Kaczki z Kaczogrodu, część pierwsza – Sknerus


Czołem komiksiarze; rozmowa z takim jednym zainspirowała mnie do spisania moich odczuć na temat jednego z moich ulubionych wszechświatów komiksowych. Dlatego to powinna być pierwsza część cyklu „Komiksy z Kaczogrodu”, następne traktować będą o Donaldzie, jego kumplach i rodzinie, jak również o kilku innych kaczkach z Kaczogrodu.

O kanonie Sknerusa McKwacza

Sknerus McKwacz jest jedną z najciekawszych postaci w komiksie; zaś jego historia jest jedną z najciekawszych, także w historii komiksu.

Twórcą postaci Sknerusa jest Carl Barks, jeden z mojej osobistej Wielkiej Czwórki rysowników Donalda i Sknerusa. Pozostali to Don Rosa (detale), Vicar (dynamizm), i Romano Scarpa (postaci). To w dużej mierze design Barksa odpowiada za moje osobiste wyobrażenia o sylwetce Donalda (proporcje, długość dzioba itd.).

Wuj Sknerus zadebiutował jako stary, zgorzkniały wuj Donalda w komiksie Christmas on Bear Mountain. Oddajmy na chwilę mu głos: „Wszyscy mnie nienawidzą – a ja nienawidzę wszystkich!”.

Był ciekawą postacią już wtedy, ale zaczął jako opryskliwy starszawy kaczor; i po części takim pozostał. Uznał (nieco wbrew faktom, ale jeśli się zastanowić, dość słusznie) Donalda za odważnego, gdy ten nie dał się przestraszyć Sknerusowi w przebraniu niedźwiedzia. Naprawdę jednak sytuacja wyglądała nieco inaczej, ale na szczęście dla wszystkich kaczkofanów Sknerus zaprosił Donalda i jego siostrzeńców na świąteczny obiad.

Barks szybko zrozumiał, jakie możliwości daje komiksom o Donaldzie posiadanie przez niego bogatego wuja i szybko wykorzystał praktycznie nieskończoną fortunę Sknerusa do opowiadania niesamowitych historii. Schwytać jednorożca do prywatnego zoo Sknerusa? Znaleźć koronę króla Ameryki? Odnaleźć Atlantydę? Shangri-la (przez Barksa nazwane oczywiście Tralla-La)? A może kamień filozoficzny? A co z doliną Kwadratowych Jajek? Z możliwościami Sknerusa to przestałoby być problemem…

Ale cały myk Sknerusa nie polega na tym, że jest on bogaty. Gdyby Sknerus był takim zwykłym bogaczem, po prostu wynajmowałby zawodowców i nie mielibyśmy komiksów. Sknerus jest więc zachłanny; ale jest też skąpy. Jego angielskie imię, Scrooge, zawdzięcza jednemu z najokrutniejszych skąpców i chciwców w literaturze; Ebenezerowi Scrooge w ‘Opowieści wigilijnej’ Dickensa. Wujek Sknerus nie jest aż tak okrutny (choć z pewnością czasem zdarzają się momenty, w których jest nieco psychopatyczniejszy), tym niemniej jednak czasem możemy współczuć biednemu Donaldowi zmuszonemu do tyrania za 25 centów za godzinę. Zatem Sknerus nie będzie posługiwał się jakimiś niepotrzebnymi np. atomowymi łodziami podwodnymi, kiedy może kupić wojskowy złom za grosze. Sknerus chce wszystko robić sam, i co ciekawsze, to działa.

Warto też spojrzeć na świat z perspektywy Sknerusa. Sknerus osiągnął wszystko własną, ciężką pracą, i jeszcze w historyjkach Barksa było widać, że jest odważny, czuje potrzebę działania – to chyba najbardziej proaktywny bohater komiksu, nie tylko dla dzieci – i jak sam mówi… „Zarobiłem pieniądze będąc twardszym od twardzieli i chytrzejszym od chytrusów! I zarobiłem je uczciwie!”

A Donald jest leniem; nie tylko nie może znaleźć uczciwej pracy, wymawiając się pechem (a Sknerus nie wierzy w pecha ani szczęście – tylko we własną siłę woli), ale czasem nawet nie chce, woląc leniuchować na hamaku. Goguś jest jeszcze gorszy; zresztą Sknerus, choć pewnie nigdy nie przyzna tego na głos, lubi Donalda.

