Strategie tłumaczeniowe w tłumaczeniu pojęć fantastycznych


Słowem wstępu: nic się więcej z tego nie urodzi, to nudne i głupie, nie chce mi się też robić bibliografii, więc wrzucam na bloga.

Teksty fantastyczne bogate są w neologizmy lub archaizmy, przekład których nie jest rzeczą łatwą ani prostą. Z reguły zakorzenione są w kulturze języka oryginału, a ich odpowiedniki w kulturze języka docelowego rzadko kiedy są dokładne. Poniższy tekst przedstawia kilka możliwych strategii przekładu elementów folklorystycznych. Ze względów na moje osobiste doświadczenia, tekst najczęściej korzysta z par angielsko-polskich, rzadziej niemiecko-polskich lub polsko-angielskich.

            1. Zapożyczenie

Najprostszym przekładem jest brak tworzenia neologizmu, wyszukiwania polskiego odpowiednika, w zamian używając oryginalnego pojęcia, na przykład ‚zombie’, ‚troll’, ‚oni’, ‚nosferatu’. Niektóre z nich funkcjonują w języku polskim, w dość potocznej polszczyźnie (np. ‚troll internetowy’). Powyższe przykłady same są zapożyczeniami z innych języków obecnymi w angielszczyźnie, co dowodzi braku dokładnych ekwiwalentów w kulturach odległych od pierwotnej (‚oni’ nie jest ścisłym odpowiednikiem ‚demona’). Są to także dobrze zakorzenione w kulturze pojęcia – ‚troll’ jest dość generycznym określeniem istoty nadprzyrodzonej (por. norweskie ‚trullman’ – ‚czarodziej’). Przykładem z kręgu anglosaskiego (właściwie celtyckiego) może być ‚banshee’ – choć przekład „Harry’ego Pottera” Andrzeja Polkowskiego tłumaczy to jako kikimora (patrz niżej) – to jednak wiele tekstów zachowuje oryginalny przekład. Podobnie słowo ‚elf’ weszło już w zasadzie do ogólnej polszczyzny.

W oryginale pozostawiane są też często neologizmy autora, np ‚ork’, ‚mohr’, i tym podobne zwroty.

Nietłumaczone są (lub przynajmniej lokalizowane) często są nazwy własne. Nazwy fantastycznych miast jak Waterdeep czy Neverwinter nie są lokalizowane, choć są one bardzo przejrzyste – jednak co ciekawe, w niektórych tłumaczeniach Candlekeep, miejsce z tego samego świata tłumaczy się jako Świecową Wieżę. Inną ciekawą zbieżnością jest tłumaczenie nazw fikcyjnych nacji czy grup etnicznych, zaś pozostawianie imion oraz nazw miejsc w oryginale – dochodzi więc do sytuacji gdzie Riverwind i Goldmoon wywodzą się z Ludu Rzeki, a nawet Brightberries Dojrzewające Nocą. Nazwy „mówiące” są tłumaczone znacznie częściej, pozostawiane w oryginale są jednak zazwyczaj by oddać sens kulturowy – po części za to krytykuje się przekład „Władcy Pierścieni” autorstwa J. Łozińskiego, w przekonaniu wielu czytelników „niepotrzebnie” starający się oddać wyjątkowo angielski (a więc „swojski” dla domyślnego czytelnika oryginału) charakter wielu miejsc za pomocą polskich neologizmów. Czasem wprost przeciwnie, chodzi tu o zachowanie egzotyki miejsc – proste i przejrzyste toponimy mogą kojarzyć się angielskim czytelnikom baśniowo – a pozostawienie ich w oryginale może zapewnić polskiemu czytelnikowi wrażenie egzotyki.

Neologizmy pozostawiane w oryginale są raczej rzadko stosowane, zazwyczaj daje się znaleźć polski lepiej lub gorzej brzmiący ekwiwalent (np. ‚Earthsea’ – ‚Ziemiomorze’). Być może nie starczyło inwencji tłumaczowi cyklu Spellsinger, pozostawił bowiem tytułową profesję muzycznego maga w oryginale.

