Tematykę miłosną stosunkowo trudno jest przedstawić na sesji gry fabularnej. Wymaga od graczy zaangażowania i dobrowolnego odgrywania silnych, kształtujących całą osobowość uczuć, od Mistrza Gry za to – prowadzenia postaci kochających i kochanych na poziomie często budzącym niewygodne uczucia. Nie ma niczego złego w unikaniu wątków romantycznych, jeśli nie czujecie się z nimi swobodnie.

Z drugiej strony jednak wielu grających lubi takie wątki – czy to w celu odzwierciedlenia literatury i dzieł z epoki, czy to by stworzyć samemu porywający romans, by uczynić swoją postać bardziej złożoną lub podziwianą, lub z setek innych powodów.

Porady dla graczy dotyczące odgrywania postaci zakochanych znajdziesz poniżej, w dziale dla MG znajdziesz też porady dotyczące prowadzenia i wykorzystywania wątków miłosnych. Przedstawiamy też zasady mechaniczne dotyczące miłości i seksu.

Miłość w czasach industrialnych

Miłość ma wiele twarzy, i chyba dla każdego zakochanego może oznaczać coś innego. W poniższej sekcji mówimy o pojmowaniu miłości w czasach wiktoriańskich, skupiając się na Wanadii. Kwestie „wstydliwe”, związane z m.in. miłością homoseksualną czy podejściem do miłości w czasie po I Wojnie Światowej omówimy w innych dodatkach. Jednak Industrializacja, Wiek Pary oznaczają zawsze rewolucyjne zmiany społeczne, które nie mogą ominąć naturalnie zmian romantycznych. Poniższa sekcja dotyczy kwestii raczej w świecie rzeczywistym – proponujemy byś ty sam zdecydował, jak wykorzystać te informacje w świecie gry, na swoich sesjach.

Tak naprawdę połączenie biologii z miłością jest wytworem dwudziestego wieku. W dziewiętnastym wieku „miłość” była zarezerwowana dla ludzi, zaś zwierzęta po prostu „parzyły się” dzięki swoim „żądzom”. Miłość uznawano za proces uduchowiony, psychiczny, wyższy, prowadzący do harmonii dwojga dusz, której odzwierciedleniem miało być małżeństwo. Nie oznacza to, że, jak chcą krytycy epoki wiktoriańskiej, seks uznawano za coś nieprzyjemnego – jednak miał on znacznie mniejsze znaczenie od idealizowanej miłości. Popęd płciowy uznawano za prymitywną żądzę, którą oświecony człowiek mógł (i musiał!) przezwyciężyć. Radykalni duchowni twierdzili wręcz, że ‘porządne kobiety’ nie powinny doznawać przyjemności podczas uprawiania seksu. Dopiero rozwój nauki (odkrycie hormonów, popędu biologicznego) i wywołane nim zmiany w kulturze sprawiły, że zmieniło się podejście do miłości – ale do dziś przecież wielu ludzi przejawia takie ugruntowane w naszej kulturze podejście.

Oznacza to też precyzyjny model tego, czym jest miłość – regulowana przez normy prawne i małżeńskie. Miłość między dwiema osobami tej samej płci jest na przykład przestępstwem i wynaturzeniem, podobnie jak miłość wbrew woli rodziców lub miłość dwojga osób będących już w dwóch różnych związkach małżeńskich. Rozwód, coś normalnego w protestanckiej kulturze Zachodu, stał się w wiktoriańskiej Wielkiej Brytanii zaprzeczeniem powszechnie przyjmowanego ideału – czyli skandalem. Rozwody i zdrady małżeńskie były oczywiście przedmiotem plotek, czy notatek w brukowcach.

Ta „idealizacja” miłości była do pewnego stopnia przedłużeniem swoistej sielankowości, reakcyjnej wizji stworzonej w celu poszukiwania nowych konceptów społecznych. Miłość romantyczna była stosunkowo nowym wynalazkiem w dziewiętnastym wieku; żeniono się owszem, dla wygody, pieniędzy, albo po prostu bo nie było nikogo innego. Dopiero potem dzięki romantycznej poezji i powrotowi do „dawnych ideałów” zaczęto mówić o romantyczności. Być może na lekcjach polskiego omawialiście tzw. „sinusoidę Krzyżanowskiego”, m.in. rozdzielającą pozytywizm od romantyzmu. To pewne uproszczenie, powstałe jeszcze w PRL-u ze względów politycznych, tak naprawdę ludzie drugiej połowy XIX wieku byli pod wieloma względami równie romantyczni co poprzednie pokolenie.

