Nie graj w Champions z MG nienawidzącym superbohaterów


QuantcastTym razem nie o Wolsungu. Nie ma to jak przetłumaczenie tekstu sprzed ponad dziesięciu lat.

Na poniższy tekst autorstwa Stevena Howarda natknąłem się przeczesując mroczne otchłanie Internetu, i w zasadzie zgadzam się z większością przedstawionych w nim tez. Zatem niniejszym przetłumaczyłem go, za zgodą autora (trochę trwało, zanim znalazłem faceta). Fakt, książka wyszła ponad rok temu, ale nie tak dawno toczyły się dyskusje na jej temat w necie, więc zmotywowałem się i skończyłem tłumaczenie.

Zapraszam zatem do lektury i dyskusji.

Nie graj w Champions z MG nienawidzącym superbohaterów

Wstęp

W maju John Wick napisał krótki esej w dziale Listen Up dla Gaming Outpost, zatytułowany „Uderzaj ich tam, gdzie naprawdę boli” albo „Jest więcej niż jeden sposób na zabicie bohatera w Champions” [opublikowany w przekładzie Ignacego Trzewiczka w książce „Graj Twardo”, esej dostępny jest też pod adresem http://files.neuroshima.org/play_dirty_rozdz0.pdf. Poniższy przekład korzysta właśnie z tego tłumaczenia. – przyp. tłumacza].

Zwróciłem uwagę na ten esej z początkiem października, gdy ktoś na forum magazynu Pyramid podał go jako przykład tekstów, które John Wick miał potem publikować w dziale „Graj Twardo”. Choć wtedy esej miał już kilka miesięcy, to jednak dość wiele osób komentowało go na forach, tak pozytywnie jak i negatywnie (głównie jednak krytykując).

Gdy po raz pierwszy przeczytałem esej, pewien byłem że jest on satyrą, tak jak na przykład nieukazująca się już seria “Ack!” Jeffa Freemana na rpg.net, a ci przeciwko małostkowej, zamordystycznej taktyce „promowanej” przez pana Wicka nie zrozumieli żartu. Wydaje się jednak, że nikt nie podzielał takiej interpretacji, jako że wszyscy forumowicze broniący lub krytykujący tekst wydawali się twierdzić, że był on pisany całkowicie „na serio”. Oczywiście, gdy ktoś przeczyta satyrę, weźmie ją na poważnie i zacznie z nią polemizować, nie dzieje się nic strasznego. Takie rzeczy przytrafiają się wszystkim, nawet Jonathanowi Swiftowi. Ale gdy wielu ludzi przeczyta satyrę, weźmie ją na poważnie i zacznie ją popierać, to już inna historia. Ba, kiedy tylko jedna osoba myśli, że jest to satyra, osoba ta prawdopodobnie myli się – zwłaszcza gdy jestem nią ja.

Tak więc, esej ten jest próbą analizy eseju pana Wicka i opisem mojej najwyraźniej unikatowej reakcji nań. Od tej pory będę zakładał, że przypadki opisane w eseju naprawdę się zdarzyły, a podane przez autora powody wprowadzenia tych wydarzeń na sesję są szczere i dokładne. Krótko mówiąc, będę ten esej interpretował tak, jak gdyby nie był satyrą.

Streszczenie eseju pana Wicka

Esej pana Wicka jest po prostu listą sposobów, na jakie niszczył on Bohaterów Graczy w swojej kampanii Champions. Nie tylko zabijał ich, ale wręcz niszczył: upokarzał, wykorzystywał i zmuszał do zdrady własnych ideałów. Dlaczego to robił? Nie jest to jasne, ale najwyraźniej myśli, że o to właśnie chodzi w Champions. I może o to chodzi jego drużynie. Może tak właśnie grają. Każdy gracz grzebie w podstawce Champions i próbuje wykręcić postać za 250 punktów, której MG nie może natychmiast rozwalić. A potem MG wystawia superłotra, który magicznie zmusza ich do zabicia własnej babci dzięki czerwonemu tramwajowi. Żadna drużyna, z którą kiedyś grałem, nie bawiła się w taki sposób, ale hej, nie wszyscy jesteśmy jednakowi.

