Gadający pies?

Nie oglądam seriali. Większość ostatnich telewizyjnych hitów mija mnie z oddali, czasem robię wyjątek dla krótkich britcomów. Swoją drogą, nie jestem w ogóle fanem sztuki audiowizualnej – nie przepadam za filmami, wolę przeczytać książkę. Znam w ogóle więcej pozycji w wersji książkowej niż filmowej, nie widziałem np. adaptacji Princess Bride czy Gry o Tron. Jestem jednak z pokolenia, które wychowało się m.in. na kreskówkach, i nadal wspominam filmy animowane Hanna-Barbera z pewną czułością.

Znajomi próbowali nakręcić mnie na oglądanie różnych seriali –  30 Rock, Parks and Recreation, IT Crowd, Life on Mars – chyba żaden z wymienionych mnie nie porwał.  Czasem zdarza się coś ciekawszego, jak np. Arrow czy Archer, ale szczerze mówiąc, mógłbym przestać oglądać serial w dowolnym momencie. Może właśnie to jest problem – do niedawna uważałem, że nie jestem dobrym odbiorcą mediów odcinkowych, bo nie czekam na ciąg dalszy a jeśli nie obejrzałem wcześniejszych odcinków to czuję się wykluczony.

Ostatni wyjątek jednak jest bardzo ciekawy – to serial, którego nigdy bym nie podejrzewał o zaciekawienie mnie na tyle, bym ucieszył się z jego wznowienia. Scooby Doo Mystery Incorporated. Czytaj dalej

Reklamy

Kaczki z Kaczogrodu – część XIII – herosi trzeciego planu

No, ale się porobiło. To na dobrą sprawę ostatnia część cyklu (jak muza da radę, to będzie jakieś podsumowanie). Dziś przyjrzymy się krótko postaciom trzecioplanowym, które może i zadebiutowały w kanonie,  (albo są niemal kanoniczne jak Dziobas czy Ludwig von Drake), ale są często tłem czy dekoracją. Nie oznacza to, że nie są ważne – w tej kategorii umieszczam Złotkę O’Gilt, miłość Sknerusa czy sąsiada Jonesa, którzy są niezwykle ważni – ale trudno jest wyobrazić sobie historyjkę skupioną na tych postaciach.

Może trochę bezzasadnie (bo o Złotce czy o Korneliuszu Kwaczaku można pisać dość długo), ale skracam opisy do niezbędnego minimum. Po szczegóły najlepiej sięgnąć do „Życia i Czasów Sknerusa McKwacza”, wznowienie których ma wyjść niedługo.

Czytaj dalej

Po Avangardzie

Konwent był świetny, jeden z najlepszych, na jakim byłem. Wrażenia psuł tylko upał i duchota, sprawiające, że byłem zdekoncentrowany. Na szczęście w sobotę wieczór spadło ciśnienie, i można było w niedzielę się skutecznie odświeżyć. Ale za pogodę nie odpowiadają orgowie (choć pewnie możnaby coś zorganizować, by zmniejszyć skutki, np. kupić czy pożyczyć kilka wentylatorów i ustawić je w salach prelekcyjnych, ale jasne, nie czepiam się).

Miło będę wspominał LARP Monkey Island, z dawna wyczekiwaną sesję Wolsunga u Garnka, prelekcję rince’a o czarnym kryminale, bardzo fajną prelkę o autorkach Sheverisha, rozmowę o TSOY z Darkenem, prelki wydawnictwa Gramel, i warsztaty Wolsungowe. Moje prelki były na różnym poziomie: PRLowska okazała się być kompletnym niewypałem, kulturoznawcza wymagała większej interakcji i naprawdę większego przygotowania (ale myślę, że nie była zła).

Natomiast warsztaty MG pod hasłem: „Dlaczego najfajniejsze pomysły RPGowe na konie zawsze słyszy się przy piwie?” okazały się całkowitym sukcesem, zapełniły salę, i będę je powtarzał na każdym konwencie. Dwie godziny na dyskusję poświęconą różnym tipsom niesamowicie mnie zainspirowały, i dziękuję wszystkim, którzy w nich uczestniczyli. Byliście świetni, do zobaczenia za rok.