To co ważne w Sknerusie, a co często Włosi gubią (bo większość historyjek, które do mnie trafiają są chyba włoskie), to właśnie jego uczciwość. Owszem, wykorzystuje biednego Donalda ku uciesze czytelników; ale czy to wina Sknerusa, że Donald nie jest sprytniejszy? Dlatego różni się od swoich rywali, Kwakerfellera i Forsanta – jest w gruncie rzeczy dobrym gościem, ale ma swoją własną etykę; co jest przecież bardzo rzadkie w komiksie serialowym i to skierowanym do dzieci!

W każdym razie, te historyjki Barksa dotyczące Sknerusa i jego polowań na skarby, obrony skarbca były absurdalnie fantastyczne, i ładnie kontrastowały z takimi bardzo przyziemnymi historyjkami o Donaldzie.

Tutaj może na marginesie – moim ulubionym rodzajem historyjek o Donaldzie są te, gdzie Donald odkrywa w sobie jakiś wielki talent, zaczyna go praktykować, ale seria niedopatrzeń, błędów i po prostu pecha kumuluje się i w punkcie kulminacyjnym wszystko zaczyna się rozwalać, a biedny Donald musi uciekać przed Sknerusem, albo rozwścieczonymi Kaczogrodzianami na Jukatan, lub na Biegun Południowy. Nie mówię o tym tylko by pochwalić.

Donald od swoich kreskówek przez te 10 lat komiksu wyewoluował od wrednego kaczora do Everymana (everyducka?). Z Donaldem się utożsamiamy, bo przecież każdemu z nas coś czasem nie wychodzi i mamy ochotę rzucić to wszystko w diabły i wrzeszczeć – choć i ta nerwowość została poniekąd przytłumiona. Z Donaldem utożsamiamy się też dlatego, że jedną z kluczowych cech jest jego pech – on chce dobrze, wszystkim innym wychodzi, więc czemu nie. Donald, jak już wspominałem, jest też od czasu do czasu leniem, drobnym (a w historyjkach Barksa wcale nie takim drobnym) oszustem – a z idealnymi bohaterami nie sposób się utożsamiać. Dlatego Miki właściwie nie ma charakteru, osobowości – a Donald jest sympatyczny i wiemy kim jest.

I to dlatego Donald walczy z sąsiadami, nakłania siostrzeńców do odrabiania prac domowych, szuka cały czas pracy; to wszystko jest komedią, parodią naszego życia. Czytelnik, czy to kilku- czy kilkunastoletni czyta to i się śmieje, bo nie jest Donaldem.

I to prowadzi nas ponownie do przygód Sknerusa, które są fantastyczne; ale nie są (przynajmniej ich większość) tak absolutnie niemożliwe. Pomijając Magikę de Czar i kilka dziwnych przygód (niektóre nawet zostały przez Don Rosę uznane za niekanoniczne), nie ma tam magii czy innych cudów na kiju – to bardziej przygodowe historyjki, choć niepozbawione fantazji. Tworzą dzięki temu świetny kontrast z takimi swojskimi opowieściami o Donaldzie.

Bo, i to jest wielkie bo, w przeciwieństwie do np. kreskówek o Mikim, czy naprawdę, naprawdę wielu kreskówek i komiksów dla młodszych dzieci z epoki… komiksy o Donaldzie były dla dzieci. Nie były dziecinne. Są zabawne, bez przemocy, nie podejmują tematów przez wielkie Te, ale nie są ckliwe, nie mówią o ślicznych misiach bawiących się grzecznie czy o kochającej się rodzinie, mówią o kaczorze uwięzionym przez piratów, mówią o brutalnym wyścigu na rzece. Dziś to nic dziwnego, po części, mam nadzieję, dzięki Barksowi.

Chciałbym zauważyć, że właśnie dokonałem analizy komiksów dla dzieci sprzed 50 lat, i co gorsza, miała chyba ona trochę sensu.