Pan Wick wydaje się myśleć, że wszyscy chcą grać w Champions w ten sposób. Przedstawia tę listę jako coś przydatnego innym Mistrzom, bez potwierdzenia że jego metody są nietypowe. Nigdy nie deklaruje: „Moim graczom podoba się taka rozgrywka, ale jeśli zaczniesz nagle bawić się w takie motywy, twoi pewnie odejdą od stołu”.

Głównym argumentem w eseju wydaje się być fakt, że wada – każda wada – jest zgubna, i że każdy gracz wybierający wadę dla swojego bohatera w gruncie rzeczy zakłada pętlę wokół swojej szyi i wręcza Mistrzowi drugi koniec sznura. A, i to samo stosuje się do zalet. Także do supermocy, umiejętności, i, o ile wiem, do ulubionej marki pasty do zębów postaci – choć pan Wick w tym konkretnym eseju ogranicza się tylko do wad i zalet.

Chyba nie muszę tego mówić, ale proszę, nie zrozumcie mnie źle. Nie chcę przez to powiedzieć, że BG nie powinni odczuć negatywnych efektów swych wad. Wady powinny utrudniać życie bohatera. Powinny zmuszać go do podejmowania trudnych decyzji. Nie powinny jednak sprawiać, że nie daje się nim grać.

Grałem w kilku superbohaterskich kampaniach, i ogólnie rzecz biorąc, jeśli wady mojej postaci nie pojawiają się na sesjach, jestem lekko rozczarowany. Podobnie, jako MG, czuję się jakby coś mi nie wychodziło, kiedy wady bohaterów graczy nie utrudniają im życia w żaden sposób. Wady są nieodłączną częścią postaci, i jedną z fajniejszych rzeczy w grze RPG jest obserwowanie, jak postaci zmagają się ze swoimi słabościami. „Zmagają się”, nie oznacza, wbrew panu Wickowi „są w końcu zniszczone przez”.

By zobrazować swoje przekonania, pan Wick przedstawia serię przykładów ze swojej kampanii: jak zniszczył kariery różnych BG, których gracze byli na tyle głupi, by wybrać pewne wady, oraz ogólniejsze opisy używania wad przeciwko BG. Chciałbym przyjrzeć się krótko każdemu z nich i zbadać styl mistrzowania pana Wicka, skupiając się zwłaszcza na tym, co według niego czytelnik powinien wywnioskować z każdego przykładu.

Historia Malice

“Grzechem” Malice było to, że miała rodzinę. Grająca wybrała wadę PBN, by oddać fakt, że Malice miała opiekować się starszą babcią. Podopieczny to klasyczny motyw w komiksach o superbohaterach, często stosowany, by sprawić, że bohater musi podejmować trudne decyzje. „Nie mogę pozwolić Green Goblinowi uciec, ale ciocia May nie może dowiedzieć się, że jestem Spider-manem!”, albo „Widzisz, Supermanie, właśnie odpaliłem trzy pociski. Lois Lane jest przywiązana do tego lecącego na północ. Jimmy Olsen jest przywiązany do tego lecącego na południe. A trzeci niesie 30-megatonową głowicę jądrową prosto do centrum Metropolis!”. Gdy gracz wybiera taką wadę, świadomie zgadza się, by na sesji pojawiła się właśnie taka sytuacja.

To co stało się Malice jednak jest o krok mocniejsze. Niektórzy mogliby powiedzieć, że o krok za daleko. Równoczesna utrata władzy nad swoim ciałem, ujawnienie sekretnej tożsamości i śmierć podopiecznego jako bezpośredni skutek twojej poniżającej porażki jest raczej surową „karą” za 25-punktową wadę.