W epoce wiktoriańskiej powrócił model życia domowego oddzielnego od działalności publicznej. Uczestnictwo w kształtujących się kwestiach społeczności było obowiązkiem każdego obywatela (czyli w rzeczywistym świecie, mężczyzny), zaś kobietom w teorii pozostawiano kwestie domowe „rekompensując” w ten sposób brak praw obywatelskich. Wyraźne oddzielenie kwestii męskich od żeńskich można chyba uznać za naturalną reakcję społeczeństwa na rewolucyjne zmiany, stronnictwa zachowawcze dbały bowiem w ten sposób o ideały wydające się im być „naturalne” i „zagrożone”. Gdy społeczeństwo zmienia się radykalnie, siły konserwatywne tworzą nowe zastępcze idee.

Z drugiej strony jednak, dzięki rewolucji przemysłowej pojawiają się szkoły (albo i fabryki zatrudniające dzieci) i sprzęt AGD, zatem macierzyństwo i życie domowe przestaje być powoli centrum życia kobiety. Wśród klas średnich pojawiają się ideały feminizmu. To właśnie dzięki rozwijającej się klasie średniej rozkwita miłość romantyczna. Nawet wśród klas niższych widać fascynację konceptem romansu – oświadczyny przestają być jedynym warunkiem do rozpoczęcia małżeństwa. Z panną wypada, jak byśmy powiedzieli współczesnym językiem, „chodzić”, czyli spędzać z nią czas i poznać ją lepiej – ale klasa średnia czyni to naturalnie pod czujnym okiem przyzwoitki.

Zresztą nawet miłość nie była, pomimo idealizacji, podstawowym warunkiem zawarcia małżeństwa; wśród klas wyższych nadal przeważały względy dynastyczne, zaś wszędzie: finansowe (posag, czyli kapitał wnoszony mężowi przez żonę lub jej rodzinę nadal był obecny w prawie i zwyczaju). Ba, mogą być to nawet względy wygody – dwoje sąsiadów może wyswatać swoje dzieci, by móc zaorać miedzę między ich polami. Wiele matek powie swoim córkom, że „miłość” to coś co przychodzi z czasem, po kilku latach małżeństwa. Jednak jednym z ciekawych efektów ubocznych wynalezienia silnika parowego był fakt, że po raz pierwszy w historii młody mężczyzna nie musiał poślubić sąsiadki. Dzięki poczcie i telegramom pojawiło się pojęcie, które dziś nazywamy związkiem na odległość.

Oczywiście, były to ideały, „normy społeczne” – nie oznacza to naturalnie, że wszyscy musieli się do nich stosować. Ludzie epoki pozytywizmu pozostali ludźmi – z faktu, że nie wiedzieli o istnieniu hormonów, nie oznacza, że ich nie posiadali. Stateczni dżentelmeni mogli krytykować rozpustną młodzież – dziwnym trafem zapominając o własnej młodości w towarzystwie pań podejrzanej konduity. To, że pannie towarzyszy przyzwoitka, oznacza tylko, że można „na chwilkę” przespacerować się na spacer po parku, udać się w jakże melodramatycznej masce z wizytą „do znajomej”, wspólnie umówić się za pośrednictwem umyślnego na tajemniczą schadzkę w ruinach…

Ładne pokojówki (i przystojni lokaje) nie mogli odmówić awansom pracodawcy, związki pozamałżeńskie czy homoseksualne nadal się zdarzały, lordowie byli stałymi klientami wytwórców leków na syfilis, tysiące bękartów lądowało w Tamizie, zaś liczba prostytutek w Londynie rosła. Prostytutki uważano zresztą, na równi z alkoholem, za najgorsze zło nękające „niższe klasy” – co, według licznych teorii spiskowych, mogło stać się motorem działań Kuby Rozpruwacza. Wiek XIX był złotym wiekiem powieści; pomimo tego, że nam pozytywizm kojarzy się z umoralniającymi powieściami pamiętanymi z liceum, to jednak przecież wtedy wśród literatury popularnej dominowały głównie romanse, często niedwuznacznie erotyczne, a nawet wręcz pornograficzne.

Jeśli czytaliście Davida Copperfielda Dickensa, widać w wypadku uwiedzenia prostej dziewczyny Emilki przez arystokratę Steerfortha, jak traktowano „upadłe” kobiety – czyli te, które uprawiały pozamałżeński seks. Dickens, naturalnie, nie wspomina o samym akcie seksualnym, ale choć to Steerforth jest niezaprzeczalnie winny, całe odium spada na Emilkę. Po porzuceniu jej przez Steerfortha normalne życie i powrót na łono rodziny staną się dla Emilki niemożliwe – ta może zacząć na szczęście nowe życie w Australii. Realistyczną alternatywą byłyby dla niej domy pracy, lub – w krajach katolickich – klasztor żeński. Dickens zresztą był apostołem swoich czasów; w rzeczywistości niejeden współczesny autor bez wahania potępiłby Emilkę jako rozpustną fatalną kobietę, zasługującą na śmierć.

