Weekend z Kryształami Czasu

Moi drodzy, pozazdrościłem Arturowi Szyndlerowi i księciu Abukowi, postanowiłem więc samemu spisać balladę o świecie Orchii czy też Ochrii.

 

Jak to Mistrz, zaczynamy od przedstawienia lokacji, nie przejmując się nieistotnymi pierdoletami jak rytm czy średniówka…

 

Na dalekim Wschodzie stoi niebosiężna wieża Srebrnych Arcymagów

 

Hmmm, jest spoko, jest fantasy, jest egzotyka, teraz najtrudniejsze, czyli rym!

 

mistrzów sztuki tajemnej, nie znajdziesz tu żadnych łamagów!

 

Sounds legit, jedziem dalej, czas pieprznąć jakimś ekskluzywnym fantasy.

 

Wieża wznosi się wysoko, sięga aż do samej atmosfery…

 

Hmmm, lasery? Mackogłowe liściożery? Może lepiej tak.

 

Wieża wznosi się wysoko, aż poza granice atmosfery sięga

W jej wnętrzu magowie tkają zaklęcia, lecz wiąże ich nieodzowna przysięga.

 

Nie jestem pewien, co to znaczy “nieodzowny”, ale nie mam czasu sięgać po słownik, muszę pisać!

 

Srebrni Arcymagowie to strażnicy ewidentnego dobra i praworządności

W zwalczaniu Zła są równie zajadli co w zwalczaniu neutralności

Poznali wiele zaklęć, specjalnych, boskich, antycznych i zakazanych

 

Oj, hardkor. Tutaj na szczęście mogę się pobawić

 

W tym celu stosują czary specjalne, boskie, zakazane a nawet antyczne

By przegnać z Piątej Sfery Materialnej demony niesympatyczne.

 

No dobra, mamy fantasy, mamy zakreślone cele i motywacje jak również metody działania, czego nie mamy? Pięciu milionów nowych ras, kurwa!

 

W tym szlachetnym celu wzywają z odległych sfer świetliste istoty

Które bezlitośnie niszczą każdego, któremu brakuje choć odrobiny cnoty

Dlatego więc Dertolami się nazywają

Ponieważ w praktyce eradykują każdego, kogo tylko spotkają.

I poproszę za to jakieś pół melona nowych złotych.

Posted in RPG.

Szare Szeregi, czyli dlaczego toleruję misery tourism

Kiedy piszę te słowa, do końca zbiórki na Szare Szeregi zostało kilkanaście godzin. To nie jest gra dla mnie ważna, nie sądzę, bym mógł z czystym sumieniem w nią zagrać i powiedzieć paru osobom „gram w grę opartą o Pani młodości”. Przez kilka miesięcy dojeżdżałem do pracy niedaleko Umschlagplatz, dlatego niespecjalnie bawi mnie gra, która absolutnie serio traktuje bardzo ważną w Polsce tematykę Powstania. Ale…

Szare Szeregi w gruncie rzeczy nie są grą o Powstaniu. W tej grze nie chodzi o zabijanie Niemców, nie zawsze musi chodzić o wolną Polskę. W tej grze chodzi o dorastanie w świecie, który jest twoim Wrogiem. To gra o Wojnie, która nie polega na rozwalaniu wrogów o coraz wyższej wytrzymałości – ale o tym ile twoja postać jest w stanie wytrzymać. Niektórzy na FB sugerowali, że to gra akcji jak Weird War do Savage World – nie jest to prawdą. Swoją drogą, w Weird War II w Polsce… miałbym opory przed zagraniem.

Nie mam zamiaru rozpisywać się długo na temat mechaniki GR – w grze nie ma MG, nie ma punktów życia, jest Siatka miłości i nienawiści, entuzjazmu i wyczerpania. Sukcesy przesuwają cię w korzystniejsze miejsca na siatce. Z początku jest łatwo – potem jednak życie staje się trudniejsze. Prawdopodobnie zginiesz na jeden z czterech sposobów. Gra uderza cię w emocje – i może dlatego niespecjalnie za nią przepadam. Jeśli lubisz gry mocno emocjonalne, może Szare Szeregi będą dla ciebie. Ja wolę, szczerze mówiąc, eskapizm.

