O Złych i złych grach


Są gry Złe. Są też gry zwyczajnie złe.

Ta pierwsza kategoria to gry Złe obiektywnie. Źle napisane. Rasistowskie, seksistowskie. Nie spełniające swojego przeznaczenia.  Takie, w które nie da się grać. Takie, które nie są grą, a przykrywką dla czegoś innego. Jeśli po przeczytaniu podręcznika spalisz go, albo odstawisz go na półkę, by już nigdy, nigdy nie zagrać w to gówno – to jest to gra Zła. Obiektywnie. Istnieje namacalne Zło i ma postać podręcznika do FATAL.

Są też gry zwyczajnie kiepskie, takie, gdzie widać, że koleś próbował. Że chciał stworzyć fajną grę, ale mu nie wyszło. Zabrakło wiedzy, zabrakło chęci przyznania się typu: „Po 2 godzinach testowania mechaniki wyrzuciliśmy cały system pisany przez pięć lat bo gracze twierdzili, że był beznadziejny” (oczywiście tak się nie zdarza, głównie dlatego, że testerzy to często kumple autora). Zabrakło zapału.

Nie wiem, nie jestem twórcą, designerem, a testerem czasem tylko bywam. Mam jednak wrażenie, że za spektakularną klęskę i badziew odpowiada chyba nadmiernie rozbujane Ego autora. Gdzie kończy się duma z dobrego, solidnego produktu, a zaczyna pycha typu „Zrobiłem najlepszą, najtrudniejszą, najbardziej realistyczną grę na świecie”? Oczywiście, większość twórców odpowie, że z radością powita konstruktywną krytykę. Problem jest taki, że nie chcą oni zejść z obranej drogi i nic ich nie przekona, że to błąd. Jedyne co mogę w tej chwili powiedzieć, to, „stary, możesz mówić, że twoja gra jest najlepsza, ale poczekaj na recenzje”. Uczciwy recenzent powie, że gra jest dla kogoś –  jeśli jest dla nikogo, to gra jest  beznadziejna. Ponadto, nawiązując do filmiku na blogu Drozdala – jednak uważam, że niebycie bucem jest ważnym elementem w kampanii promocyjnej twojego produktu.

Z polskich gier znam tylko dwie Złe: Arkonę i Kryształy Czasu (Złego Cienia na oczy nie widziałem, Aphalon był dość przeciętny). Sam grałem w KC, kocham ten system, i nawet w latach 90. był beznadziejny. Gdyby wyszedł, absolutnym dnem był Radhavadhahahdad (pamięta ktoś to jeszcze? ;), na szczęście tutaj miłosierni recenzenci zalecili aborcję potworka.

Tak jak nie znoszę produktów Palladium games za beznadziejny świat, mechanikę, o tyle mają one co najmniej jedną zaletę – ładnie wyglądają. Wczytuję się w Rifts albo After the Bomb, i jestem pod wrażeniem – ale fajnie, ale fajne postaci. Oczywiście, gdy spróbowaliśmy zagrać całą atmosferę chuj strzelił, ale jakbyśmy jednak mieli te  kilkanaście lat i niczego wyprodukowanego po naszym urodzeniu nie widzieli to byłoby łał i uu i byśmy zostali fanbojami na wieki. Więc to są gry źle napisane, źle zaprojektowane i źle obmyślone. Ale nie są Złe. Nie tak naprawdę.

Jedyną rzeczą, dla której KC nie były Złe, jest to że były, a innych rzeczy nie było. Ale od tego czasu trochę się zmieniło, i mogę z czystym sumieniem określić Kryształy Czasu jako kupę, acz moją ulubioną kupę, do której czuję sentyment i elementy której ciągle mi towarzyszą.

Z polskich znanych mi gier większość oscyluje wokół średniej. Nieco poniżej były Neuroshima, Monastyr, Aphalon i mimo mojej olbrzymiej sympatii dla systemu – Crystalicum. Średnie jak na cele projektowania były Wiedźmin, Droga ku Chwale, Poza Czasem. Wszystko to da się poprawić, ale te pierwsze systemy wymagałyby sporej pracy u podstaw. Robotica to przypadek specjalny – gra może być niezła (ma kilka fatalnych błędów), acz stanowczo jest nie dla mnie. Świetne są Dzikie Pola, Wolsung czy Oko Yrrhedesa – jak dla mnie obiektywnie najlepszy polski RPG (bo subiektywnie uwielbiam Wolsunga).

Pisząc „Przeciętny” nie mam na myśli „tylko 5o% sesji będzie dobrych”. Nie, przeciętny oznacza napisany na światowym poziomie – plus minus pięć-dziesięć lat opóźnienia polskiego piekiełka za światowym rynkiem (powiedział zadufany dupek). Świetna gra się wyróżnia – albo konkretnym klasycznym celem i konsekwentną realizacją swojej wizji (może i Robotica jest dla kogoś świetna), albo naprawdę dobrym stylem, pomysłem i prostotą spisania (więc pod tym względem Wolsung nie jest świetny).

Zajebiście ważna jest oczywiście oprawa graficzna – i choć są 3 polskie gry na widok których powiedziałem „Łał” (Monastyr 2.0, Robotica, Klanarchia) to jednak nie ona sama stanowi o jakości gry. Z tego co widziałem do tej pory, czwarta edycja L5K ma szanse być najlepszym RPG we wszechświecie – i to dla takiego Legendowego neofity jak ja.

Każdy przeszedł przez okres brandzlowania się swoimi nastoletnimi produktami. Jeśli kiedyś do tego wrócę, zastrzelcie mnie.

Starczy tego sadzenia głupot. Arrr, shiver me timbers mateys.

