k12

Pojazd (3): Posiada zdolności Lot i Superszybkość, podwójnie zwiększające jego prędkość.

Super przewagi (4): Opanowany, Dwa miecze

Super-umiejętność (1): Walka zwiększa się do k12

Ta wersja Donalda ma też Zawadę: Chronić Kaczogród.

Pomysły na przygody dodam w przyszłym tygodniu.

Kaczogród RPG, część 1

Jako uzupełnienie mojego wczorajszego wpisu, postanowiłem połączyć moje jedno hobby z drugim, i pokazać co gracze mogą wyciągnąć z komiksów.

Przyznam się, że czasem przeglądam Giganty, bo historyjki przygodowe w nich zawarte są proste, szybkie, a zatem dość łatwe do zaadaptowania na potrzeby RPG, co i wam polecam. Po opisaniu każdego z bohaterów, przełożę zatem ich na Savage Worlds, i podam kilka pomysłów na przygody.

Oto więc uzupełnienie poprzedniego tekstu:

Sknerus McKwacz

Ostatni z rodu McKwaczów, za młodu wyemigrował do Ameryki ze Szkocji, w poszukiwaniu fortuny. Od najmłodszych lat odznaczał się pracowitością, i żądzą przygód. Fortunę zbił w Klondike, na poszukiwaniu złota, zainwestował ją, i zaczął zakładać interesy na całej Ziemi. Na starość osiedlił się w Kaczogrodzie, jednak do porzucenia emerytury i powrotu do poszukiwania przygód zachęciło go spotkanie z Donaldem, Hyziem, Dyziem i Zyziem. Poniższe statystyki odzwierciedlają Sknerusa w wieku ok. 70 lat, gdy aktywnie poszukuje przygód ze swoją rodziną. Za młodu zapewne miał większą Siłę i Wigor, oraz niektóre umiejętności fizyczne – Sknerus jednak nie jest Ramolem i ma tyle lat, na ile się czuje. To „moja” wersja Sknerusa i może różnić się od twojej ulubionej.

Rasa: Kaczor

Pochodzenie: Szkot, naturalizowany obywatel Kaczogrodu

Zręczność: k6 Spryt: k10 Duch: k10 Siła: k6 Wigor: k8

Charyzma: -1, Obrona 7, Wytrzymałość 6

Umiejętności: Żeglowanie k6, Prowadzenie k6, Walka k10, Odwaga k12, Leczenie k4, Zastraszanie k6+2, Wyszukiwanie k10, Wiedza (historia) k10, Wiedza (geografia) k8, Wiedza (geologia i górnictwo) k10+2, Wiedza (finanse) k12+2, Wiedza (różne języki obce, od hinduskiego po arabski) k6, Spostrzegawczość k8, Przekonywanie k6, Pilotowanie k6, Reperowanie k6, Jeździectwo k6, Strzelanie k10, Wypytywanie k8, Przetrwanie k10, Pływanie k6, Wyśmiewanie k8+2, Rzucanie k8, Tropienie k4.

Zawady:

Wróg: Wielu, od rywali równych, ale bezwzględnych: Kwakerfellera i Granita Forsanta, przez groźną i niebezpieczną Magikę de Czar, po drobnych złodziejaszków Braci Be, którzy jednak czasem potrafią okazać się groźniejsi niż wyglądają.

Chciwy: Choć Sknerus nie zabije nikogo, to nadal to Poważna wersja zawady. Sknerus jest też chorobliwym skąpcem. Jeśli jakaś jego inwestycja przynosi straty, to Sknerus najpierw osobiście się nią zajmie, jeszcze przed sprzedażą.

Dziwactwo: Kąpie się w złocie, ceni wszystkie swoje monety indywidualnie (zwłaszcza pierwszą zarobioną).

Honorowy: Sknerus może nie jest typowym bohaterem, ale nadal jest tym dobrym gościem. Z reguły dotrzymuje danego słowa.

Uparciuch: To rodzinne.

Przewagi:

Obrzydliwie bogaty, ( Sknerus dla wszelkich potrzeb ma praktycznie nieskończone bogactwo, ale nie będzie wydawał więcej niż musi (a często dużo, dużo mniej). Nawałnica ciosów, Twardziel, Nerwy ze stali, Wszechstronny, Uczony (geologia i finanse), Prawdziwy przyjaciel, Koneksje (Diodak), Charakterny.