Moim podstawowym problemem z Szarymi Szeregami jest fenomen, który niesławny RPGPundit nazywał Misery Tourism. Turystyka Cierpienia. Czasem zdarza mi się pracować w branży turystycznej, czasem czytam opinie zachodnich turystów na temat Europy Wschodniej. Przewija się pośród nich np. takie sformułowanie „Nie jedźcie już do Polski, wybierzcie Rumunię czy Bałkany – tam jeszcze możecie zobaczyć prawdziwą biedę.” Żyjemy w czasach, w których ludzie z Pierwszego Świata żyją w takim stanie, że bieda, ludzkie nieszczęście są dla nich czymś podniecającym – o ile odpowiednio egzotycznym. I dlatego grają w gry towarzyskie jak „Grey Ranks”, jak „Steal Away Jordan” o życiu niewolników, albo „The Farm”, gdzie nasi bohaterowie są w „obozie koncentracyjnym”, którego władcy zamierzają nas zjeść – co zresztą parodiuje wydawnictwo zwane Misery Tourism Games przedstawiając w grze The Mistery Index utopię, w której w nielegalnej rzeczywistości wirtualnej jesteś bezrobotnym w USA. Nie sądzę, żeby jakikolwiek autor tych gier przeżył sam osobiście doświadczenia, do których te gry nawiazują.

To że coś jest „katarsis”, „głębokie”, „złożone”, nie oznacza jeszcze że to jest „zabawne”, „dobre”, „warte rozegrania”. Być może nie znam całej historii świata, ale uważam że II Wojna Światowa, w szczególności ludobójstwo mojego narodu jest jednym z najbardziej pojebanych wydarzeń na ziemi i nie ma sensu powtórne jego przeżywanie. Swoją drogą, podobnie odnoszę się do mojego okresu dojrzewania.

Z drugiej strony… Wiecie, w tym roku obchody przypominały podobno wesołe miasteczko. Każdy chłopaczek chce być ranny, sanitariuszki, morowe panny. Może czasem potrzeba przypomnienia o nieszczęściach, by nie tworzyć hagiografii?

Mimo licznych zastrzeżeń, dorzuciłem się do zbiórki:
– warto przeczytać grę; o Powstaniu Warszawskim warto pamiętać i nie można wybaczyć.
– warto zobaczyć, jak można przedstawić wojnę – zwłaszcza taką skazaną na zagładę.
– być może ktoś kiedyś sprawi, że zmienię zdanie; w takim razie warto korzystać z okazji.

Posted in RPG.

13th Age Bestiary – Recenzja

Pisałem wcześniej, że jestem niejako rozczarowany pierwszym, ufundowanym przy pomocy crowdfundingu, dodatku do 13th Age – mutacji D&D stworzonej przez twórców trzeciej i czwartej edycji. Nie wszystko w 13 Epoce bawi mnie, ale system jest na tyle dobry, bym uczynił go “moimi podstawowymi dedekami”. Nastał czas na drugi dodatek, bardzo potrzebny – bestiariusz.

Czytaj dalej

13 True Ways – recenzja

Groch z kapustą i ikonami

13 True Ways to pierwszy dodatek do 13th Age – mutacji D&D, zaprojektowanej przez Roba Heinsoo (głównego designera 4e) i Jonathana Tweeta (designera 3e). Dodatek zebrał sporo forsy na kickstarterze, i w końcu ujrzał światło dzienne. Spore rozczarowanie wzbudził fakt, że nie wszystko, co obiecywano podczas projektu znalazło się w książce (np. statystyki Ikon), ale i tak liczy sobie 260 stron.

Nie będę długo pisać, czym różni się 13-ta Epoka od D&D, polecam bardzo szczegółową recenzję w serwisie poltergeist.  Trudno powiedzieć, dla kogo jest 13 TW. W podręczniku znajduje się pięć nowych klas, reguły wieloklasowości i nowe magiczne przedmioty – dla graczy, opis miast w świecie 13 Age dla całej drużyny i całkiem sporo potworów (w tym metalowe smoki), przykładowe przedstawienie diabłów, i zbiór różnych lochów, artefaktów itp. dla MG. Na pierwszy rzut oka, szeroki wybór – ale niestety nie zawsze. Czytaj dalej

W odpowiedzi na pseudorecenzje Janosika

W związku z pojawiającymi się tu i ówdzie „recenzjami” mojej powieści „Janosik: Ostatni harnaś”, pragnąłbym wyjaśnić parę kwestii:

– „Sentencja brzezia: Bóg strzeża!” nie jest tak naprawdę parafrazą powiedzenia Brzozy „Słabych będę ochraniał, bogatych zaś nękał, dobrym ludziom na szczęście a złym na pohybel, tak mi dopomóż Bóg”. Brzoza nie jest Janosikiem, Janosik nie jest Brzozą. Janosik po prostu chciał w kilku słowach podsumować filozofię swego mentora. Nie można też uznać tego za „catchphrase” bohatera, skoro w toku akcji powtarza też ją tylko dwa razy. Ponadto, Janosik był obyty w świecie (wracał do Tatr z terminu), a słowo ‚sentencja’ mogło padać np. w kościele podczas (łacińskiej) liturgii.

