Gadający pies?

Nie oglądam seriali. Większość ostatnich telewizyjnych hitów mija mnie z oddali, czasem robię wyjątek dla krótkich britcomów. Swoją drogą, nie jestem w ogóle fanem sztuki audiowizualnej – nie przepadam za filmami, wolę przeczytać książkę. Znam w ogóle więcej pozycji w wersji książkowej niż filmowej, nie widziałem np. adaptacji Princess Bride czy Gry o Tron. Jestem jednak z pokolenia, które wychowało się m.in. na kreskówkach, i nadal wspominam filmy animowane Hanna-Barbera z pewną czułością.

Znajomi próbowali nakręcić mnie na oglądanie różnych seriali –  30 Rock, Parks and Recreation, IT Crowd, Life on Mars – chyba żaden z wymienionych mnie nie porwał.  Czasem zdarza się coś ciekawszego, jak np. Arrow czy Archer, ale szczerze mówiąc, mógłbym przestać oglądać serial w dowolnym momencie. Może właśnie to jest problem – do niedawna uważałem, że nie jestem dobrym odbiorcą mediów odcinkowych, bo nie czekam na ciąg dalszy a jeśli nie obejrzałem wcześniejszych odcinków to czuję się wykluczony.

Ostatni wyjątek jednak jest bardzo ciekawy – to serial, którego nigdy bym nie podejrzewał o zaciekawienie mnie na tyle, bym ucieszył się z jego wznowienia. Scooby Doo Mystery Incorporated. Czytaj dalej

Reklamy

Kaczki z Kaczogrodu – część XIII – herosi trzeciego planu

No, ale się porobiło. To na dobrą sprawę ostatnia część cyklu (jak muza da radę, to będzie jakieś podsumowanie). Dziś przyjrzymy się krótko postaciom trzecioplanowym, które może i zadebiutowały w kanonie,  (albo są niemal kanoniczne jak Dziobas czy Ludwig von Drake), ale są często tłem czy dekoracją. Nie oznacza to, że nie są ważne – w tej kategorii umieszczam Złotkę O’Gilt, miłość Sknerusa czy sąsiada Jonesa, którzy są niezwykle ważni – ale trudno jest wyobrazić sobie historyjkę skupioną na tych postaciach.

Może trochę bezzasadnie (bo o Złotce czy o Korneliuszu Kwaczaku można pisać dość długo), ale skracam opisy do niezbędnego minimum. Po szczegóły najlepiej sięgnąć do „Życia i Czasów Sknerusa McKwacza”, wznowienie których ma wyjść niedługo.

Czytaj dalej

Po Avangardzie

Konwent był świetny, jeden z najlepszych, na jakim byłem. Wrażenia psuł tylko upał i duchota, sprawiające, że byłem zdekoncentrowany. Na szczęście w sobotę wieczór spadło ciśnienie, i można było w niedzielę się skutecznie odświeżyć. Ale za pogodę nie odpowiadają orgowie (choć pewnie możnaby coś zorganizować, by zmniejszyć skutki, np. kupić czy pożyczyć kilka wentylatorów i ustawić je w salach prelekcyjnych, ale jasne, nie czepiam się).

Miło będę wspominał LARP Monkey Island, z dawna wyczekiwaną sesję Wolsunga u Garnka, prelekcję rince’a o czarnym kryminale, bardzo fajną prelkę o autorkach Sheverisha, rozmowę o TSOY z Darkenem, prelki wydawnictwa Gramel, i warsztaty Wolsungowe. Moje prelki były na różnym poziomie: PRLowska okazała się być kompletnym niewypałem, kulturoznawcza wymagała większej interakcji i naprawdę większego przygotowania (ale myślę, że nie była zła).

Natomiast warsztaty MG pod hasłem: „Dlaczego najfajniejsze pomysły RPGowe na konie zawsze słyszy się przy piwie?” okazały się całkowitym sukcesem, zapełniły salę, i będę je powtarzał na każdym konwencie. Dwie godziny na dyskusję poświęconą różnym tipsom niesamowicie mnie zainspirowały, i dziękuję wszystkim, którzy w nich uczestniczyli. Byliście świetni, do zobaczenia za rok.

Poznałem (przy coli) kilka też fajnych osób, m.in. Darkena, Hajdamakę, Tomasza Wolskiego czy Jagmina. Dzięki wielkie dla wszystkich, z którymi mogłem pogadać, mam nadzieję, że was nie zanudziłem będąc bezwstydnie trzeźwy.

Oprócz grania w niesamowitą sesję Wolsunga (Garnek naprawdę kocha ten system), udało mi się też poprowadzić Savage Worlds, a konkretnie przygodę, którą możecie znaleźć już na stronie wydawnictwa Gramel: Zagubieni w Andach.

Wszystkim kaczkofanom zaglądającym na tego bloga serdecznie polecam tę przygodę. Napisałem ją, by pokazać, co gry RPG mogą wynieść z komiksów. To jedna z ulubionych historyjek samego Carla Barksa, i mam nadzieję, że będziecie ją przeżywać też przy własnych stołach. Jeśli zagracie lub poprowadzicie tę przygodę, dajcie mi znać.