Ekwipunek: Sknerus często dysponuje wynalazkami Diodaka (który ma zdolności nadnaturalne: Szalona Nauka). Choć za młodu był świetnym strzelcem, obecnie rzadko używa broni – czasem wykorzystuje Garłacz (traktuj jak strzelbę), zachowany po wojnie Burskiej, jednak głównie do odstraszania wrogów. Sknerus posiada limuzynę i samoloty, ale jako że paliwo jest drogie, zazwyczaj wykorzystuje samochód Donalda do transportu.

Zahaczki:

– Najbardziej oczywistą jest Sknerus jako Patron, który ma tą dodatkową przewagę, że może pojechać z drużyną i wyciągnąć ją z kłopotów. Zawadą Sknerusa jest to, że choć jest uczciwy, to jednak może zawsze znaleźć jakiś kruczek prawny, aby nie płacić BG, no i mogą zapomnieć o nowym, lśniącym sprzęcie. Taka możliwość oferuje graczom setkę możliwych pomysłów na przygody – Sknerus po prostu prosi ich (bo prośba nic nie kosztuje) o znalezienie skarbu, transport w jakieś miejsce, rozwiązanie zagadki. Zamiast nagrody, Sknerus chętnie zaoferuje bohaterom wiedzę, umiejętności, lub inne rzeczy, które nic nie kosztują. Sknerus też może znaleźć się w niebezpieczeństwie… tylko nie zawsze może chcieć być uratowany.

– Sknerus sprawdzi się znacznie lepiej jako rywal, niż jako otwarty antagonista. Z pewnością, przebicie Sknerusa w poszukiwaniu skarbów da BG to wewnętrzne ciepełko. Taka wersja Sknerusa może posunąć się do nieetycznych sztuczek, czy dla zysku nieco złamać prawo. W takiej roli, Sknerus będzie wrogim Bogaczem, którego da się jednak przekonać do swoich racji.

– Sknerus jako cel BG – oj, nie zazdroszczę graczom. Sknerus zawsze instaluje nowoczesne, i dość radykalne systemy zabezpieczeń w skarbcu, no i niezależnie od wynalazków Diodaka jest groźnym przeciwnikiem. Wbrew pozorom jednak, nawet Braciom Be udawało się obrobić Sknerusa… jednak niemal zawsze ich on dopadał. Sprytni BG bez problemu znajdą możliwości do okradzenia skarbca.

– Sknerus jako model dla BG: oto odpowiedź, dlaczego starszy naukowiec/antykwariusz/czarodziej włóczy się z bandą młodziaków: bo kiedyś też był młody, nie chce się czuć samotny, i chce przypomnieć sobie jak to kiedyś kopał tyłki.

Wersje:

Fantasy: Andor Drake, starszawy czarodziej mieszkający w wieży za miastem. Mieszkańcy lękają się go, i mówią o jego mocach magicznych, gdy jednak BG znajdą się w prawdziwych tarapatach, Andor da się przekonać do pomocy, ale zażąda dla siebie wszelkich magicznych przedmiotów posiadanych przez BG.

SF: Korporacja Paperon ma całkiem niezłą reputację. Jej szef, Vincent Paperon parę razy zabłysnął w mediach ukazując próby przekupstwa, szpiegostwa korporacyjne i inne rzeczy będące pewnie chlebem powszednim dla jego konkurencji. Vincent może być ostoją sprawiedliwości w tym mrocznym świecie… ale czy na pewno?

Horror, Pulp: Profesor Dagobert Von Anka to starszawy, nieco oschły dżentelmen. Gdy gracze poproszą go o pomoc jako eksperta, owszem, pomoże im… ale wyruszy z nimi. Gracze nie tylko będą musieli zmierzyć się z groźnymi stworzeniami, ale też uważać na ekscentrycznego badacza mającego swoje własne cele. Gdy udadzą się z misją zbadania dziwnych formacji skalnych, to profesor Von Anka zawali wejście do jaskini. Dlaczego?