Trudno powiedzieć, co bardziej uszczęśliwiło pana Wicka: czy to, że Malice udała się na “superbohaterską emeryturę”, czy to, że nikt więcej w drużynie nie wziął wady PBN. Ten fakt zresztą oznacza, że istnieje pewna rozbieżność między tym, czego od gry chce MG a tym, czego chcą gracze. Oznacza, że gracze nie chcą, by pan Wick robił podobne rzeczy przyjaciołom i rodzinie ich bohaterów. Jeśli jego zamiarem miało być powstrzymanie graczy przed wybieraniem tej konkretnej wady, udało mu się to. Oczywiście, mógł już od początku kampanii zabronić PBN.

Szkoda też, że pan Wick nie opisał dokładniej reakcji gracza na takie wydarzenie. Czy była ona zadowolona z wycofania Malice, czy też bohaterką tą nie dało się już fajnie grać po takim kompletnym publicznym upokorzeniu? Ta historia jest też przykładem, dlaczego rady pana Wicka prawdopodobnie nie zadziałają dla większości MG. Wiem, że gdyby u mnie na sesji superłotr zrobił coś podobnego jednemu z BG (a czasem tak robią), odpowiedzią gracza nie byłoby: „Chyba już nie chcę być superbohaterką”. Odpowiedź  byłaby bliższa: „W porządku. Jeśli Carter chce tak się bawić, to nie wie z kim tańczy” (O „Jeffersonie Carterze” napiszę za chwilę).

Historia Scrappera

Tutaj, pan Wick pozwala graczowi na stworzenie i poprowadzenie postaci do tego stopnia niezgodnej z duchem (i literą?) zasad, że przeszkadzała w grze innym graczom. Historia ta ma jednak „szczęśliwe” zakończenie, ponieważ pan Wick sprawia, że BN tworzy iluzję mającą wprawić bohatera w stan Berserku, tak aby zaatakował kolegów z drużyny i niewinnych przechodniów.

Nie mam zamiaru sprzeciwiać się sytuacjom, w których pojawia się wada Berserk. Jako gracz czy MG byłbym rozczarowany, gdyby drużynowy Berserker nigdy nie stracił panowania nad sobą i niemal nie zabił członka drużyny. W przeciwnym razie po co istnieje ta wada? Sposobowi, w jakim pan Wick to uczynił, nieco brakuje stylu, ale nie to jest problemem. Chodzi o to, że pan Wick pozwolił graczowi na poprowadzenie postaci nieakceptowanej przez MG, co sprawiło, że inni gracze gorzej się bawili tylko dlatego, by nauczyć czegoś manczkina. Cały czas wydaje mi się, że wszystko to można było rozwiązać po prostu nie pozwalając graczowi na taką postać i wyjaśniając dlaczego. Ale może to tylko ja.

Historia Paladyna

A ta historia zapowiadała się tak fajnie. Pomysł na bohatera i łotrzycę, którzy umawiają się ze sobą w życiu cywilnym, to klasyka komiksu i niezły pomysł na sesję. Masz konflikt wewnętrzny, zewnętrzny, kwestie sekretów i zaufania, co się zdarzy, gdy jedna osoba połapie się zanim druga to zrobi, jak zareagują koledzy z drużyny i tak dalej. Pan Wick wyrzuca to wszystko do kosza i po prostu przejmuje kontrolę nad postacią tak, by ta pobiła swoją dziewczynę, ponieważ ma ona Ograniczenie i nigdy nie uderzy kobiety.

Naprawdę nie wiem o co chodzi w tej historii, poza „Jeśli nie wiesz jak zeszmacić BG, po prostu zmuś go, by zrobił coś przeciwko jego najbardziej podstawowym zasadom etycznym”.  No, ludzie, dlaczego po prostu nie naćpać go narkotykami i kazać, by poszedł na dworzec kolejowy i nasikał na druty trakcyjne? Jestem pewien że miał psychologiczne ograniczenie względem tego, nawet jeśli nie zostało to zapisane na jego karcie postaci.