– Czarny Birun nie jest olbrzymem, na litość boską, nie bardziej niż Tyrion Lannister jest krasnoludem! Pietrek i Maryna nazywają go olbrzymem, BO JEST WYSOKI. Podobnie czyni narrator, ponieważ ‚olbrzym’ może odnosić się do wysokiego człowieka! Dlatego właśnie Starka mówi Janosikowi „Tak jak zwykłego człowieka możesz go ubić”.

– Szelki były znane od lat dwudziestych tegoż wieku. Co prawda Mark Twain opatentował nowoczesny wzór szelek w latach 70. dziewiętnastego stulecia, tym nie mniej nie ma powodu, by Janosik nie nosił szelek. Co prawda Austro-Węgry były nieco zapóźnione w kwestiach przemysłu gumowego, to jednak nigdzie, do cholery, nie pisałem, by szelki wykonane były z gumy!

– Owszem, serial telewizyjny wpłynął nieco na moją decyzję, by akcję serialu umieścić w XIX wieku, nie jest przecież to jednak plagiat. Mój Janosik działałby blisko pięćdziesiąt lat po tym serialowym – stąd tytuł książki, „ostatni harnaś”, jak zauważył p. Krótkowski, potem byli już tylko terroryści. Dlatego przecież piszę „A na kolej żelazną nie starczyło mu już grosiwa, stąd też pieszo, z bąblami na stopach, wlókł się na swe Podhale”. Stąd zainteresowanie władz Austro-Węgierskich anachronicznym rozbójnikiem

– Starka jest wiedźmą, to powieść fantasy. Maryna uczy się u niej czarnej i białej magii, jej romans z Janosikiem jest metaforą syntezy magii tantrycznej z rzeczywistością. To nie dzięki koszuli Janosik jest nieśmiertelny (zrywa ją przecież Birun), ale dzieki miłości Maryny.

Mam nadzieję, że wyjaśniłem tutaj przynajmniej najczęściej pojawiające się w recenzjach zarzucane mi błędy; gdyby ktoś miał dalsze zapytania co do „Ostatniego harnasia”, bez wahania wyjaśnię i rozwieję Wasze wątpliwości.

Dziękuję wam wszystkim

 

Najpierw chciałem napisać kilka słów o Bestiach i Barbarzyńcach, że to fajny RPG, niezły setting, dotyczący jednego z moich ulubionych tematów w RPGach – dzicz kontra cywilizacja. Potem chciałem napisać trochę o Adventurers!, jak radziliśmy nad polskim tytułem, dlaczego grymasiłem nad pozostawieniem go w oryginale, dlaczego czasem w tekście zwartość bierze górę nad urodą językową. Potem chciałem wspomnieć jak to fajnie współpracować z ludźmi, którzy na RPGach zjedli zęby, którzy kochają to hobby i chcą fajnej zabawy nad Wisłą, od redaktora który z moich kwiatków  typu „Żądna sławy generał pragnie sławy” stworzył naprawdę mocny RPGowy tekst, korektora, który cierpliwie powstawiał mi przecinki, z którymi mam na pieńku, składaczkę która zebrała to w doskonale zapowiadającą się książkę, po masę podobnych mi świrów, którzy mnie wyśmiewali, krytykowali, chwalili, a przede wszystkim ze mną grali, i w końcu sprawili że z marzyciela prowadzącego Kryształy Czasu w podstawówce stałem się nominowanym do nagrody ENnie tłumaczem i autorem gier.

 

Ale tak naprawdę, sądząc po wynikach zakończonej właśnie zbiórki, musiałbym wymienić prawie pięćdziesiąt dwieście osób, które zdecydowały się zaryzykować i dać grupce świrów szansę na wydanie dwóch dobrych projektów. Dziękuję wam wszystkim. Do pracy nad B&B podszedłem jeszcze w zeszłym roku (tak, tłumaczenie często musi tyle czekać!) jak do pracy na pełen etat, a teraz właśnie zacząłem nową pracę. Nie mówię już o pozaRPGowych zleceniach: robota jako tłumacz, redaktor, autor settingu Krótko i Nieszczęśliwie do Adventurers to praktycznie druga połówka etatu. I wiecie co? Choć muszę wstawać do pracy przed szóstą, nie mam tyle czasu dla siebie ile bym chciał, naprawdę pracuję przy kolejnych podręcznikach w pocie czoła, to jednak nadal jest to niesamowita frajda, a wynik zbiórki jeszcze bardziej to potwierdza.

 

Jestem naprawdę strasznie zadowolony. Tak cieszyłem się w pierwszej licealnej z tego, że trzecioedycyjni paladyni mają specjalne zaklęcia dla swych mieczy, a potem już po studiach z tego, że Wolsung w końcu wyszedł. A teraz jestem zadowolony, że ludzie zaufali grupie, której jestem częścią (i to chyba nie najmniej istotną) na tyle, by dać nam, wariatom, łącznie równowartość mieszkania. Albo samochodu.