Poznałem (przy coli) kilka też fajnych osób, m.in. Darkena, Hajdamakę, Tomasza Wolskiego czy Jagmina. Dzięki wielkie dla wszystkich, z którymi mogłem pogadać, mam nadzieję, że was nie zanudziłem będąc bezwstydnie trzeźwy.

Oprócz grania w niesamowitą sesję Wolsunga (Garnek naprawdę kocha ten system), udało mi się też poprowadzić Savage Worlds, a konkretnie przygodę, którą możecie znaleźć już na stronie wydawnictwa Gramel: Zagubieni w Andach.

Wszystkim kaczkofanom zaglądającym na tego bloga serdecznie polecam tę przygodę. Napisałem ją, by pokazać, co gry RPG mogą wynieść z komiksów. To jedna z ulubionych historyjek samego Carla Barksa, i mam nadzieję, że będziecie ją przeżywać też przy własnych stołach. Jeśli zagracie lub poprowadzicie tę przygodę, dajcie mi znać.

Drużyna (niestety, jak ostatni debil zapomniałem zanotować ich nicków czy imion) z powodzeniem wyszła obronną ręką z niebezpieczeństw, świetnie odgrywała postaci i w ogóle w pełni zasłużyła na bycie pierwszą grupą, która ten scenariusz rozegrała. Postaci wybrali sobie z edycji kolekcjonerskiej (Tomek, Simba i inni), przenieśliśmy je tylko o 20 lat w przód. Specjalna wzmianka należy się Oli (nie dam się pociąć za imię), która za świetne odgrywanie i niesamowite pomysły w pełni zasłużyła na prezent, czyli mój stary podręcznik do SWEXa w edycji angielskiej.

Jeśli już jesteśmy przy SWEXie, ci, którzy czytali raport wydawnictwa Gramel, wiedzą już, że będę tłumaczył dla Gramela pewne rzeczy – w tym chyba pierwszy podręcznik nie-pinnacle’a, na który wydawnictwo dostało licencję. Rzuciłem już na to okiem i jestem zachwycony, bo książka idealnie nadaje się na pierwszy podręcznik pulp, który wyjść ma po polsku. Natomiast to druga rzecz, którą się zajmę, bo albowiem ponieważ gdyż będę lokalizował coś innego, coś co też wspomniane jest w dzisiejszym raporcie Gramela. Myślę, że nie trzeba być Gandalfem dedukcji, by zgadnąć, co wymaga polskiej edycji. 🙂

No i kupiłem sobie w końcu Lyonesse! Świetne, i wiem w jakim mieście będę prowadził następną kampanię Wolsunga. Z ostatniej chwili! Tricoleur… znajdzie się w podręczniku! (fajerwerki!). Co do mojego wkładu w przyszłe dodatki do mojej ulubionej gry – by nie zapeszyć (jak łatwo zgadnąć Gramel ma pierwszeństwo), na razie zająłem się procesem kreatywnym puszczając sobie Enyę i „I bless the rains down in Africa” (oraz szwagierkolaskę), oraz czytając o różnych ciekawych miejscach na ziemi.

Kaczki z Kaczogrodu – część jedenasta – Bracia Be

Chciałem temu odcinkowi dać tytuł – „Ma Beagle, she taught her three sons…”, jednak zacząłem się bać, że niektórzy, nie znający komiksów, mogą uznać interpretację Duck Tales za kanoniczną. Jak już do znudzenia pisałem, cykl poświęcony jest kanonowi Barksa/Dona Rosy oraz związanym z kanonem komiksom pozostałych twórców, nie kreskówce. Ale, hej, piosenka jest gites!

Po tym przerywniku muzycznym, drobna errata.