Pewna grupa neologizmów, czyli fikcyjne słowa pochodzące z fikcyjnych języków nie jest i nie powinna być tłumaczona – czasem jednak trudno dostrzec, czy słowa są fikcyjne czy też są jakąś grą słów lub szyfrem. W „9 i pół żywotach kapitana Niebieskiego Misia” występuje postać nazwana Qwertz Uiop – zaś znaczenie tego imienia jest ewidentne dla każdego korzystającego z klawiatury… niemieckiej. Zastąpić możnaby je w polskim przekładzie Qwerty… Choć to oczywiście niewielka zmiana – być może francuski przekład nazywa tego bohatera Azerty.

1.1. Transkrypcja

Specyficzną odmianą zapożyczenia jest transkrypcja, czyli przystosowanie słowa do fonetyki i gramatyki języka docelowego. Przykładem może być tu ‚Hogwart’s’ w przekładzie Polkowskiego zmienione na ‚Hogwart’, jak pisze tłumacz: „na wzór Oxfordu czy Harvardu” (zwłaszcza że nazwa tego drugiego uniwersytetu pochodzi od nazwiska), lub imię bohatera Fritza Leibera, w oryginale pisane raczej niepolsko, bo ‚Fafhrd’, w polskim przekładzie brzmi ‚Fafryd’, jak Zygfryd czy Gotfryd.

Interesującą kwestią jest tutaj ‚lych’ (‚lich’, czyli ‚licz’ lub ‚lisz’ po polsku). W rozmaitych grach RPG czy komputerowych to potężny nieumarły czarnoksiężnik, słowo to jednak nie jest neologizmem ale archaizmem w angielszczyźnie, oznaczało niegdyś po prostu ‚zwłoki’ (por. archaiczne ale używane słowo ‚lychgate’ – brama cmentarna). Przykładem wtórnej transkrypcji (prawdopodobnie) mogą być przekłady nazw istot pierwotnie pochodzących z mitologii słowiańskiej – np. ‚veela’ JK Rowling stają się „wiłami” u Pokowskiego.

            2. Ekwiwalencja

Chyba najczęściej stosowaną strategią przekładu fantastycznych pojęć jest znalezienie polskiego ekwiwalentu. Nie zawsze jest to oczywiste; choć wydawać się może że niemal dokładnym ekwiwalentem angielskiego ‚witch’ jest ‚wiedźma’, to jednak nie jest to takie proste: ‚witch’ może być użyte wobec mężczyzny, lub jak większość słów angielskich stanowi dogodną bazę słowotwórczą (‚bewitched’). Z drugiej strony, w porównaniu do ‚czarownicy’, która spełnia dwa powyższe wymagania, ‚wiedźma’ jest ekwiwalentem etymologicznym (‚witch’ od ‚wikken’, ‚wiedźma’ od ‚wiedzieć’). W wypadku męskiej wiedźmy można naturalnie tworzyć neologizmy (jak ‚wiedźmin’ Sapkowskiego, lub ‚wiedźmiarz’ Piekary), jednak nie zawsze jest to możliwe.

Inny przykład to polskie słowo ‚duch’, które może odpowiadać angielskim ‚ghost’ (czyli duch osoby zmarłej), lub ‚spirit’ (istota duchowa, np. duch opiekuńczy), które mogą oznaczać dwa różne rodzaje stworzeń. Ze strony angielskiej mamy też np. ‚genie’, ‚jinn’ czy ‚d’jinn’ które tłumaczymy na polski jako ‚dżin’, choć istnieją inne określenia, jak ‚geniusz’ czy nawet ‚duch lampy’.