 

Daliście mi nadzieję, że warto jest w Polsce pisać i wydawać RPG. Nie wiem jeszcze, czy jest sens utrzymywać się z RPGowych tekstów, ale wiem, że będę dalej w tym uczestniczył. Dla grupy, która mi zaufała.

 

Co dalej?

 

Nie jestem fanem indie – ale Dogs in the Vineyard (o ile mi wiadomo zostanie zachowany tytuł angielski) to gra, którą warto poznać. Darken, człowiek który zamierza sprowadzić to cudo na nasz rynek uważa, że to jego ulubiona gra. I wiecie co? Kiedy prowadził mi minisesję, bym mógł lepiej poznać klimat i styl rozgrywki naprawdę to poczułem.

 

Z RSSów wyrwane, czyli subiektywny przegląd podcastów

Reaktywacja bloga? Być może! Na tym blogu pojawiać się będą wpisy raczej dla nerdów i geeków, i to dla dorosłych. Co do wpisów mówiących o kreskówkach i komiksach, które będą dla dzieci… cóż, obmyślam inną inicjatywę. Teraz jednak o innych mediach!

Lubię ostatnio jeździć na rowerze. Lubię trochę biegać. A czasem muszę jeździć długo wykonywać jakieś zlecenia. Najlepszym lekarstwem na to są audiobooki albo podcasty. Mają one tę dodatkową zaletę, że jeżdżąc dla zdrowia ćwiczę też jakieś inne umiejętności – czy to język obcy czy też uczę się o RPGach. Oto subiektywna lista podcastów, które mam w RSSach:

1. Nie-RPGowe

Maximumfun.org – tutaj mieści się kilka castów, które często mam na uszach podczas rowerowania. Najczęściej słucham chyba Judge John Hodgman – komik, autor, aktor (grał PC w reklamach Apple’a, Ojca w Koralinie) występuje tu w roli sędziego rozstrzygającego o dziwnych sprawach – np. czy mąż ma prawo do wystawiania swej kolekcji martwych zwierząt w salonie? Inne ciekawe podcasty w tej sieci to np. Throwing Shade, popkulturowe Bullseye i Jordan Jesse Go, oraz nieco nerdowe Wham Bam Pow!

Poza podcastami z maximumfun.org słucham też dwóch castów sceptycznych – Skeptoid i Sceptic’s Guide to the Universe. Ten pierwszy prowadzi jeden człowiek (podobno nakradł kasy od słuchaczy) mówiąc o różnych przekrętach i oszustwach, od stawiania baniek po czakramy. Ten drugi za to prowadzi grupa osób, dotyczy też naprawdę różnych tematów. Oba są ciekawe i wyostrzają zmysł racjonalizmu.

Ostatnim podcastem nierpgowym na liście jest Writing Excuses – krótki 15-minutowy podcast dla niedoświadczonych pisarzy robiony przez doświadczonych, na przykład Brandona Sandersona.

2. RPGowe

Pewną ogólną kategorią są „spotkania kumpli” – do tej kategorii należą Fear the Boot, Happy Jacks (ten akurat robiony jest przez m.in. muzyków, po pijaku, trwa dwie godziny, a połowa audycji przeznaczona jest na odpowiedzi na listy), Roleplay DNA, i po części THACO. Ta kategoria zastępuje mi magazyny o RPG, czasem poruszają fajne tematy.

Tematy przewodnie mają Postcards from the Dungeon, Shark Bone – ten podcast trzyma się na ogół formy – omówienie jakiegoś filmu z perspektywy RPGowca, wymienienie fajnych motywów w filmie, a następnie skupienie się na jednym z nich. THACO jest gdzieś pomiędzy luzackim spotkaniem kumpli – do niedawna był to bardziej chaotyczny podcast, dziś jednak zaczął trzymać się jakiegoś jasno określonego tematu.

Najbardziej profesjonalnym podcastem w moich RSSach jest Ken and Robin Talk About Stuff, gdzie jak sama nazwa wskazuje Słynni Designerzy Kenneth Hite i Robin D. Laws rozmawiają o rzeczach. Czasem o RPGach, czasem o historii, czasem o nazistowskich okultystach.

Dwa casty, których nie mam w RSSach (gust mi się zmienił) są Jennisodes (wywiady z twórcami indie), i Sideways Tower – częściowo RPGowy, częściowo książkowy podcast kumpelski.

3. Inne

Choć to nie podcast, to jednak w praktyce słucham nagranych audycji „Nasz Ulubiony Ciąg Dalszy” na zasadzie podcastu – choć brzydzę się postacią Marcina Wolskiego, to jednak jest to jedyna okazja by obcować z politycznym radiowym humorem z lat 70. i 80.

Polecam też kursy niemieckiego ze strony Deutsche Welle. Radio D i Deutsch Warum Nichts są bardzo fajne.