Szare Szeregi, czyli dlaczego toleruję misery tourism


Kiedy piszę te słowa, do końca zbiórki na Szare Szeregi zostało kilkanaście godzin. To nie jest gra dla mnie ważna, nie sądzę, bym mógł z czystym sumieniem w nią zagrać i powiedzieć paru osobom „gram w grę opartą o Pani młodości”. Przez kilka miesięcy dojeżdżałem do pracy niedaleko Umschlagplatz, dlatego niespecjalnie bawi mnie gra, która absolutnie serio traktuje bardzo ważną w Polsce tematykę Powstania. Ale…

Szare Szeregi w gruncie rzeczy nie są grą o Powstaniu. W tej grze nie chodzi o zabijanie Niemców, nie zawsze musi chodzić o wolną Polskę. W tej grze chodzi o dorastanie w świecie, który jest twoim Wrogiem. To gra o Wojnie, która nie polega na rozwalaniu wrogów o coraz wyższej wytrzymałości – ale o tym ile twoja postać jest w stanie wytrzymać. Niektórzy na FB sugerowali, że to gra akcji jak Weird War do Savage World – nie jest to prawdą. Swoją drogą, w Weird War II w Polsce… miałbym opory przed zagraniem.

Nie mam zamiaru rozpisywać się długo na temat mechaniki GR – w grze nie ma MG, nie ma punktów życia, jest Siatka miłości i nienawiści, entuzjazmu i wyczerpania. Sukcesy przesuwają cię w korzystniejsze miejsca na siatce. Z początku jest łatwo – potem jednak życie staje się trudniejsze. Prawdopodobnie zginiesz na jeden z czterech sposobów. Gra uderza cię w emocje – i może dlatego niespecjalnie za nią przepadam. Jeśli lubisz gry mocno emocjonalne, może Szare Szeregi będą dla ciebie. Ja wolę, szczerze mówiąc, eskapizm.

Moim podstawowym problemem z Szarymi Szeregami jest fenomen, który niesławny RPGPundit nazywał Misery Tourism. Turystyka Cierpienia. Czasem zdarza mi się pracować w branży turystycznej, czasem czytam opinie zachodnich turystów na temat Europy Wschodniej. Przewija się pośród nich np. takie sformułowanie „Nie jedźcie już do Polski, wybierzcie Rumunię czy Bałkany – tam jeszcze możecie zobaczyć prawdziwą biedę.” Żyjemy w czasach, w których ludzie z Pierwszego Świata żyją w takim stanie, że bieda, ludzkie nieszczęście są dla nich czymś podniecającym – o ile odpowiednio egzotycznym. I dlatego grają w gry towarzyskie jak „Grey Ranks”, jak „Steal Away Jordan” o życiu niewolników, albo „The Farm”, gdzie nasi bohaterowie są w „obozie koncentracyjnym”, którego władcy zamierzają nas zjeść – co zresztą parodiuje wydawnictwo zwane Misery Tourism Games przedstawiając w grze The Mistery Index utopię, w której w nielegalnej rzeczywistości wirtualnej jesteś bezrobotnym w USA. Nie sądzę, żeby jakikolwiek autor tych gier przeżył sam osobiście doświadczenia, do których te gry nawiazują.

To że coś jest „katarsis”, „głębokie”, „złożone”, nie oznacza jeszcze że to jest „zabawne”, „dobre”, „warte rozegrania”. Być może nie znam całej historii świata, ale uważam że II Wojna Światowa, w szczególności ludobójstwo mojego narodu jest jednym z najbardziej pojebanych wydarzeń na ziemi i nie ma sensu powtórne jego przeżywanie. Swoją drogą, podobnie odnoszę się do mojego okresu dojrzewania.

Z drugiej strony… Wiecie, w tym roku obchody przypominały podobno wesołe miasteczko. Każdy chłopaczek chce być ranny, sanitariuszki, morowe panny. Może czasem potrzeba przypomnienia o nieszczęściach, by nie tworzyć hagiografii?

Mimo licznych zastrzeżeń, dorzuciłem się do zbiórki:
– warto przeczytać grę; o Powstaniu Warszawskim warto pamiętać i nie można wybaczyć.
– warto zobaczyć, jak można przedstawić wojnę – zwłaszcza taką skazaną na zagładę.
– być może ktoś kiedyś sprawi, że zmienię zdanie; w takim razie warto korzystać z okazji.

Advertisements

One thought on “Szare Szeregi, czyli dlaczego toleruję misery tourism

  1. Kilka uwag. Misery Tourism Games jechali na szoku i odrazie – masz tu raczej exploitation i szokowanie niż jakąkolwiek parodię.

    Trochę mieszasz kategorie – Steal away Jordan czy Dog Eat Dog to inna sprawa niż The Farm. Steal i Dog są napisane z perspektywy osób, których dotykają konsekwencje tych określonych doświadczeń historycznych (niewolnictwa, kolonializmu) i jako takie mogą być/są edukacyjne i pokazują niefajne sytuacje.
    The Farm sobie jest. To, że pundit nie lubi niczego, co nie jest jego sposobem grania i zrobił z nerdowskiego gniewu sztuczkę reklamową, to zupełnie inna rzecz.

    Mogę dać porównanie do filmu. Film to sposób przekazywania historii – czy wybiorę eskapizm, zaangażowane historie czy też tanie szokowanie to rzecz już zależna ode mnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s