Często oczywiście mamy do czynienia z parami egzonimicznymi, określającymi jakieś dobrze znane stworzenie mityczne – ‚basilisk’ przełożymy zawsze jako ‚bazyliszek’, zaś ‚catoblepas’ jako ‚katoblepas’. Z reguły takie przykłady są w miarę proste i intuicyjne, problem pojawia się jednak wtedy gdy polski odpowiednik jest raczej mało znany – teoretycznie odpowiednikiem ‚channelingu’ jest ‚kanałowanie’ – to ostatnie jednak typowemu czytelnikowi nie kojarzy się ze przewodzeniem mocy magicznej – nawet jeśli polska ezoteryka używa tego pojęcia w tym sensie. Jeszcze innym problemem może być kompletnie odmienne zastosowanie pojęcia w stronie oryginału – choć np. dość dobrym tłumaczeniem, tak pod względem kulturowym jak i semantycznym jest para ‚changeling’ – ‚odmieniec’ (pomijając oczywiście potoczne znaczenie słowa), to jednak w świecie Eberron słowo changeling nie oznacza dziecka podrzuconego przez istoty nadprzyrodzone, a istotę zdolną zmieniać swój kształt. Tłumacz stoi wtedy przed dylematem – zachować tłumaczenie, czy stworzyć własny neologizm?

            3. Neologizmy docelowe

Z reguły gdy nie istnieje zakorzeniony w polskiej kulturze odpowiednik jakiegoś pojęcia, jest ono jednak dość zrozumiałe dla czytelnika oryginału, lub gdy wymagają tego inne względy na przykład gramatyczne czy potrzeba rymu lub skojarzenia, tłumacz zastępuje dobrze ugruntowane pojęcie fantastyczne neologizmem.

Najbardziej klasyczne wydaje się pojęcie ‚krasnolud’ – oryginalne słowo ‚dwarf’ najlepiej przetłumaczyć chyba na polski jako ‚karzeł’ w kontekście Albericha i innych istot tego rodzaju. Prawdopodobnie za „zgrubienie” słowa ‚krasnoludek’ odpowiada tłumaczka „Władcy Pierścieni”, Maria Skibniewska – co jest analogiem tolkienowskiej liczby mnogiej – zamiast „dwarfs”, jak w „Snow White and the seven dwarfs”, mamy ‚dwarves’.  Pojęcie to ugruntowało się w polskich przekładach książek fantasy, jak i w lokalnych dziełach.

Innym przykładem może być tłumaczenie nazwy potwora „wurm” jako „rubak” przez tłumacza cyklu „Magiczne królestwo”. Choć „wurm” to rodzaj smoka czy wielkiego węża w mitologiach germańskich, to w tym wypadku zmianę podyktował wygląd potwora, jak i fakt że jest to zmieniony magicznie robak. ‚Doppelganger’ jest również germańskim potworem, jednak słowo to jest obecne w potocznej angielszczyźnie; niektóre przekłady pozostawiają tę nazwę w oryginale, inne przekładają je jako ‚sobowtórniak’, czy ‚zmienniak’.

            3.1. Neologizm wtórny

Wariantem tej strategii jest przekład pojęcia neologistycznego na zmyślony neologizm. Przy wprowadzeniu istoty nie istniejącej w mitologii, tłumacz może tak zapożyczyć jej nazwę z angielskiego, jak i oddać ją „po swojemu”. Należą tu pojęcia urobione od mitycznych istot – „dragonborn”, „witchling”, „tiefling”, które tłumacze często oddają przez skojarzenia z polskimi odpowiednikami: „smokowiec”, „wiedźmik”, „diablę”. Innym przykładem mogą być neologizmy znaczeniowe: „sourcery”, czyli „magia będąca źródłem magii”, w Polsce przełożono jako „czarodzicielstwo” czyli magię rodzącą magię (tłumacze innojęzyczni czasem nie zrozumieli źródłosłowu, tłumacząc słowo na ‘kwaśne czary’).

3.2 Neologizm pierwotny

Teoretycznie możliwe jest też zastąpienie neologizmu dość utrwalonym w języku docelowym pojęciem. To jednak zdarza się dość rzadko. Może być skutkiem błędu tłumacza, lub istota mityczna może pasować do stereotypu kultury rodzimej. Nie jest mi jednak znany przykład takiego przekładu.