Drużyna (niestety, jak ostatni debil zapomniałem zanotować ich nicków czy imion) z powodzeniem wyszła obronną ręką z niebezpieczeństw, świetnie odgrywała postaci i w ogóle w pełni zasłużyła na bycie pierwszą grupą, która ten scenariusz rozegrała. Postaci wybrali sobie z edycji kolekcjonerskiej (Tomek, Simba i inni), przenieśliśmy je tylko o 20 lat w przód. Specjalna wzmianka należy się Oli (nie dam się pociąć za imię), która za świetne odgrywanie i niesamowite pomysły w pełni zasłużyła na prezent, czyli mój stary podręcznik do SWEXa w edycji angielskiej.

Jeśli już jesteśmy przy SWEXie, ci, którzy czytali raport wydawnictwa Gramel, wiedzą już, że będę tłumaczył dla Gramela pewne rzeczy – w tym chyba pierwszy podręcznik nie-pinnacle’a, na który wydawnictwo dostało licencję. Rzuciłem już na to okiem i jestem zachwycony, bo książka idealnie nadaje się na pierwszy podręcznik pulp, który wyjść ma po polsku. Natomiast to druga rzecz, którą się zajmę, bo albowiem ponieważ gdyż będę lokalizował coś innego, coś co też wspomniane jest w dzisiejszym raporcie Gramela. Myślę, że nie trzeba być Gandalfem dedukcji, by zgadnąć, co wymaga polskiej edycji. 🙂

No i kupiłem sobie w końcu Lyonesse! Świetne, i wiem w jakim mieście będę prowadził następną kampanię Wolsunga. Z ostatniej chwili! Tricoleur… znajdzie się w podręczniku! (fajerwerki!). Co do mojego wkładu w przyszłe dodatki do mojej ulubionej gry – by nie zapeszyć (jak łatwo zgadnąć Gramel ma pierwszeństwo), na razie zająłem się procesem kreatywnym puszczając sobie Enyę i „I bless the rains down in Africa” (oraz szwagierkolaskę), oraz czytając o różnych ciekawych miejscach na ziemi.

Kaczki z Kaczogrodu – część jedenasta – Bracia Be

Chciałem temu odcinkowi dać tytuł – „Ma Beagle, she taught her three sons…”, jednak zacząłem się bać, że niektórzy, nie znający komiksów, mogą uznać interpretację Duck Tales za kanoniczną. Jak już do znudzenia pisałem, cykl poświęcony jest kanonowi Barksa/Dona Rosy oraz związanym z kanonem komiksom pozostałych twórców, nie kreskówce. Ale, hej, piosenka jest gites!

Po tym przerywniku muzycznym, drobna errata.

Podałem wcześniej, że Ludwig van Drake w kaczym kanonie pojawia się raz – w rzeczywistości jednak pojawia się tam dwukrotnie. Podobnie rzeczywiście, Kaczencja ma na imię tak samo jak matka Sknerusa, więc omyłkowo nadałem jej to samo nazwisko, przepraszam bardzo.

Wszechświat Barksa opiera się na bohaterach, nie na kulturach czy niezwykłych miejscach, jak wiele innych światów. Gdy twórca takiego wszechświata wprowadzi na scenę bohatera, powoli zaczyna on kształtować wokół siebie innych bohaterów – co może być rekursywne. Takim przykładem jest powstanie Braci Be. Czytaj dalej

Kaczki z Kaczogrodu – wydanie specjalne – 55 przygód!

Uświadomiono mnie niedawno, że może lepiej byłoby trzymać się schematu, który zastosowałem przy opisie Sknerusa – to znaczy oprócz mechanicznych statystyk postaci, refleksji na jej temat oraz zarysu życiorysu warto dorzucić pomysły na przygody; z drugiej strony jednak na blog ten trafiają nie tylko miłośnicy RPG, ale też czytelnicy komiksów.

Zainspirowały mnie listy 50 przygód opartych o dzieła Verne’a, oraz 51 przygód pulpowych, więc postanowiłem raz, a dobrze przedstawić 52 pomysły na przygody zainspirowane komiksami Barksa (ale bynajmniej nie tylko), o Kaczorze (ale nie tylko). Zadziwiającym zbiegiem okoliczności podzieliłem je też na 4 grupy po 13, tak by można było pociągnąć kartę i wybrać karkołomny pomysł. Dorzuciłem też 3 chyba najbardziej eksploatowane, czy ograne pomysły, które jednak działają.

Nie wszystkie z tych komiksów przeczytałem, niektóre oparte są o krótkie recenzje na różnych stronach czy blogach. Inne nawet zainspirowane są tylko tytułem, ale wszystkie związane są jakoś z komiksami Disneya. Mam nadzieję, że skłonię was do sięgnięcia po te bardziej przygodowe historyjki. Czasem musiałem nagiąć trochę fabułę, by pasowała do gier RPG, gdzie obecny musi być konflikt, jakieś niesamowite utrudnienia czy epiccy przeciwnicy.

Choć opisy sprofilowane są głównie pod pulpowo-steampunkowe rozgrywki, to łatwo można je przystosować do większości innych gatunków – naukowcy staną się czarnoksiężnikami, a maszyny zaklęciami, supermocami, czy magicznymi artefaktami. Są ułożone bez jakiegokolwiek ważnego klucza, jednak starałem się historyjki, o których już wcześniej pisałem w tym cyklu, umieścić na szczycie listy.

A zatem, zaczynamy!

