Po Avangardzie

Konwent był świetny, jeden z najlepszych, na jakim byłem. Wrażenia psuł tylko upał i duchota, sprawiające, że byłem zdekoncentrowany. Na szczęście w sobotę wieczór spadło ciśnienie, i można było w niedzielę się skutecznie odświeżyć. Ale za pogodę nie odpowiadają orgowie (choć pewnie możnaby coś zorganizować, by zmniejszyć skutki, np. kupić czy pożyczyć kilka wentylatorów i ustawić je w salach prelekcyjnych, ale jasne, nie czepiam się).

Miło będę wspominał LARP Monkey Island, z dawna wyczekiwaną sesję Wolsunga u Garnka, prelekcję rince’a o czarnym kryminale, bardzo fajną prelkę o autorkach Sheverisha, rozmowę o TSOY z Darkenem, prelki wydawnictwa Gramel, i warsztaty Wolsungowe. Moje prelki były na różnym poziomie: PRLowska okazała się być kompletnym niewypałem, kulturoznawcza wymagała większej interakcji i naprawdę większego przygotowania (ale myślę, że nie była zła).

Natomiast warsztaty MG pod hasłem: „Dlaczego najfajniejsze pomysły RPGowe na konie zawsze słyszy się przy piwie?” okazały się całkowitym sukcesem, zapełniły salę, i będę je powtarzał na każdym konwencie. Dwie godziny na dyskusję poświęconą różnym tipsom niesamowicie mnie zainspirowały, i dziękuję wszystkim, którzy w nich uczestniczyli. Byliście świetni, do zobaczenia za rok.

Poznałem (przy coli) kilka też fajnych osób, m.in. Darkena, Hajdamakę, Tomasza Wolskiego czy Jagmina. Dzięki wielkie dla wszystkich, z którymi mogłem pogadać, mam nadzieję, że was nie zanudziłem będąc bezwstydnie trzeźwy.

Oprócz grania w niesamowitą sesję Wolsunga (Garnek naprawdę kocha ten system), udało mi się też poprowadzić Savage Worlds, a konkretnie przygodę, którą możecie znaleźć już na stronie wydawnictwa Gramel: Zagubieni w Andach.

Wszystkim kaczkofanom zaglądającym na tego bloga serdecznie polecam tę przygodę. Napisałem ją, by pokazać, co gry RPG mogą wynieść z komiksów. To jedna z ulubionych historyjek samego Carla Barksa, i mam nadzieję, że będziecie ją przeżywać też przy własnych stołach. Jeśli zagracie lub poprowadzicie tę przygodę, dajcie mi znać.

Drużyna (niestety, jak ostatni debil zapomniałem zanotować ich nicków czy imion) z powodzeniem wyszła obronną ręką z niebezpieczeństw, świetnie odgrywała postaci i w ogóle w pełni zasłużyła na bycie pierwszą grupą, która ten scenariusz rozegrała. Postaci wybrali sobie z edycji kolekcjonerskiej (Tomek, Simba i inni), przenieśliśmy je tylko o 20 lat w przód. Specjalna wzmianka należy się Oli (nie dam się pociąć za imię), która za świetne odgrywanie i niesamowite pomysły w pełni zasłużyła na prezent, czyli mój stary podręcznik do SWEXa w edycji angielskiej.

Jeśli już jesteśmy przy SWEXie, ci, którzy czytali raport wydawnictwa Gramel, wiedzą już, że będę tłumaczył dla Gramela pewne rzeczy – w tym chyba pierwszy podręcznik nie-pinnacle’a, na który wydawnictwo dostało licencję. Rzuciłem już na to okiem i jestem zachwycony, bo książka idealnie nadaje się na pierwszy podręcznik pulp, który wyjść ma po polsku. Natomiast to druga rzecz, którą się zajmę, bo albowiem ponieważ gdyż będę lokalizował coś innego, coś co też wspomniane jest w dzisiejszym raporcie Gramela. Myślę, że nie trzeba być Gandalfem dedukcji, by zgadnąć, co wymaga polskiej edycji. 🙂

No i kupiłem sobie w końcu Lyonesse! Świetne, i wiem w jakim mieście będę prowadził następną kampanię Wolsunga. Z ostatniej chwili! Tricoleur… znajdzie się w podręczniku! (fajerwerki!). Co do mojego wkładu w przyszłe dodatki do mojej ulubionej gry – by nie zapeszyć (jak łatwo zgadnąć Gramel ma pierwszeństwo), na razie zająłem się procesem kreatywnym puszczając sobie Enyę i „I bless the rains down in Africa” (oraz szwagierkolaskę), oraz czytając o różnych ciekawych miejscach na ziemi.