Advertisements

15 thoughts on “Strategie tłumaczeniowe w tłumaczeniu pojęć fantastycznych

  1. Po pierwsze – świetny tekst, bardzo ciekawy i poruszający bliską mi tematykę. 🙂

    Myślę że najlepszym obronnym wyjściem kiedy w oryginalnym tekście który tłumaczymy mamy „witch” dotyczący zarówno kobiety i mężczyzny jest „czarownica” i „czarownik”, Oba słowa są podobne, znaczenie pozostaje niezmienione i nie musimy tworzyć neologizmów tam gdzie autor oryginału ich nie tworzył.

    @Karol Mieczysław Marcjan
    Najbliższym odpowiednikiem „hag” była by nasza (a właściwie to nie nasza) „mara”. W anglosaskiej mitologii „hag” czy też „Old Hag” była nocną zmorą która siadała na śpiących i zsyłała im koszmary, a kiedy ci się przebudzili byli w stanie paraliżu sennego co wedle zabobonu było byciem pojmanym przez marę („been hagridden”).

    Z czasem jednak w litaraturze „hag” zaczęła oznaczać „staruchę” a konkretniej starą, brzydką kobietę, często posiadającą jakąś wiedzę tajemną lub zdolność jasnowidzenia (jak u Shakespeara) taką anglosaską „wise woman” do której też nie mamy dokładnego odpowiednika.

  2. Warto wspomnieć o tłumaczeniu Tolkiena przez Łozińskiego, gdzie dwarves zostało przetłumaczone dość ciekawie jako krzaty (jeśli dobrze pamiętam). Łoziński to zresztą niezły eksperymentator jeśli chodzi o tłumaczenie nazw własnych (chociaż złą sławę sobie wyrobił przy okazji, to jego tłumaczenie Diuny osobiście uważam za znacznie lepsze niż pierwotne, a Tolkiena jako ciekawy eksperyment).

    • …ale poważnie, „Frodo Bagosz z Bagoszna”? Dobrze chociaż, że nie „Frodo Torbosz z Torbiszyna”… Tak samo „krzaty” – dobra, zrozumiałbym „karły”, ale nie jakieś krzaki, na boga…

  3. Hej!

    Random fact: w książce „Klątwa: rzecz o magii ludowej”, która opiera się o szalenie rzetelne badania terenowe wśród starych bab z Polesia Anna Engelking notuje interesującą, regularną i całkowicie ludową formę męską „wiedźmy” – brzmi „wiedźmar”.

    Skądinąd tamtejsza „szeptucha” to wypisz-wymaluj angielska „wise woman” czy „old wife”.

    (I skoro już jestem przy głosie: jakże nie lubię krasnoludów, które mogły być nordyckimi karłami!)

    pozdrowienia!

  4. „Przykładem z kręgu anglosaskiego (właściwie celtyckiego) może być ‘banshee’ – choć przekład „Harry’ego Pottera” Andrzeja Polkowskiego tłumaczy to jako kikimora”

    Szyszymora, nie kikimora (kikimora to ten pająkowaty stwór, którego wrzucał Nosikamyk do gnojówki). Jak ktoś nie pamięta, to można sprawdzić w potterowej wikii http://pl.harrypotter.wikia.com/wiki/Szyszymora

    I, jak widać, niespecjalnie przeszkadzała w lekturze tym, którzy „rzucili polskiego HP po czwartym tomie”, bo szyszymora jest w trzecim :->

  5. Widać nie ochłonąłeś jeszcze po studiach. 😉

    A propos ducha przypomniała mi się taka rzecz z SCS-u. Otóż polskie słowo gość pochodzi od słowa *ghostis, które to bardzo przypomina ang. ghost 🙂

  6. hej, bylbys jednak w stanie powiedziec skad wziales te klasyfikacje? moze mi byc bardzo przydatna do pracy ktora musze przez ten tydzien napisac;} bede mega wdzieczna, pozdrawiam

      • Ciekawy tekst.
        Tak czytam te komentarze i widzę, że nie chciało Ci się podawać literatury, ale biorąc pod uwagę, że to było dawno temu, to chciałam zapytać czy mógłbyś jakąś książkę albo artykuł w temacie polecić, bo całkiem mnie to zainteresowało.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s