Podałem wcześniej, że Ludwig van Drake w kaczym kanonie pojawia się raz – w rzeczywistości jednak pojawia się tam dwukrotnie. Podobnie rzeczywiście, Kaczencja ma na imię tak samo jak matka Sknerusa, więc omyłkowo nadałem jej to samo nazwisko, przepraszam bardzo.

Wszechświat Barksa opiera się na bohaterach, nie na kulturach czy niezwykłych miejscach, jak wiele innych światów. Gdy twórca takiego wszechświata wprowadzi na scenę bohatera, powoli zaczyna on kształtować wokół siebie innych bohaterów – co może być rekursywne. Takim przykładem jest powstanie Braci Be. Czytaj dalej

Kaczki z Kaczogrodu – wydanie specjalne – 55 przygód!

Uświadomiono mnie niedawno, że może lepiej byłoby trzymać się schematu, który zastosowałem przy opisie Sknerusa – to znaczy oprócz mechanicznych statystyk postaci, refleksji na jej temat oraz zarysu życiorysu warto dorzucić pomysły na przygody; z drugiej strony jednak na blog ten trafiają nie tylko miłośnicy RPG, ale też czytelnicy komiksów.

Zainspirowały mnie listy 50 przygód opartych o dzieła Verne’a, oraz 51 przygód pulpowych, więc postanowiłem raz, a dobrze przedstawić 52 pomysły na przygody zainspirowane komiksami Barksa (ale bynajmniej nie tylko), o Kaczorze (ale nie tylko). Zadziwiającym zbiegiem okoliczności podzieliłem je też na 4 grupy po 13, tak by można było pociągnąć kartę i wybrać karkołomny pomysł. Dorzuciłem też 3 chyba najbardziej eksploatowane, czy ograne pomysły, które jednak działają.

Nie wszystkie z tych komiksów przeczytałem, niektóre oparte są o krótkie recenzje na różnych stronach czy blogach. Inne nawet zainspirowane są tylko tytułem, ale wszystkie związane są jakoś z komiksami Disneya. Mam nadzieję, że skłonię was do sięgnięcia po te bardziej przygodowe historyjki. Czasem musiałem nagiąć trochę fabułę, by pasowała do gier RPG, gdzie obecny musi być konflikt, jakieś niesamowite utrudnienia czy epiccy przeciwnicy.

Choć opisy sprofilowane są głównie pod pulpowo-steampunkowe rozgrywki, to łatwo można je przystosować do większości innych gatunków – naukowcy staną się czarnoksiężnikami, a maszyny zaklęciami, supermocami, czy magicznymi artefaktami. Są ułożone bez jakiegokolwiek ważnego klucza, jednak starałem się historyjki, o których już wcześniej pisałem w tym cyklu, umieścić na szczycie listy.

A zatem, zaczynamy!

Czytaj dalej

Kaczki z Kaczogrodu – część ósma: Hyzio, Dyzio i Zyzio

Czołem, kaczkofani! Dziś niby miało być o rywalach Sknerusa, czyli o Granicie Forsancie i Kwakerfellerze, ale zdecydowałem się na opisanie siostrzeńców, choćby z tego powodu, że łatwiej jest ocenić ich możliwości. Jeśli chodzi o cały kaczy kanon, to chyba HDZ pojawiają się w największej liczbie komiksów. Miałem opisać też Młodych Skautów, ale doszedłem do wniosku, że to zbyt duży temat i zasługuje na osobną notkę.

Kiedyś pokutowało – do dzisiaj chyba jest obecne – przekonanie, że jeśli powieść, film, czy gra jest dla dzieci, to głównym bohaterem ma być dziecko, jeśli dla dziewcząt – to dziewczyna. Przekonałem się, że jedne z najlepszych tekstów to te, które nie stosują się do tej zasady, jednak, zwłaszcza gdy przekonani o jej słuszności są wydawcy i kierownicy, trudno jest pozbyć się dzieciaków. By zwiększyć sprzedaż, superbohaterowie dostawali nastoletnich pomocników, zaś mówiące zwierzęta – siostrzeńców. Czytaj dalej