Reasumując powyższe, Sknerus i Donald są Osobami. Mają Charakter. Ba, oni się rozwijali z przygody na przygodę – obaj doceniali swoją wartość, i wartość swoich siostrzeńców (Hyzio, Dyzio i Zyzio też się czegoś nauczyli).

W każdym razie, Sknerus rozwinął się, i w miarę jak postać zaczęła dominować w historyjkach Barksa, zaczęło też pojawiać się więcej odniesień do jego przeszłości. To Barks wprowadził Złotkę O’Gilt, jedyną prawdziwą miłość Sknerusa, to Barks potem wymyślił szczęśliwą dziesięciocentówkę i Braci Be, jak również Magikę deCzar. (Inne postaci wymyślone przez Barksa to Goguś i Diodak). Mitologia Sknerusa rosła, i postać zdobywała sobie fanów, po obu stronach oceanu. Gdy telewizja wygryzła kino, a studio Disneya podupadło, coraz mniej Amerykan zacząło czytać komiksy o Donaldzie, woląc superbohaterów. Mało tego, ci Włosi (ach, ci niefrasobliwi Włosi) zaczęli również dodawać swoje postaci, historie…

Doszło do tego, że w niektórych europejskich historyjkach Sknerus urodzić się miał w Kaczogrodzie, jako brat Babci Kaczki, który adoptował znalezione jajko, z którego wykluł się Donald. Nie tylko nie miałoby to sensu (no bo skąd siostrzeńcy), ale dziwiłaby aż taka wrogość pomiędzy nimi.

Jednym z fanów historyjek o Sknerusie był niejaki Keno Don Rosa. Zafascynowany komiksami Barksa zaczął rysować własne. Już pierwsza strona jego pierwszego komiksu narysowanego dla Disneya pokazywała wszystkie skarby jakie zdobył Sknerus. Ba, Rosa osadzał swoje historyjki w dokładnie tym okresie historycznym – zamiast w ogólnie pojętej współczesności, komiksy Rosy działy się w latach 50. (30 lat wstecz) – dokładnie wtedy, gdy wychodziły komiksy Barksa! Gdy został dostrzeżony, zaczął pracować nad swoim Magnum Opus.

Życie i czasy Sknerusa McKwacza to jeden z najlepszych komiksów komediowych, jakie znam. Jest na poziomie wielu Asterixów. Przerasta Calvina i Hobbesa. A z polskich, nie osiąga szczytów, na które wzbijał się Tytus (w ogóle Tytus to chyba najlepsze porównanie do Sknerusa :), czy Kajko i Kokosz ale przewyższa Kajtka i Koka czy Jeża Jerzego.

Don Rosa uznał za kanoniczne wszystkie swoje komiksy oraz większość komiksów Barksa, o ile nie sprzeciwiały się jego wizji Sknerusa (wyrzucił więc np. komiks o magicznej klepsydrze, która miała wyczarować fortunę McKwacza). I spisał długą, ośmioczęściową sagę życia najbogatszego kaczora na świecie…

Wpisując w nią praktycznie każde odniesienie do przeszłości Sknerusa, które pojawiło się w komiksach. Sknerus mówi, że sprzedawał piasek Beduinom na pustyni? To jest w komiksie. Sknerus szuka złota na Alasce? Ściga się parowcem na Missisipi? Okrada szamana (to jest jedyna ciemna strona w historii Sknerusa, gdzie widać, że podobnie jak Donald nie jest kryształowo czystym bohaterem)? To wszystko pomysły Barksa, które po mistrzowsku Don Rosa wplótł w komiks.

Dlaczego po mistrzowsku? Bo choć to robota maniaka i fanboya, choć to pełne jest właśnie takich hm, cudzych pomysłów, a dodatkowo osadzone w konkretnych realiach – to jednak nadal jest to świetny komiks, rysowany niezłą kreską i przezabawny.

To Don Rosa i życiorys Sknerusa ostatecznie utrwaliły jego kanon, zapisały historię kaczora i pokazały ją światu. Oczywiście wielu innych rysowników (Włosi, Brazylijczycy) trzymają się niektórych swoich postaci, ale to historyjki Don Rosy i Barksa powszechnie uznaje się za kanon Sknerusa.