Czytaj dalej

Kaczki z Kaczogrodu – część ósma: Hyzio, Dyzio i Zyzio

Czołem, kaczkofani! Dziś niby miało być o rywalach Sknerusa, czyli o Granicie Forsancie i Kwakerfellerze, ale zdecydowałem się na opisanie siostrzeńców, choćby z tego powodu, że łatwiej jest ocenić ich możliwości. Jeśli chodzi o cały kaczy kanon, to chyba HDZ pojawiają się w największej liczbie komiksów. Miałem opisać też Młodych Skautów, ale doszedłem do wniosku, że to zbyt duży temat i zasługuje na osobną notkę.

Kiedyś pokutowało – do dzisiaj chyba jest obecne – przekonanie, że jeśli powieść, film, czy gra jest dla dzieci, to głównym bohaterem ma być dziecko, jeśli dla dziewcząt – to dziewczyna. Przekonałem się, że jedne z najlepszych tekstów to te, które nie stosują się do tej zasady, jednak, zwłaszcza gdy przekonani o jej słuszności są wydawcy i kierownicy, trudno jest pozbyć się dzieciaków. By zwiększyć sprzedaż, superbohaterowie dostawali nastoletnich pomocników, zaś mówiące zwierzęta – siostrzeńców. Czytaj dalej

Kaczki z Kaczogrodu – część siódma – Dziobas

Na początek mała uwaga – rzućcie okiem w stronę górnej belki, znajdziecie tam spis linków stron bardziej ciekawych lub mniej.

Zadają mi pytania – co to jest kanon. Otóż kanonem Kaczogrodzkim według mnie są:

* Większość stripów Ala Tagliaferro

* Wszystkie historyjki Barksa, o ile nie sprzeciwiają się motywacjom i historii postaci (jak na przykład niesławna historyjka z magiczną klepsydrą – która, co stwierdzam przeczytawszy ją ponownie, jest niesamowicie fajna, acz niekanoniczna).

* Wszystkie historyjki Dona Rosy, albowiem w tym przypadku możemy mówić o wierności kanonowi. Nie wliczają się do tego historyjki Kaczych Opowieści itp.

* Wszystkie historyjki innych twórców, które osadzone są w podobnych realiach, nie przeczą kanonowi B/DR, i utrzymane są w podobnej tematyce, oraz, co ważne, rozgrywają się w podobnej epoce – kanonicznie, lata 50. i 60. XX wieku, lub wcześniej. To nie jest kanon, tak naprawdę. Taka historyjka nie jest wtedy kanoniczna ale ‚zgodna z kanonem’.

I jeszcze jedna ważna uwaga. Kanoniczny – nie znaczy automatycznie dobry. Historyjki Barksa i Don Rosy są… słowo świetny to za mało, by je opisać. Ale są kanoniczne, między innymi dlatego, że były na tyle dobre, by zainspirować dziesiątki innych twórców. Nie są dobre – bo kanoniczne.

Uwielbiam style Vicara (przerasta Barksa moim zdaniem), Van Horna (jest niesamowicie dynamiczny) i Scarpy, ale nie wszystkie ich historyjki są zgodne z kanonem. Superkwęk, choć bardzo lubię tę postać, jest niekanoniczny. Podobnie rzecz się ma z wymyślonym przez Van Horna „bratem przyrodnim” Sknerusa, Rufusem – to fajny pomysł, by brat Sknerusa był bezrobotnym żulem, wykonanie jest już nieco gorsze. Innymi niekanonicznymi postaciami – albo częściowo kanonicznymi – są Harpagon (swoją drogą ciastko dla tłumacza za świetne imię) – lokaj Sknerusa, lub Kwakerfeller. Kwakerfeller w ogóle pojawia się tylko raz w kanonie, ale niekanoniczni autorzy wykorzystują go częściej niż Granita Forsanta.

Postaci z pogranicza kanonu to Gladiusz Kwaczyński – Ludwig Van Drake oraz Dziobas – Fethry Duck. Dziobas nie jest właściwie kanoniczny. Jedyną jego cechą kanoniczną jest występowanie na niektórych – w tym w polskiej – wersjach Drzewa Genealogicznego. Dziobas jednak jest obecny w moim prywatnym fanonie – jeśli praktycznie jedno pojawienie się Gladiusza w tle czyni go kanonicznym, to chyba nie jest bardziej czy mniej kanoniczny od Dziobasa. Czytaj dalej

Kaczki z Kaczogrodu – część szósta – A Duckcycle built for two

Bohater nie istnieje w próżni. Gdy stworzyliśmy już bohatera, potrzebuje on przeciwnika, oraz kilku bohaterów drugoplanowych, na tle których mógłby się wyróżniać. A wiadomo wszem i wobec, że nie ma lepszej motywacji nad miłość. Co za tym idzie, bohater potrzebuje partnera.

Początkowym schematem wczesnych kreskówek Disneya (i nie tylko) był motyw, w którym protagonista chce zrobić wrażenie na dziewczynie, jednak wszystko psuje zły łotr (lub rzadziej warunki natury), na którym bohater w końcu się mścił. W takich kreskówkach debiutowały właściwie wszystkie dziewczyny większości klasyków animacji; ba, nawet słynna Betty Boop zaczęła jako dziewczyna animowanego psa.