Reklamy

10 thoughts on “O Złych i złych grach

  1. Co do oprawy graficznej – polskie gry cały czas dochodzą co najwyżej do 4/6 i wyżej nie mają szans się wspiąć. Sorry, ale Klanarchię od zachodniego Cadwallonu dzieli przepaść nie do przeskoczenia (a to bynajmniej nie jest najlepiej zilustrowany erpeg świata). Przynajmniej dopóki kogoś w Polsce nie będzie stać na artystów pokroju Bonnera oraz dobrego człowieka od DTP.

    Generalnie fajnie, że w PL w końcu wkraczamy w etap gier z testami. Nawet Trzewik w końcu się tym zaraził i jest w stanie znieść myśl testowania gry przez dłużej niż dzień 😉

    I uwierz mi, Zły Cień był bardziej Zły niż Arkona kiedykolwiek byłaby w stanie spróbować.

    Har har har

    • Różnica między Złym Cieniem, a Arkoną to epoka i nakład. Greczyszyn robił Cienia sam, bez korekty, redakcji, niczego. Miał przyzerowy dostęp do zachodnich systemów i niespecjalnie miał się na czym wzorować. I mimo tego wszystkiego, w tym erpegu jest całkiem sporo niezłych koncepcji. Oczywiście jest koszmarnie napisany, potwornie zabugowany, ale jak na swoje czasy ma sporo ciekawych rozwiązań.
      Z kolei goście od Arkony mieli i budżet i korektę, redakcję i testy jakieś (chyba?), a system wyszedł im cienki. Do tego mieli całą gamę erpegów z których mogli czerpać. Dlatego uważałbym przy zestawianiu tych systemów, bo to trochę jak zestawiać jakiegoś niedawno wydanego gniota z pierwszą edycją D&D.

      Odnosząc się do notki. Robotica może i jest ładna, ale po przeczytaniu kilku tekstów ze strony, nie byłem w stanie nawet wziąć pod uwagę traktowania tej gry poważnie. Jak dla mnie, to jest jakiś bełkotliwy zlepek mało oryginalnych pomysłów. Recenzje które czytałem potwierdzają wrażenie, że to ładnie wydany gniot.

  2. Dobra, doprecyzuje swoją myśl – Cadwallon nie jest najlepiej zilustrowanym erpegiem, ale jest w czołówce (możliwe że ex equo).

    Wiesz co, IMHO Cadwallon stoi na tym samym poziomie graficznym co np. MC (dzięki Bonnerowi) – jasne, Cadwallon jest bardziej kolorowy, ale graficznie trzyma zbliżony poziom (po części biją go w plecy fotoszopowane figurki ustawiane na dioramkach). Osobiście gdzieś na tym samym poziomie postawiłbym Changela (ale to już dużo bardziej subiektywne).
    Kojarzę jeszcze jedną pozycję ale bez tytułu, też z odjechanymi ilustracjami (może to było Alternity, albo coś innego dziwnego co kiedyś w przelocie widziałem).

    No i w innej konkurencji dochodzą jeszcze bitewniaki.

  3. Fotki z Cadwallonu i innych produkcji/katalogow Rackhama nie byly „fotoshopowane” oni tak to pomalowali i dobrze sfotografowali. Estetyka francuskich komiksow przebija z kazdej strony ich publikacji. Naszym brakuje dobrych designerow/DTP`owcow. Moze inaczej, wydawcy w Polsce nie traktuja branzy RPG jako cos powaznego wiec nie przykladaja sie do podnoszenia jakosci, stad brak extra ilustracji bo drogo, redakcji bo to powinien zrobic tlumacz, designu wyjatek Klanarchia ale tez miejscami nie jest super… Narzekac bedziemy do czasu pojawienia sie grubej kasy w branzy a to nie nastapi bo RPG w kraju jest w zachylku niszy zwanej SF. Do mainstreamu i szerokiej publicznosci sie nie przebijemy bez kasy i kolko sie zamyka…

  4. @gonzo – no ja cię proszę. Ja wiem, że oni dobrze malują i inwestowali $$$ w człowieka, który umiał robić zdjęcia, ale część miała robione poprawki po zrobieniu zdjęć – co było widać w różnicach pomiędzy figurkami prezentowanymi przez nich w RL a tymi, które znalazły się w książkach – zazwyczaj chodziło o wyostrzanie kontrastów i zmiany oświetlenia, żeby uwypuklać detale na figurkach. W sumie Rakham zaczął się w to pierwszy bawić, dopiero potem GW przeszło do ulepszania swoich fotek.

    Podstawowy problem z ilustracjami u nas jest taki, że nawet jak ma się dobrego artystę to wykona on tylko część ilustracji. Pozostałe miejsce zapcha się średnimi lub miernymi grafikami innych osób – znacznie tańszych. No i szybciej można grafy do podręcznika skompletować jak się wykorzysta wielu artystów – niestety większość nie będzie dobra ale raczej bliżej przeciętności.

    • Szczur, pamietam jakis wywiad z kims (nazwiska wylecialy, niestety) i tam ten ktos tlumaczyl rozny poziom ilustracji w zasadzie w kazdym podrecnizku erpegowym: budzet. Czesc kupuje sie wypasionych i cudownych, a reszta musi byc srednia/kiepska, bo inaczej podrecnizk mialby ilustracji 10, a nie 100.

      • Masz na myśli ilustracje do CP203X? To jest dopiero żenada: ktoś zrobił marne fotografie figurek 1:6 w fatalnie szytym szpeju i poklajstrował je do kupy z równie biednymi tłami. Patrzeć się na to nie da (bez jęczenia).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s