Advertisements

5 thoughts on “Kaczki z Kaczogrodu, część pierwsza – Sknerus

  1. Świetny wpis. Wielkie dzięki za możliwość powrotu, przynajmniej na chwilę, do czasów dzieciństwa, kiedy to zaczytywałem się w komiksach o Donaldzie i Sknerusie.

    Pozdrawiam

  2. W wakacje trochę poczytywałem Giganty i po raz dwudziestyktóryś przeczytałem komiksy o Sknerusie. Miałem ochotę (cały czas mam, ale chyba, na szczęście, to zdezaktualizowałeś) spisać tekst interpretujący uniwersum Kaczogrodu (nie Myszogrodu, bo Myszogrod ssie pałkę).

    Osobiście zaskakuje mnie porównywanie do Asteriksa, Kajko i Kokosza czy Tytusa. Asteriksa czytałem całego, Tytusa z dwadzieścia kilka albumów, na Kajku i Kokoszu nauczyłem się czytać (i szybko zrozumiałem, że bardziej lubię Galów) i zawsze ich stawiałem na miejscach podrzędnych. Z prostego powodu: sam wolumin „Życie i czasy” jest tak rozległy (250 stron słusznego formatu, jeżeli dobrze pamiętam), że emocje zawarte w historiach przechodzą na kolejne. Nie ma tam rozładowania emocji, nie ma destrukturalizacji przygód – wszystko, co się pojawi, ma później (nawet sto stron później) swój efekt, swoje odniesienie.

    A przy tym czytelnik wie o Sknerusie więcej, a jednocześnie mniej niż napotykane co parę lat osoby. Oni znają historię McKwacza z opowiadań, plotek i legend – my znamy ich prawdziwe wersje, choć często okazuje się, że nie wiemy i tak wszystkiego, że Sknerus przezył jeszcze więcej i ciągle jest tajemnicą.

    To, co wyróżnia „Życie i czasy”, to kumulacja, której brakowało mi w innych tytułach.

    Druga rzecz: bardzo ciekawe, że za kluczowy element charakteru Sknerusa odbierasz coś innego, niż ja. : ) Nie uważam, że Sknerus zazwyczaj jest uczciwy (a plamy na sumieniu prześladują go), ale dla mnie zawsze był przede wszystkim kaczorem pasji. Żył konkretnymi celami, oddawał się temu, co go fascynuje. Fakt, że sam przedmiot fascynacji jest dziwny, ale gdy Don Rosa przedstawia Sknerusa, który siedzi w skarbcu, przykryty złotem i wracający do wspomnień, jest to niezmiernie inspirujące; już jako dziecko widziałem w tym bardzo cenną naukę moralną (żyj tak, byś na starość miał co wspominać i nie musiał się swych wspomnień wstydzić).

    A czytałeś „Więźnia z Doliny Białej Śmierci”? Chyba jedyny kaczy komiks, w której zostało zasygnalizowane, że bohater uprawiał seks. : )

    I obrazek w prezencie: http://szaqalgoblin.w.interii.pl/DON_ROSA_(105).jpg

  3. >W wakacje trochę poczytywałem Giganty i po raz dwudziestyktóryś przeczytałem komiksy o >Sknerusie. Miałem ochotę (cały czas mam, ale chyba, na szczęście, to zdezaktualizowałeś) >spisać tekst interpretujący uniwersum Kaczogrodu (nie Myszogrodu, bo Myszogrod ssie pałkę).

    He he. Myszogród ma dobre postaci – komisarza O’Harę, jego zastępcę oraz Czarnego Piotrusia i Zochę, tylko niestety ma beznadziejnego, bezosobowego bohatera, Mikiego. Dość lubię też historyjki o podróży w czasie, i tych dwóch uczonych profesorków.

    >Osobiście zaskakuje mnie porównywanie do Asteriksa, Kajko i Kokosza czy Tytusa. Asteriksa >czytałem całego, Tytusa z dwadzieścia kilka albumów, na Kajku i Kokoszu nauczyłem się czytać >(i szybko zrozumiałem, że bardziej lubię Galów) i zawsze ich stawiałem na miejscach >podrzędnych. Z prostego powodu: sam wolumin “Życie i czasy” jest tak rozległy (250 stron >słusznego formatu, jeżeli dobrze pamiętam), że emocje zawarte w historiach przechodzą na >kolejne. Nie ma tam rozładowania emocji, nie ma destrukturalizacji przygód – wszystko, co się >pojawi, ma później (nawet sto stron później) swój efekt, swoje odniesienie.