Nie inaczej było z Daisy. Daisy w odróżnieniu od wielu innych postaci z tego działu żywot swój rozpoczęła w filmie animowanym – którego jednak scenarzystą był sam mistrz Carl Barks. Wcześniej jednak Donald miał inną dziewczynę – w jednej kreskówce, dziejącej się w Meksyku, podrywa Kaczkę Donnę, będącą w zasadzie żeńską jego wersją. To jednostrzałowa postać, nie pojawiająca się już nigdzie potem (mój prywatny fanon jest taki, że w młodości Donald nieco podrywał, co wydaje się potwierdzać nieco Don Rosa). Czytaj dalej

Kaczki z kaczogrodu – część piąta – Magika

Aby uczcić dotarcie, magiczne nieomal, do mnie polskiej edycji Savage Worlds, nie tylko przedstawiam kolejną postać (i to nie byle jaką, bo antagonistkę pierwszej wody), ale dam też supertajny prewju innych NPCów i postaci, które zamierzam opisać.

W mniej więcej przybliżonej kolejności:

– Daisy

– Dziobas (wiem, jest niekanoniczny, ale fajny).

– Kwakerfeller i Granit Forsant

– Bracia Be (kurczę, na tych to trzeba będzie kilka sekcji ze statsami)

– Hyzio, Dyzio i Zyzio / Kizia, Mizia i Fizia oraz Młodzi Skauci (i Sikorki)

– Profesor Gladiusz Kwaczyński (Ludwig von Drake)

– Arszen Lampen (Czarny Rycerz)

– Babcia Kaczka i Gęgul Gęg.

Jeśli do głowy przyjdą mi jakieś inne postaci, prześlijcie je tutaj  (Nie dotyczy postaci obecnych TYLKO w kreskówce Kacze Opowieści. Trochę szacunku). Raczej mało ważnymi postaciami są pewnie Kaczencja (zresztą jest niekanoniczna), Złotka (zdecydowanie kanoniczna), sąsiad Jones, i kilka postaci, które są bardziej utrudnieniami życia głównych bohaterów. Nie chcę raczej opisywać postaci z innych komiksów Disneya.

Znając moje tempo aktualizacji, na wakacje będą wszystkie te postaci 🙂 Jeśli macie też pomysł na inne materiały RPGowe związane z Kaczogrodem i uniwersum Barksa/Don Rosy, śmiało komentujcie tekst i proście o sugestie. Mój osobisty fanon jest szeroki i mieści też inne postaci i miejsca.

A teraz, Magika!

Czytaj dalej

Kaczki z Kaczogrodu – część czwarta – Diodak

Barksa uwielbiać i kochać należy za jego twórczą moc. Jest ojcem wielu postaci; nie tylko Sknerusa i Gogusia, ale też kolejnej postaci, której z komiksów udało się wyjść trochę z cienia i przebić się, głównie za pośrednictwem Kaczych Opowieści (na tę kreskówkę ponarzekam przy innej okazji).

Mowa tu oczywiście o Diodaku.

Diodak zadebiutował w historyjce Szczęście Gogusia, jednak jego kluczowym debiutem, gdzie było widać jego charakter, była historyjka The Think Box Bollix, w Polsce podobno wydana jako Nosił wilk razy kilka. W niej, Diodak wymyśla niezwykłe skrzynki, zwiększające inteligencję zwierząt, które przebiegną między nimi. Donald uznaje że to idiotyczny wynalazek, chce więc nabrać Diodaka i siostrzeńców, przebierając się za mówiącego wilka… Ale wynalazek Diodaka działa, i zadziałał też na autentycznego wilka. Hilarity Ensued. (Fani – w tym chyba nawet Don Rosa – nawet uważają, że po wszystkim Diodak użył aparatu na sobie, co wyjaśnia jego geniusz. Kolejny kawałeczek fanonu.)

Diodak z początku był postrzelonym wynalazcą, którego odkrycia miały niewiele praktycznej wartości. Z czasem jednak ewoluował w znanego i nagradzanego wynalazcę wszystkiego. To kolejny przykład, jak Barks potrafi sprawić, że postaci nabierają życia. Diodak jest też jedną z niewielu postaci w komiksach, która ma ojca, i to wymyślonego przez Barksa! W jednej z oryginalnych historyjek, Sknerus opowiada znajomym o wyścigu na rzece w swojej młodości, gdzie towarzyszył mu ojciec Diodaka, Fulton. Don Rosa oczywiście uznał to za absolutnie kanonicznie, i w młodości Sknerusa znajdziemy kilka epizodów na rzece.

Diodak jest dla Sknerusa i Donalda głównie źródłem niezwykłych wynalazków, ale uważają też go za praktycznie członka rodziny (hm… a może?). Jednym z widocznych zastosowań Diodaka jako chwytu fabularnego jest masa wehikułów czasu, jakie on wynajduje. Mimo to, pojawiło się kilka fajnych historyjek, gdzie można dostrzec dobre strony tej postaci. Na przykład Diodak znika przed konkursem wynalazców, a na jego miejsce pojawia się tajemniczy jegomość – również wynalazca, który załatwia jego sprawy. Siostrzeńcy są podejrzliwi i rozpoczynają śledztwo… a na konkursie wynalazców nowy gość zdobywa pierwszą nagrodę. Diodak wtedy wychodzi z ukrycia, i ogłasza, że ten gośc to robot, zbudowany przez Diodaka. I tak nasz kurak zdobywa zasłużenie pierwsze miejsce.

Inną fajną historyjką (acz chyba nie mieszczącą się w kanonie B/DR) jest ta, gdzie Diodak zmienia Kaczogród w miasto przyszłości. Niestety, okazuje się że mieszkańcy nie chcą pracować i tęsknią do dawnych dni, Diodak więc musi cofnąć wszystko i zacząć od początku.