Lekcja szczęścia

Tutaj właśnie zacząłem podejrzewać że tekst ten jest satyrą. Pan Wick twierdzi tutaj że bohaterowi powinny przydarzać się przykre rzeczy – ponieważ jest on szczęściarzem. To nie ma sensu. Czy naprawdę czytelnik ma brać to na poważnie? Wick próbuje też usprawiedliwić swoją dziwną i wewnętrznie sprzeczną interpretację zalety “Szczęście” twierdząc, że każdy kto decyduje się na szczęście musi być samolubny, ponieważ mógłby przeznaczyć te punkty na coś, co pomogłoby jego kolegom z drużyny. Czyli każdy, kto kupuje dowolną moc defensywną czy umiejętność, która nie jest „Dostępna dla innych” musi być egoistą. To jedyny moment, gdzie pan Wick próbuje usprawiedliwić swój styl prowadzenia. Może oznacza to, że nawet on uznaje to za trudne do zaakceptowania?

Lekcja Odkrycia Słabości

BG cały czas używający Odkrycia Słabości mogą przypadkowo zabić przeciwnika. I git. Wszystko gra, a gracze muszą pamiętać, by uważać przy atakowaniu.

Ale nie rozumiem dlaczego Jefferson Carter musi być w to wplątany. Umiejętność Wyczucia Słabości nie wymaga przecież uprzedniej wiedzy. A, i czy BF nie połapaliby się, choć troszeczkę, gdyby takie sceny zdarzały się więcej niż raz? „Rety kasza, trafiliśmy go w miejsce pod jego zbroją, tak jak pan Carter powiedział, i to go zabiło.” „Tak, tak jak miesiąc temu przypadkiem zabiliśmy tych dwóch gości strzelając w ich zbiorniki z tlenem, tak jak Carter nam kazał.” „Ciekawe, jak on dowiaduje się o tych słabościach?”.

Osobiście myślę, że gdyby takie przypadki powtarzały się w miarę regularnie, większość graczy zaoszczędziłaby punkty postaci i wykupiła atak oszałamiający. Oczywiście, znając pana Wicka, okantowałby i wprowadziłby grupę łotrów ze Śmiertelną Słabością względem ataków oszałamiających.

Lekcja Odporności

[Ta sekcja odnosi się do akapitu, który z nieznanych mi przyczyn nie znajduje się w polskiej wersji eseju – przyp. tłumacza]

I tu właśnie pan Wick poddaje się i zaczyna oszukiwać. No jest taka śmiertelna choroba, nie, i zaraża wszystkich superbohaterów. Ale spokojnie, jest lekarstwo. A, i taki haczyk: jeśli masz Odporność to jesteś odporny – na lekarstwo. Zyg zyg marcheweczka.

To nie ma sensu. Nie pozwoliłbyś graczowi na wykupienie takiej mocy, to dlaczego gracze mają pozwolić Mistrzowi na takie zagrywki?

Podejrzewam, że częścią tego problemu jest nieprawidłowa interpretacja mechaniki tej zalety. Postaci w Champions nie mają po prostu Odporności. Musisz być Odporny na coś – jedną konkretną truciznę lub chorobę. Odporność na jad grzechotnika. Odporność na grypę. Jeśli chcesz, by twój bohater był odporny na jad i na grypę, musisz wykupić tę zaletę dwa razy, raz dla trucizny, raz dla grypy. Postaci chcące być niewrażliwe na wszelkie trucizny czy choroby (może bohater jest robotem i opiera się zarazom ponieważ jest całkowicie mechaniczny) nie mają Odporności, a supermoc: Podtrzymywanie Życia.

Pan Wick stworzył tutaj chorobę śmiertelną dla każdego, kto jest odporny na cokolwiek. Jeśli jesteś odporny na jad grzechotnika, trudno, szczepionka nie zadziała dla ciebie. Odporność na grypę? Przykro mi, też nie zadziała. Jak to możliwe? Co takiego jest w tym leku, że każdy odporny na dowolną chorobę czy jad jest „odporny” na szczepionkę? Może lekarstwem na chorobę superbohaterów jest mieszanka wszystkich znanych trucizn i chorób?