    Rzecz gustu. Ty traktujesz to chyba jako opowieści, historie. Dla mnie strona wizualna jest równie ważna – i tu trzeba przyznać że Don Rosa też jest znakomity, może właśnie ze względu na tą „europejskość”? Pod względem humoru to w moim prywatnym rankingu Tytus króluje, jako że cenię dobre odzywki. Odpowiednio rzucony tekst w odpowiednim momencie często jest zabawniejszy od humoru sytuacyjnego. Ale de gustibus stantum mutantum.

    A co do życiorysu Sknerusa, powtarzam, jedno z niewielu dzieł gdzie widać, że napisał je fanboj i gdzie jest to znakomite.

    >A przy tym czytelnik wie o Sknerusie więcej, a jednocześnie mniej niż napotykane co parę lat >osoby. Oni znają historię McKwacza z opowiadań, plotek i legend – my znamy ich prawdziwe >wersje, choć często okazuje się, że nie wiemy i tak wszystkiego, że Sknerus przezył jeszcze >więcej i ciągle jest tajemnicą.

    No ba! Jest ta świetna historyjka Don Rosy, gdzie Bracia Be włamują się do snów Sknerusa i Donald musi tam się dostać, żeby mu pomóc; tu też widać, że Sknerus ma w sobie głębie skryte nawet przed swoim najbliższym krewniakiem.

    >Druga rzecz: bardzo ciekawe, że za kluczowy element charakteru Sknerusa odbierasz coś innego, >niż ja. : ) Nie uważam, że Sknerus zazwyczaj jest uczciwy (a plamy na sumieniu prześladują >go), ale dla mnie zawsze był przede wszystkim kaczorem pasji. Żył konkretnymi celami, oddawał >się temu, co go fascynuje. Fakt, że sam przedmiot fascynacji jest dziwny, ale gdy Don Rosa >przedstawia Sknerusa, który siedzi w skarbcu, przykryty złotem i wracający do wspomnień, jest > to niezmiernie inspirujące; już jako dziecko widziałem w tym bardzo cenną naukę moralną (żyj > tak, byś na starość miał co wspominać i nie musiał się swych wspomnień wstydzić).

    To po części dlatego, że opisywałem postać dość ogólnie, także w odniesieniu do komiksów Barksa, które różnią się nieco od Don Rosy, zresztą mój wizerunek Sknerusa ma jedno czy dwa odniesienia z komiksów innych twórców; np. uznaję jego lokaja za niemal kanonicznego. Ale masz rację – pasja, odwaga, zdecydowanie, ambicja – to też jest Sknerus, właśnie dlatego Donald go drażni.

    > A czytałeś “Więźnia z Doliny Białej Śmierci”? Chyba jedyny kaczy komiks, w której zostało >zasygnalizowane, że bohater uprawiał seks. : )

    Znamy, znamy. 😉

  4. przegitesny tekst. choć przyznam, że mój respekt w stronę dona rosy bardziej niż z jego podejścia do kanonu bierze się z jego kreski i dbałości o detale. bardzo mi się podobają te miniaturowe żarty rysunkowe, które wciskał w prawie każdy panel komiksu. i jeszcze, orientujesz się, Bernie, czy te TPB wydane w Polsce („Życie i czasy”) to kompletny zbiór komiksów o Sknerusie?

  5. Nie, Don Rosa popełnił jeszcze kilka komiksów komplementujących ten życiorys (jak wspomniana przeze mnie powyżej historyjka o wejściu Donalda w sen Sknerusa, czy Magika przenosząca się w czasie). Nie ma ich w tym zbiorku OIDP.

    Napisał też kilka dłuższych historyjek, z których jedna, wieloczęściowa saga o templariuszach (będąca prawdziwym finałem jego życiorysu), została wydana w Polsce, pod jakimś durnym rycerskim tytułem, podobnie jak Sknerusowa wersja Kalewali.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s