No i jeszcze jest Wolframik. Wolframik rozpoczął istnienie jako element tła, coś co rozbawia czytelników na drugim planie. Potem, jak wskazuje jego angielskie imię (Helper) stał się najlepszym przyjacielem Diodaka i jego asystentem, i zaczęły powstawać (niekanoniczne) historyjki, gdzie postać ta jest pierwszoplanowa. Jest coś uroczego w więzi między nieco wyalienowanym Diodakiem, a chodzącą lampką.

Diodak w późniejszych historyjkach dorobił się rywala (Emila Orła), siostrzeńca, jak każdy bohater komiksów Disneya (Megajonek – co zabawne, jest też Młodym Skautem). Nie uznaję tych postaci za tak do końca kanoniczne. Ale może poświęćmy tu parę słów dziewczynie Diodaka. Diodak nie ma narzeczonej, choć parę razy Daisy i Donald próbowali go wyswatać – i to nie z takim głupim skutkiem. W brazylijskich komiksach Diodak ma dziewczynę, charakterem podobną nieco do Daisy – Matyldę.

Diodak jest więc roztargnionym naukowcem o złotym sercu. Niewiele wymaga od świata, ceni swoich przyjaciół, lubi wyzwania, i jest absolutnie pewnien, że może wynaleźć wszystko.

Diodak Newtoniusz

(nie do końca wiadomo, jakie jest nazwisko Diodaka w wersji polskiej – z reguły jest po prostu Diodakiem)

Diodak jest synem Fultona i wnukiem Ratcheta Gearloose’a. Urodzony w Kaczogrodzie, nie odebrał formalnego wykształcenia w młodości, choć zapewnie gdy zdobył sławę jako wynalazca otrzymał pewnie jakieś tytuły honoris causa (w Brazylii nazywają go profesorem). Pierwszym wynalazkiem Diodaka były wyżej wymienione myślące skrzynki, zaś drugim – Wolframik. Diodak po przejęciu warsztatu od swojego ojca zaczął pracować m.in. dla Sknerusa McKwacza, wydobywając jego pieniądze z olbrzymiej groty pod skarbcem (jak opisano w komiksie Dona Rosy – Gyro’s First invention).

Do wynalazków Diodaka zaliczamy kapelusze bez denka, latające spodki, wielkie roboty, statki kosmiczne, maszynki do obierania fistaszków, lewitujące hamaki, nadmuchiwane domy i wiele, wiele innych rzeczy.

Zręczność k6 Spryt k12+2, Duch k8, Siła k4, Wigor k6

Tempo 6, Obrona 2, Wytrzymałość 5

Umiejętności:

Żeglowanie k6, Prowadzenie k8, Odwaga k6, Leczenie k6, Wiedza (nauka) k12+2, Wiedza (technika) k12+2, Włamywanie k8, Pilotowanie k8, Strzelanie k6, Reperowanie k12

Niesamowita nauka k8

(tak, tylko k8. Nie wszystkie wynalazki Diodaka działają tak, jakby chciał)

Zawady:

Tępak – Diodak jest raczej roztargniony i niewiele wie o świecie poza ścianami jego warsztatu.

Ciekawski, Pacyfista (poważna).

Przewagi:

Zdolności nadnaturalne (niesamowita nauka), McGyver, Pomysłowy Dobromir, Złota Rączka, Chowaniec.

Każdy z wynalazków Diodaka ma 15 PM. Nie zawsze ma dostęp do wszystkich poniższych mocy.

Podkręcenie/przykręcenie (Skrzynia siły), Wykrycie/ukrycie magii (wykrywacz wiedźm), Oszołomienie (pistolet apsikowy), Latanie (różne latające spodki), Ochrona przed żywiołami (pancerze i kremy ochronne), Przyjaciel zwierząt (aparaty tłumaczące mowę zwierząt), Pancerz, Kret (kopiące pojazdy)… i wiele wiele innych.

Chowaniec:

Wolframik jest uważany za chowańca Diodaka – to fajny przykład na chowańca szalonego naukowca.

Zręczność k8, Spryt k10, Duch k6, Siła k4-2, Wigor k8

Tempo 3, Obrona 7, Wytrzymałość 3 Rozmiar -4.

Umiejętności: Odwaga k10, Reperowanie k10, Spostrzegawczość k10, Tropienie k6, Niesamowita nauka k10.

Przewagi: Zdolności nadnaturalne (niesamowita nauka) (10 PM).

Wolframik w zasadzie ma dostęp do takich samych mocy co Diodak.

Kaczki z Kaczogrodu – bohaterowie drugiego planu – Goguś

Następni w kolejce powinni być Siostrzeńcy, jednak są oni trudni do opisania. Po pierwsze, dlatego, że ich nie lubię, po drugie, trudno ich opisać mechanicznie (w gruncie rzeczy są jedną postacią – za co zresztą ich nie lubię między innymi). Dlatego rozpoczynam opis postaci drugoplanowych, zaczynając od Gogusia i Dziobasa. Dziobas nie jest wprawdzie postacią kanoniczną, jednak według mnie bardzo ładnie dopełnia trójkę Goguś/Donald, więc może czasem się nadać.

Goguś zaczął istnienie jako rywal Donalda i w większości komiksów Carla Barksa trzymał się tej osobowości. Nie oznacza to, że to postać zła czy wredna – w pewnym sensie jest nawet łagodniejszy od Donalda. Ale ma jedną irytującą cechę – to postać, która jest we wszystkim lepsza.