(swoją drogą, oto darmowa porada dla prowadzących Champions, stosująca się chyba do każdego, bez względu na ich stosunek wobec kontrowersyjnego pana Wicka. Niech twoi gracze opisują swoje postaci i ich moce, umiejętności itp. nie stosując mechaniki. Zawsze rób to samo ze swoimi BN-ami).

Parę słów o panu Jeffersonie Carterze

Gdy gram w grę fabularną, doskonale wiem, że jest jedna osoba kontrolująca wszystkie informacje, do których mam dostęp, podejmująca decyzje za wszystkie spotkanych przeze mnie osoby, wszystkich łotrów, z którymi walczę i w zasadzie wszystkich osób poza mną i moimi przyjaciółmi. Tą osobą jest Mistrz Gry. Nie sądzę, żeby istniała potrzeba wprowadzenia jednego BN w świecie gry, pełniącego wszystkie funkcje, za które w świecie rzeczywistym odpowiedzialny jest MG. John Wick najwyraźniej sądzi, że taka postać jest potrzebna i ochrzcił ją Jefferson Carter.

Carter jest geniuszem zła, który jest „szefem” wszystkich superbohaterów i superłotrów w kampanii. Dlaczego? Jak napisał pan Wick: „Bo mógł”. “Bo tak” nie jest powodem. Jest tyle rzeczy, które Carter mógł robić. Dlaczego więc robi właśnie to zamiast wielu innych działań? Nie ma odpowiedzi na to pytanie, ponieważ Carter jest pozbawiony choćby namiastki ludzkiej motywacji. Nie jest postacią, jest narzędziem MG do popychania akcji do przodu. Jest MG – Zabójcą istniejącym w świecie gry. Profesor X jest w tajemnicy Kingpinem, i przeczytał twoją kartę postaci.

Historia Pana Niezwykłego

A to już inna bajka. Tutaj, w przeciwieństwie do poprzednich opowieści, Pan Wick pokazuje że oprócz mordowania czy “delegowania na emeryturę” bohaterów w poniżający, niszczący czy odczłowieczający sposób, może też sprawić, że zastrzeli ich jeden gówniarz w nieudanym napadzie na sklep. Okej, zgoda, jestem tutaj nieuczciwy. Pan Niezwykły naprawdę poległ bohaterską śmiercią, a śledztwo w sprawie jego morderstwa rzeczywiście w końcu doprowadziło bohaterów do Cartera. Warto zwrócić uwagę, że to jest jedyny wypadek, gdzie pan Wick przyznaje się że uprzednio omówił sytuację z graczem.

Więc co różniło Pana Niezwykłego od innych bohaterów? No cóż, pewnie nie wybierał wad i zalet nielubianych przez pana Wicka. Wiemy, że miał popularne Ograniczenie „Nie zabijam”, ale pewnie nie miał innych ograniczeń, ani PBNów, skoro nie podzielił smutnego losu Paladyna czy Malice. Pewnie nie był niepodatny na trucizny czy choroby, skoro przeżył Plagę Odpornościowców. Nie był też „Szczęściarzem”, bo nigdy nie był pewnie samotny i otoczony przez tuziny wrogów ani nie ścigała go mafia. Wiemy że Odkrycie słabości nie pasuje do Zasad przeciwko zabijaniu w tej kampanii, a sama myśl że Pan Niezwykły był Berserkerem budzi śmiech. Morałem tej historii jest pewnie to, że jeśli jesteś grzecznym chłopcem czy dziewczynką, i nie wybierzesz żadnej z „niedobrych” wad czy zalet, to gdy umrzesz, twoja śmierć będzie tylko z początku wydawała się bezsensowna i głupia.