W dzisiejszych czasach zmieniło się podejście do miłości, i jej kontekstu społecznego. Często widać, że nie odeszliśmy daleko od modelu wypracowanego w dziewiętnastym wieku, stąd też nie powinniście mieć problemów z adaptacją współczesnej moralności do fantastycznych, quasi-wiktoriańskich realiów Wolsunga.

Dojrzałość czy wygoda?

Wielu graczy uważa, że miłość wymaga dojrzałego podejścia, strzegąc się jak ognia wątków romantycznych. To zrozumiałe. Nie należy wysilać się na styl gry, który nam „nie leży”. Jeśli zatem wszyscy biorący udział w rozgrywce mają ochotę na pikantne żarty, nie należy polegać na „dojrzałym” podejściu. Podobnie, jeśli przynajmniej jedna grająca osoba czuje się nieswojo z tematami seksualnymi, powinna przerwać rozgrywkę. Jeśli oznajmisz przed grą, że każdy może wstać od stołu, gdy czuje się nieswojo przy kontrowersyjnych tematach, pozostali gracze nie powinni protestować. Pamiętaj, gry fabularne to po pierwsze rozrywka, po drugie zespołowa: stąd też wszyscy powinni dobrze się bawić i wszyscy są za to odpowiedzialni.

Wiąże się z tym dodatkowa kwestia – jak opisywać akty seksualne? Osoby myślące „wizualnie”, tak zwani wzrokowcy mogą mieć problem z wyobrażeniem sobie miłości – gdy wszystkim, co widzą jest opisujący scenę Mistrz Gry. Polecamy trzymać się wiktoriańskiej konwencji i opisywać scenę alegoriami i wspomnieniami („budzisz się u jego boku, i nadal czujesz ciepło jego ciała”) raczej niż dokładnie opisywać… „mechanikę”.

Skoro już padło tu to słowo, naprawdę nie ma większego sensu rozgrywania aktu zbliżenia przy pomocy mechaniki. Wielu graczy jednak uważa, że jeśli coś nie jest zapisane na karcie postaci, to nie istnieje. Do tego właśnie służy mechanika. Jeśli zatem uważasz, że i te zdolności bohatera warte są odzwierciedlenia, możesz rozstrzygnąć „jak sobie radzisz” zwykłym testem ekspresji z odpowiednią specjalnością. Rzadko kiedy sam seks jest przedmiotem konfliktu, ale jeśli przynajmniej dwie strony wykorzystują akt seksualny jako narzędzie by osiągnąć cel, można rozstrzygnąć to testem przeciwstawnym, lub wykorzystać jako jeden z etapów w konfrontacji społecznej.

Poniżej przedstawiamy inny pomysł, jak wpleść mechanicznie seks w grę.

Wolsung naśladuje konwencję dziewiętnastowiecznej powieści przygodowej. Jeśli pamiętasz głupie dowcipy na temat tego, co razem robili Sherlock Holmes i doktor Watson – czytając opowiadania niewielu pewnie się zastanawiało nad tym, dopiero po ich lekturze, gdy staramy sobie wyobrazić ich życie poza przygodami kreujemy pewne więzi.

Nawiązywanie więzi kosztuje osiągnięcie (Więź: osoba X).

Śledczy

– Znasz tego człowieka i wiesz, co on zrobi, przewidujesz jego ruchy. W konfrontacjach z tą osobą twoje blotki liczą się jak walety.

Ryzykant:

– Uprawiając seks, wiążesz się nie tylko z osobą, ale i z miejscem. W domu (siedzibie, naturalnym otoczeniu) tej osoby twoje blotki liczą się jako walety.

Salonowiec

– Potrafisz wykorzystać swe zdolności by wspomóc swego kochanka. Wspomagając jego zdolności, testy, twoje blotki liczą się jak walety.

Eksplorator

– Analizujesz zachowanie tej osoby, uczysz się. W konfliktach z osobami podobnymi do niego, (wybierz podkategorię: wszystkie krasnoludy z Czarnoborza, wszyscy technomagowie należący do RTKA) twoje blotki liczą się jak walety.

Zamieszczone w RPG

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s