Nienawidzimy bohaterów, którym wszystko się udaje. A Goguś jest o tyle bardziej wnerwiający, że udaje mu się to bez trudu. Goguś robi co chce, i w zasadzie nie musi się starać, by osiągnąć sukces. A to  prowadzi nas do kolejnej cechy, za którą lubimy Donalda i Sknerusa – aby wygrać z wprost namolnym szczęściem Gogusia Donald musi się wysilić, postarać się, albo pokazać, że ma też inne zalety.

Świetnym skutkiem farta Gogusia jest jego osobowość: choć w wielu historyjkach to Donald jest leniem, to jednak lenistwo Gogusia jest przerażające. W jednej historyjce Donald i Goguś współzawodniczyli w szukaniu drogocenności na plaży. Gdy Donald przekopał całą plażę, Goguś leżał brzuchem do góry w jednym miejscu, zakładając że drogocenny meteor spadnie mu prosto w ręce.

Najbardziej wkurzające jest oczywiście to, że to zadziałało. Rzeczywiście meteoryt spadł.

Ale Gogusia można pokonać. W naszym przykładzie Goguś leżał cały czas w jednym miejscu – na ogromnej perle, jedynym klejnocie na tej plaży. W innej historyjce Goguś wylosował w loterii numer, którego nawet nie było w puli losów (spadochroniarz zgubił numerek, który spadł do puli), ale to dlatego… że Goguś zawsze ma szczęście – więc jeśli w puli jest 99 losów wygrywających i 1 los przegrywający, Goguś wyciągnie ten jeden pusty los.

Lenistwo Gogusia jest posunięte do formy sztuki; w komiksach Barksa Goguś w sejfie trzyma 10 centów – podobnie jak Sknerus, to pierwsze pieniądze, które zarobił uczciwą pracą – ale to naprawdę jedyne pieniądze, które zarobił. Szczęście to jedyna rzecz, która przydaje się Gogusiowi – poza nią jego jedyny talent to gra na gitarze.

Goguś Kwabotyn

Goguś jest dość dalekim kuzynem Donalda; znali się jeszcze w dzieciństwie. Wydaje się, że Goguś podobnie jak Donald, nie odebrał wykształcenia. Szczęście sprzyjało mu od najmłodszych lat, i bez wysiłków przebalował całe życie. Zakochał się w Daisy, co jest jednym z powodów jego rywalizacji z Donaldem. W późniejszych historyjkach głównie pisanych przez Włochów jest w nieco przyjaźniejszych stosunkach z Donaldem (np. spędzają razem wakacje), ale nadal jest między nimi silny wątek rywalizacji.

Sknerus nie cierpi Gogusia, z podobnych przyczyn co czytelnicy – wszystko osiągnął własną pracą i nie wierzy w szczęście. Oczywiście, Sknerus nie jest głupi, i czasem znajduje sposoby wykorzystania  szczęścia Gogusia, ale generalnie nie lubi polegania na niestałych szczęścia.

Zręczność k8, Spryt k6, Duch k4, Siła k4, Wigor k6

Charyzma +2; Tempo 6, Obrona , Wytrzymałość

Umiejętności: Hazard k6, Prowadzenie k8, Walka k6, Wertowanie k6, Wiedza (popkultura) k10,  Przekonywanie k10, Jeździectwo k6, Wypytywanie k6, Pływanie k8, Wyśmiewanie k10.

Zawady:

Tchórz, Arogancki, Chojrak (wersja ekstremalna – Goguś nawet nie próbuje), Dziwactwo (nigdy nie pracuje), Pacyfista (drobna),

Przewagi:

Ładniutki, nieprawdopodobne szczęście.

Goguś w zasadzie potrzebuje tylko jednej przewagi; ma nieziemskie szczęście. Dla potrzeby gry warto je opisać następująco:

1) Goguś zawsze ma szczęście, nawet gdy nie jest to prawdopodobne lub możliwe. W praktyce ma nieskończoną liczbę fuksów.

2) Goguś jest potwornie leniwy; nie wydaje fuksów na umiejętności związane z wysiłkiem fizycznym, chyba że zależy od tego zachowanie życia. Rzadko używa też szczęścia aktywnie, by coś zdobyć (jeden przykład Dona Rosy – bracia Be okradają skarbiec, co robi Goguś? prosi burmistrza o nałożenie nagrody na nich. Oczywiście, już na następnym obrazku plan Braci Be przestaje działać).

3) Szczęście sprawia, że Gogusiowi wychodzą rzeczy nieprawdopodobne. Gdy sukces zależy od umiejętności, albo gdy obiektywnie wszyscy mają równe szanse, Goguś niemal zawsze przegra, bo brakuje mu odpowiednich umiejętności. Wygrałby mecz szachowy na przykład, tylko gdyby zawiązał sobie oczy i przesuwał figury na ślepo.

Kaczki z Kaczogrodu, część druga – Donald

Sknerusa wielu koneserów komiksu uznaje za najważniejszą, centralną postać kanonu Barksa/Dona Rosy. I ja to rozumiem – naprawdę. Ale bądźmy bardziej szczerzy – bardziej lubię Donalda.