Reklamy

Kaczki z Kaczogrodu – część jedenasta – Bracia Be

Chciałem temu odcinkowi dać tytuł – „Ma Beagle, she taught her three sons…”, jednak zacząłem się bać, że niektórzy, nie znający komiksów, mogą uznać interpretację Duck Tales za kanoniczną. Jak już do znudzenia pisałem, cykl poświęcony jest kanonowi Barksa/Dona Rosy oraz związanym z kanonem komiksom pozostałych twórców, nie kreskówce. Ale, hej, piosenka jest gites!

Po tym przerywniku muzycznym, drobna errata.

Podałem wcześniej, że Ludwig van Drake w kaczym kanonie pojawia się raz – w rzeczywistości jednak pojawia się tam dwukrotnie. Podobnie rzeczywiście, Kaczencja ma na imię tak samo jak matka Sknerusa, więc omyłkowo nadałem jej to samo nazwisko, przepraszam bardzo.

Wszechświat Barksa opiera się na bohaterach, nie na kulturach czy niezwykłych miejscach, jak wiele innych światów. Gdy twórca takiego wszechświata wprowadzi na scenę bohatera, powoli zaczyna on kształtować wokół siebie innych bohaterów – co może być rekursywne. Takim przykładem jest powstanie Braci Be. Czytaj dalej

Kaczki z Kaczogrodu – wydanie specjalne – 55 przygód!

Uświadomiono mnie niedawno, że może lepiej byłoby trzymać się schematu, który zastosowałem przy opisie Sknerusa – to znaczy oprócz mechanicznych statystyk postaci, refleksji na jej temat oraz zarysu życiorysu warto dorzucić pomysły na przygody; z drugiej strony jednak na blog ten trafiają nie tylko miłośnicy RPG, ale też czytelnicy komiksów.

Zainspirowały mnie listy 50 przygód opartych o dzieła Verne’a, oraz 51 przygód pulpowych, więc postanowiłem raz, a dobrze przedstawić 52 pomysły na przygody zainspirowane komiksami Barksa (ale bynajmniej nie tylko), o Kaczorze (ale nie tylko). Zadziwiającym zbiegiem okoliczności podzieliłem je też na 4 grupy po 13, tak by można było pociągnąć kartę i wybrać karkołomny pomysł. Dorzuciłem też 3 chyba najbardziej eksploatowane, czy ograne pomysły, które jednak działają.

Nie wszystkie z tych komiksów przeczytałem, niektóre oparte są o krótkie recenzje na różnych stronach czy blogach. Inne nawet zainspirowane są tylko tytułem, ale wszystkie związane są jakoś z komiksami Disneya. Mam nadzieję, że skłonię was do sięgnięcia po te bardziej przygodowe historyjki. Czasem musiałem nagiąć trochę fabułę, by pasowała do gier RPG, gdzie obecny musi być konflikt, jakieś niesamowite utrudnienia czy epiccy przeciwnicy.

Choć opisy sprofilowane są głównie pod pulpowo-steampunkowe rozgrywki, to łatwo można je przystosować do większości innych gatunków – naukowcy staną się czarnoksiężnikami, a maszyny zaklęciami, supermocami, czy magicznymi artefaktami. Są ułożone bez jakiegokolwiek ważnego klucza, jednak starałem się historyjki, o których już wcześniej pisałem w tym cyklu, umieścić na szczycie listy.

A zatem, zaczynamy!

Czytaj dalej

Kaczki z Kaczogrodu – część jubileuszowa – Babcia Kaczka, profesor Kwaczyński i Gęgul Gęg

Witam w naszym ulubionym kąciku! Powoli, acz nieubłaganie zbliżamy się do końca, zostały bowiem jeszcze trzy części (Młodzi Skauci, Bracia Be i Arszen Lampen – choć ten ostatni może wypaść). Dziś, by uczcić dziesiątą część cyklu, przedstawiam znaną i lubianą postać Babci Kaczki i jej asystenta Gęgula, oraz profesora Kwaczyńskiego.