Wnioski

Jeśli pan Wick całkiem poważnie zgadza się z tezami przedstawionymi w artykule, a nie – tak jak z początku przypuszczałem – mruży oko do czytelnika, to przedstawiony przez niego opis kampanii opisuje jedną konkretną wizję świata superbohaterów. Kampania osadzona jest w świecie, gdzie bycie superbohaterem jest idiotyzmem, gdzie nawet najodważniejsi, najszlachetniejsi bohaterowie są pionkami szaleńca zatrutego nienawiścią, gdzie każde życie jest tragedią, a każda wada prowadzi do śmierci. To chore, koszmarne wypaczenie zwykłego świata superbohaterów, całkowicie odrzucające podstawowe założenia konwencji. Nie twierdzę, że taki setting jest bezwartościowy w utworach, jako dekonstrukcja gatunku czy jako świat gry fabularnej, jeśli takiego właśnie świata pragną gracze. Podejrzewam jednak, że gra superbohaterem w takim świecie bardzo, ale to bardzo szybko przestałaby być zabawna. Jestem pewien, że to nie tego większość graczy szukałaby w grze fabularnej o superbohaterach. Jeśli bierzecie rady pana Wicka na poważnie i chcecie je zastosować w praktyce, zalecam abyście upewnili się z graczami że na pierwszej sesji wszyscy wiedzą, jak wyglądać będzie gra.

Biorąc wszystko pod uwagę, myślę że moja negatywna reakcja na ten tekst pochodzi od widocznej w nim wrogości wobec BG i superbohaterów jako gatunku. Nie mogę sobie wyobrazić, że ja, jako gracz czy MG, bawiłbym się dobrze grając w kampanię według pomysłów pana Wicka. Zresztą, nie tylko ja, ale pewnie większość ludzi nie czułaby tej radości. Co dziwne, nigdy nie przyszło to na myśl panu Wickowi.

© 1999 Steven Howard.

Tłumaczenie: 2009 Jakub Osiejewski, za zgodą autora.

Advertisements

9 thoughts on “Nie graj w Champions z MG nienawidzącym superbohaterów

  1. Dobry tekst.
    Bardzo lubię sytuacje, gdy ktoś pisze „król jest nagi” i przypomina, że metody stosowane przez Wicka czy Cranea niekoniecznie są dobre dla każdego.

  2. Bardzo ciekawy artykuł, szczerze mówiąc koncepcje i zagrywki Wicka kompletnie mi nie podeszły. Owszem, Graj Twardo czyta się fajnie, ale… nie wiem, czy o to chodzi w RPG?

    BTW, pozwoliłem sobie dodać bloga do agregatora, mam nadzieje, że nie masz nic przeciwko?

  3. Ja czytałem te dobre rady wujka Wicka parę lat temu po angielsku właśnie. Był tam na pewno kawałek z trucizną. Rzucił mi się w oczy jako wyjątkowo głupi, więc pamiętam 🙂
    Co do samego tekstu, to nie pozostaje mi nic innego jak zgodzić się z autorem. Dobrze, że zdecydowałeś się go przetłumaczyć, bo nie widziałem (prawda jest taka, że nie szukałem, bo zdanie mam wyrobione na ten temat) w naszej zapyziałej polskiej sferze okołofantastycznego internetu, jakiejś sensownej przeciwwagi dla tez głoszonych w Graj Twardo/Play Dirty. Może dzięki temu niektórzy z wickowych klakierów zastanowią się chwilę między jednym a drugim klaśnięciem 🙂

    PS. Ja z kolei jestem uprzedzony. Jeszcze nie znalazłem gry autorstwa Wicka, która by mi podeszła.

  4. Rzeczywiście, przeczytałem tekst Wicka, a potem twoje streszczenia jeszcze. Sytuacja MG vs. gracze zawsze przypomina mi wyjątkowo niesportową sytuację, w której to Gołota okłada piesciami po pyskach piątkę przedszkolaków i czuje się przy tym jak bóg.

  5. Pingback: Recenzja Graj Twardo | Quickpress

  6. Klakierów trochę by się znalazło, wystarczy rzucić okiem na komentarze na rebelu pod książką.

    Wick jako człowiek ma sporo fanów, co mnie ani ziębi ani grzeje. Oczywiście, ten tekst odnosi się do artykułu, napisanego przez niego 10 lat temu, kiedy (w książce sam przyznaje) grał w kompletnie inny sposób. Ale pewne rzeczy tam trzeba skrytykować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s