Nigdy nie ufałem Mikiemu.  Jak można wierzyć metrowemu szczurowi, który ciągle się śmieje? Mickey nie ma osobowości, to zlepek pozytywnych cech, marketowanych pod małe dzieci. Uśmiecha się, macha do wszystkich, ale, i to zadziwiające – co Mickey ROBI? Jak zachowałby się w stawce ze smokiem, i co zrobiłby w wielkim mieście? Komiksy nieco ratują tę postać, zmieniając ją w detektywa, ale i tak widać, że Miki nie ma żadnych wad. Z trudem przychodzi mi zrozumienie jego motywacji.

To co przerażające, to to, że tak wyglądała większość kreskówek w latach 30., dopóki nie pojawił się pewien kaczor.

Nie, nie Donald. Daffy. Anarchistyczny, ryzykowny styl kreskówek Looney Tunes zmienił animację na lepsze. Ale Donald również realizował ten archetyp. Owszem, rodzice wolą uładzonych, grzecznych bohaterów. Ale widzowie; ci, którym zależy na oglądanym spektaklu, a nie na abstrakcyjnych wartościach, zdecydowanie wolą w komedii bohaterów nieprzewidywalnych, ulegających swoim wadom, lub z nimi walczących.

I taki był Donald, już w momencie swojego pojawienia się. No, w zasadzie w drugiej kreskówce: gdy próbował zadeklamować wierszyk, co przerywała mu publika, wybuchał gniewem. I za to go pokochano. Za to że nie był głupkiem czy naiwniakiem (jak Goofy, kot Feliks) czy po prostu kolejnym stworkiem.

Z czasem pojawiły się bardziej szalone postaci, Daffy, Bugs, Woody Woodpecker, ale Donald wśród zwierzątek Disneya był chyba najbliżej temu wzorcowi. Disney od zawsze stara się być family-friendly, według amerykańskich (dla nas sztywnych) norm. Donald jest tym jednym gościem, który trochę od nich odstaje; a przynajmniej próbuje.

Ale nie rozmawiamy tutaj o kreskówkach, kreskówki są niemal niekanoniczne. (Tak, nawet Kacze Opowieści – choć warto obejrzeć). Donald już w pierwszych komiksach Tagilaferry zaczął EWOLUOWAĆ.

Hej, czaicie bazę? Co to jest Donald? Nic. Pomysł + kilka kresek na papierze, nic więcej. Ale te kreski zachowują się inaczej, mają osobowość. Pierwsze komiksy o Donaldzie były gagami, odwoływały się do kreskówek, nic nadzwyczajnego. To jeden ze wcześniejszych przykładów, gdzie bohater nie był kryształowo czysty, ale potem zaczął się uczyć (i to jest widoczne w komiksie) jak być milszym dla innych.

Jedną z zalet futrzaków (tak, furries) jest to, że można je postarzać niezauważenie dla widza. Donald (podobnie jak np. Mickey albo Porky z Looney Tunes) zaczął jako dziecko. Gdy dorobił się domu i psa, szybko zyskał dziewczynę, siostrzeńców, pracę… Był inny. Dorósł.

Gdy Barks rysował Donalda, nasz ulubiony kaczor był nadal nerwusem, nadal miał ciemne strony (bezczelnie oszukiwał siostrzeńców, np. w wyścigu po zamarzniętej rzece Donald posługiwał się łyżwami z silnikiem) i nigdy nie pozbył się tych cech. Ale udowodnił też, że nie jest chciwy, i potrafi się dzielić z innymi.

Powoli jego ulubionym zajęciem z chodzenia po mieście i płatania innym figli stało się leżenie w hamaku i picie lemoniady. Z Trickstera stał się Everymanem. Zaczął reprezentować starszego czytelnika, zaczął być ojcem dla siostrzeńców. To jest Donald którego lubię – nadal łatwo go rozgniewać, ale generalnie jest fajnym gościem. Z nim się utożsamiam.

Pisałem wcześniej o moim ulubionym schemacie historyjek z Donaldem; tam gdzie Donald odnosi sukcesy, ale wszystko nagle się chrzani; to takie życiowe. Donald w komiksach tym się różni od większości zwierzaków Disneya że Ma Kłopoty. Nie „nie wie co kupić swoje dziewczynie”, nie „nudzi się i chce sobie znaleźć zajęcie” ale nie ma pracy, zatruwa mu życie nieznośny kuzyn podrywający jego kobietę, wujek go wykorzystuje… Porównajcie to z życiem Mikiego (a właściwie czym się zajmuje Miki w komiksach? – może i jest detektywem, ale czy ktoś mu kiedykolwiek za to zapłacił), albo, jeśli jesteśmy przy komiksach dla dzieci, z Richiem Richem lub Kacprem Duszkiem.

Życiowe! Bohater w Kłopotach to przepis na dobrą, wartką opowieść. Donald nie zawsze wygrywał, co sprawiało że te historyjki, gdzie osiągał sukces były tym słodsze. Donald reprezentuje sobą każdego z nas, dlatego go lubię – bo chyba lubię siebie. A teraz, staty RPGowe.

Donald Fauntleroy Kaczor urodził się jako syn Kwaczymona Kaczora, i Hortensji Kaczor z domu McKwacz, najmłodszej siostry Sknerusa, która podążyła za nim do Ameryki. Ponieważ jego rodzice towarzyszyli Sknerusowi w interesach, Donalda i jego siostrę Dellę Thelmę wychowywała Babcia Kaczka. Historia Donalda nie jest aż tak dokładnie opisana, jak Sknerusa, ale możemy się domyślać, że nie odebrał pełnego wykształcenia. Mój osobisty fanon jest taki, że uciekł z domu, na morze, ale nigdy tego nie udowodniono.