Jeśli nie czytałeś komiksów Barksa/Don Rosy, to co tu jeszcze robisz? Biegusiem do empiku, dziabnij z półki kaczora (może być gigant, całkiem fajne są historyjki tam od czasu do czasu) i czytaj. W każdym razie, jeśli z kaczym kanonem zapoznałeś się tylko dzięki Kaczym Opowieściom, koniecznie sięgnij po komiksy. Mam nadzieję, że kiedyś Egmont wznowi „Życie i Czasy Sknerusa McKwacza”, ponieważ jest to – i mówię to z całą powagą – epos. Przedstawia życie narodu w przełomowych chwilach, ma dwanaście ksiąg, opisuje mity i legendy Ameryki – przygląda się Amerykańskiemu Snowi, a głównym bohaterem jest gadający kaczor.

Kacze Opowieści są irytująco niekanoniczne. Potrafią właśnie zignorować niesamowite podteksty obecne w oryginalnych komiksach, wyrzucić z nich bohaterów by zastąpić ich innymi – w imię politycznej poprawności lub marketingu. Don Rosa nienawidził „Kaczych Opowieści” – napisał jedną jedyną historyjkę w uniwersum kreskówki, wyłącznie dla pieniędzy. Ba, chciał napisać nawet komiks, w którym Sknerus ogląda „Kacze Opowieści”, jest rozgniewany („Przecież to nie było tak!”) i zamierza pozwać do sądu producenta KO. Jest to w pełni słuszny pogląd, ponieważ, rzeczywiście, nie było to tak!

Zarówno pilot, jak i księgowy Sknerusa zastępują Donalda, bo według szefostwa Donald musi cały czas niezrozumiale kwakać. Bracia Be zmienieni są do niepoznaki, i mają mamę zamiast dziadka (wzorowaną na Ma Barker). Sknerus ma olbrzymi pałac i wielką limuzynę… No i to wszystko dzieje się we współczesności. Pewne zmiany jeszcze można by było wybaczyć (Bracia Be jako trojaczki to nie jest taki głupi pomysł – jak widać w opisie HDZ nie lubię identycznych bohaterów) – ale najgorsze jest spłycanie wątków.

Historyjki Barksa były czasem dość cyniczne – to Donald często puentował szalone zamiary Sknerusa (lub odwrotnie). Miały też trochę więcej tzw. Parental Bonus, i były nieco bardziej edukacyjne niż przesłodzona kreskówka. Fakt, sporo tutaj niszczył polski dubbing (baba, która podkładała głos HDZ przyprawia już kolejne pokolenie o cukrzycę), ale i bez niego Kacze Opowieści były… cóż, dla dzieci.

I bardzo dobrze! Bo właśnie takie miały być! Nie zrozumcie mnie źle – Kacze Opowieści to nadal jeden z fajniejszych seriali animowanych mojego dzieciństwa. Miał świetne postaci, niesamowite przygodowe scenariusze (a czyja to zasługa jeśli  nie Barksa?), i wciągającą piosenkę tytułową („raz na wozie raz pod wozem KACZKI!”). Bez Kaczych Opowieści nie wypromowałby się tak komiks Donald Duck, Egmont Polska nie zyskałoby takiej popularności. Kacze Opowieści to też podstawa znakomitych tłumaczeń imion i pojęć – Kaczogród, Diodak, Granit Forsant, Sknerus Mc Kwacz, Goguś… to są świetne tłumaczenia! Bez dubbingu KO zapewne mieliśmyby znacznie gorsze tłumaczenia komiksów.

Idealnie więc, Kacze Opowieści powinny zainspirować fanów do sięgnięcia i pokochania komiksów o Sknerusie. Jeśli chodzi o kreskówkę dla starszych dzieciaków – od 12 do powiedzmy 15 lat, to był fajny Darkwing Duck, który niestety nasza kochana TVP uznała za „pełen przemocy”.