Na 90% jednak Donald był marynarzem (choć niekiedy komiksy B/DR pokazywały, że ma mikre umiejętności, ja jednak pozwolę się z tym nie zgodzić; reguła komedii). Tutaj włączę na chwilę niektóre kreskówki do kanonu, i zgadnę, że Donald służył w marynarce, gdzie poznał Mikiego i Goofiego, a następnie służył na lotniskowcu/bazie lotniczej, gdzie zdobył licencję pilota. (Bo pilotował dość często. W kreskówce Kacze Opowieści zastąpił go Śmigacz, a to dlatego że dubbing Donaldowego głosu byłby rzeczą ciężką).

Po wojnie bez większego powodzenia próbował rozkręcić kilka firm z Mikim i Goofim, ale w końcu wrócił na morze. Na jednym z kursów do Ameryki Południowej poznał Panchito oraz Josego, i wędrował z nimi po całej Ameryce Łacińskiej. Gdy wrócił do Kaczogrodu, osiedlił się tam na stałe, poznał Daisy, a kilka lat potem zaadoptował siostrzeńców. Następnie zaznajomił się na powrót z wujkiem Sknerusem, i zaczął wyruszać z nim na wiele przygód na całym świecie i w kosmosie. Na co dzień pracuje w fabryce margaryny, mieszka obok niejakiego Jonesa i prowadzi 1934 Belchfire Runabout, czyli 313.

Staty Donalda mogą być zbyt wysokie; to ‚heroiczna’ wersja, dostosowana do powyższego życiorysu i kilku moich wyobrażeń o nim. Generalnie, jeśli Donald robi coś zawodowo, to nawet jeśli mu to nie idzie, ma pewną umiejętność. Po prostu, ma złośliwego mistrza gry i zawadę Pechowiec. Załączam też sugestie do dostosowania Kaczora do innych jego wersji.

Kaczor Donald

Zręczność k8, Spryt k6, Duch k10, Siła k8, Wigor k8

Tempo 6, Obrona 5, Wytrzymałość 6

Umiejętności: Żeglarstwo k8+2, Wspinaczka k8, Prowadzenie k8+2, Walka k6, Odwaga k10, Zastraszanie k8, Wertowanie k4, Wiedza (popkultura) k8, Wiedza (kultura i sztuka) k4, Perswazja k4, Pilotowanie k8+2, Jeździectwo k8, Strzelanie k6, Wypytywanie k6, Przetrwanie k8, Pływanie k8, Wyśmiewanie k10.

Zawady: W niektórych historyjkach Donald ma trochę inne zawady. Wybieram te, które pasują do mojego obrazu Donalda, i które realnie wpływają na jego przygody.

Pechowiec: oj tak. Donald często nie może wytłumaczyć swoich porażek inaczej niż pechem. Legenda głosi, że urodził się w piątek trzynastego.

Zobowiązanie (drobne): Donald złożył dwie obietnice samemu sobie: po pierwsze, nosi zawsze kostium marynarza. Po drugie, jeździ tylko swoim samochodem.

Tępak: No, nie oszukujmy się, Donald nie zna się na wielu, wielu rzeczach. Nie jest głupi, po prostu nie jest dobrze wykształcony.

Uparciuch: To rodzinne.

Bohaterski: Donald jest mimo wszystkich swoich wad, dobrym gościem. Da biednej wdowie czasem nagrodę, choć nie jest od tego by okantować kogoś.

Biedak: Nawet jeśli Donald znajdzie sporą sumę pieniędzy, to i tak szybko je roztrwoni.

Inne wady Donalda, w zależności od pisarza: Tchórz, Chojrak, Ciekawski, Chciwy, Wredny, Mały. Ewentualnie może mieć wadę Poszukiwany: dłużnicy, lub Wróg (Goguś).

Przewagi:

Unik, Grad ciosów (wstawcie tutaj typowe Donaldowe kwakanie), Twardziel, As.

A teraz Speszal Edyszyn:

313;

Samochód Donalda jest jedyny w swoim rodzaju. Zbudował go krótko po powrocie do Kaczogrodu, praktycznie od podstaw.

Jego statystyki to: Przyspieszenie 5

Maksymalna prędkość 30

Wytrzymałość 15 (5)

Załoga: 1+1 miejsce pasażera, oraz 2 w bagażniku.

Koszt: unikatowy, nie do kupienia.

Zwróćcie uwagę na bardzo niskie przyspieszenie, ale strasznie wysoką wytrzymałość.

A teraz…

Superkwęk…

Daj mu przewagę Zdolności nadnaturalne: Supermoce (z SPC), i następujące moce:

Pancerz (2): +3 Pancerza (kostium superbohatera)

Atak, dystansowy (3): To nie jest ciężka broń, i nie może nikogo zabić: to reprezentuje rozmaite pistolety apsikowe).

Super cecha (2), Zręczność k12

Pojazd (3): Posiada zdolności Lot i Superszybkość, podwójnie zwiększające jego prędkość.

Super przewagi (4): Opanowany, Dwa miecze

Super-umiejętność (1): Walka zwiększa się do k12

Ta wersja Donalda ma też Zawadę: Chronić Kaczogród.

Pomysły na przygody dodam w przyszłym tygodniu.