Jedną z postaci, którą zastąpiono w Kaczych Opowieściach, była Babcia Kaczka. Szkoda, że musiała wylecieć, bo to jedna z moich ulubionych postaci. Czytaj dalej

Kaczki z Kaczogrodu – część ósma: Hyzio, Dyzio i Zyzio

Czołem, kaczkofani! Dziś niby miało być o rywalach Sknerusa, czyli o Granicie Forsancie i Kwakerfellerze, ale zdecydowałem się na opisanie siostrzeńców, choćby z tego powodu, że łatwiej jest ocenić ich możliwości. Jeśli chodzi o cały kaczy kanon, to chyba HDZ pojawiają się w największej liczbie komiksów. Miałem opisać też Młodych Skautów, ale doszedłem do wniosku, że to zbyt duży temat i zasługuje na osobną notkę.

Kiedyś pokutowało – do dzisiaj chyba jest obecne – przekonanie, że jeśli powieść, film, czy gra jest dla dzieci, to głównym bohaterem ma być dziecko, jeśli dla dziewcząt – to dziewczyna. Przekonałem się, że jedne z najlepszych tekstów to te, które nie stosują się do tej zasady, jednak, zwłaszcza gdy przekonani o jej słuszności są wydawcy i kierownicy, trudno jest pozbyć się dzieciaków. By zwiększyć sprzedaż, superbohaterowie dostawali nastoletnich pomocników, zaś mówiące zwierzęta – siostrzeńców. Czytaj dalej

Kaczki z Kaczogrodu – część siódma – Dziobas

Na początek mała uwaga – rzućcie okiem w stronę górnej belki, znajdziecie tam spis linków stron bardziej ciekawych lub mniej.

Zadają mi pytania – co to jest kanon. Otóż kanonem Kaczogrodzkim według mnie są:

* Większość stripów Ala Tagliaferro

* Wszystkie historyjki Barksa, o ile nie sprzeciwiają się motywacjom i historii postaci (jak na przykład niesławna historyjka z magiczną klepsydrą – która, co stwierdzam przeczytawszy ją ponownie, jest niesamowicie fajna, acz niekanoniczna).

* Wszystkie historyjki Dona Rosy, albowiem w tym przypadku możemy mówić o wierności kanonowi. Nie wliczają się do tego historyjki Kaczych Opowieści itp.

* Wszystkie historyjki innych twórców, które osadzone są w podobnych realiach, nie przeczą kanonowi B/DR, i utrzymane są w podobnej tematyce, oraz, co ważne, rozgrywają się w podobnej epoce – kanonicznie, lata 50. i 60. XX wieku, lub wcześniej. To nie jest kanon, tak naprawdę. Taka historyjka nie jest wtedy kanoniczna ale ‚zgodna z kanonem’.

I jeszcze jedna ważna uwaga. Kanoniczny – nie znaczy automatycznie dobry. Historyjki Barksa i Don Rosy są… słowo świetny to za mało, by je opisać. Ale są kanoniczne, między innymi dlatego, że były na tyle dobre, by zainspirować dziesiątki innych twórców. Nie są dobre – bo kanoniczne.

Uwielbiam style Vicara (przerasta Barksa moim zdaniem), Van Horna (jest niesamowicie dynamiczny) i Scarpy, ale nie wszystkie ich historyjki są zgodne z kanonem. Superkwęk, choć bardzo lubię tę postać, jest niekanoniczny. Podobnie rzecz się ma z wymyślonym przez Van Horna „bratem przyrodnim” Sknerusa, Rufusem – to fajny pomysł, by brat Sknerusa był bezrobotnym żulem, wykonanie jest już nieco gorsze. Innymi niekanonicznymi postaciami – albo częściowo kanonicznymi – są Harpagon (swoją drogą ciastko dla tłumacza za świetne imię) – lokaj Sknerusa, lub Kwakerfeller. Kwakerfeller w ogóle pojawia się tylko raz w kanonie, ale niekanoniczni autorzy wykorzystują go częściej niż Granita Forsanta.

Postaci z pogranicza kanonu to Gladiusz Kwaczyński – Ludwig Van Drake oraz Dziobas – Fethry Duck. Dziobas nie jest właściwie kanoniczny. Jedyną jego cechą kanoniczną jest występowanie na niektórych – w tym w polskiej – wersjach Drzewa Genealogicznego. Dziobas jednak jest obecny w moim prywatnym fanonie – jeśli praktycznie jedno pojawienie się Gladiusza w tle czyni go kanonicznym, to chyba nie jest bardziej czy mniej kanoniczny od Dziobasa. Czytaj dalej