Top fajf, czyli pięciu moich ulubionych superbohaterów


Przepraszam, że długo w tym miejscu nic nie pisałem, ale byłem zajęty szukaniem pracy. Ponieważ, niestety, ten stan długo jeszcze będzie trwał, postanowiłem co jakiś czas wrzucać tutaj nie wnoszące nic nowego popierdółki.

Zatem, bez adoracji i wariacji zapraszam na ranking moich 5 ulubionych bohaterów z komiksów. Ściśle mainstreamowych, więc proszę nie spodziewać się tu The Amazing Screw-on Head:

5. Batman

Batman jest wielki. Batmanów jest, oczywiście, co niemiara, od głupawego Batmana z serialu, przez groteskowego Batmana z dwóch pierwszych filmów, aż po niedogolonego, przeklinającego Goddamned Batmana Franka Millera. Batman spośród superbohaterów wyróżnia się nie tym, że nie ma supermocy, bo ma. (Bohater komiksu bez supermocy to niektóre inkarnacje Punishera – tyjący facet po pięćdziesiątce). Z Batmanem, przynajmniej mi, trudno jest się utożsamiać. To bohater, który całkowicie stał się maską. Maską, przykrywką, jest w tej chwili Bruce Wayne. Batman żyje w tej chwili wyłącznie zemstą. I dlatego go lubimy. Bo mamy nadzieję, że gdzieś jest jakiś człowiek, który wyrównuje krzywdy.

4. Superman

Superman to kilkadziesiąt lat komiksów, filmów, kreskówek… nie tylko o Supermanie, ale też kilku milionów jego parodii. Superman to kwintesencja wszystkich bohaterów. W Supermanie najlepsze jest to, że jest taki nierealnie idealistyczny. Oto człowiek, który sam jeden może niszczyć światy, przenosić góry, pokonywać armie… i decyduje… pomagać ludziom. Z jednego prostego powodu. Bo Tak Trzeba. O ile Batmana definiuje żałosna w sumie motywacja („Moi rodzice zginęli, buu huu”), o tyle Supermana definiuje przede wszystkim jego przywiązanie do obowiązku, i niezłomna wiara.  Supermena się ceni, bo samemu się chce być Supermanem, Batmana – bo Batmana się potrzebuje.

3. Deadpool

W przeciwieństwie do wszystkich pozostałych bohaterów na tej liście, Deadpoola nie lubię za jego motywację, bo jest nią jego wariactwo. Deadpool po prostu  uosabia najlepiej jeden z aspektów  superbohaterstwa – fajne teksty i humor. To jeden ze śmieszniejszych mainstreamowych komiksów Marvela. Po prostu.

2. Spider-man

Ci, co mnie znają, z pewnością spytają: „Dlaczego tylko drugie miejsce?”. Odpowiedź jest prosta – ostatnimi czasy Spider-man stoczył się. Komiks, nie postać. Chociaż postać też. Straszliwie durne linie fabularne, ożywianie postaci, które od 30 lat były martwe, i całkowite wypaczenie charakteru wielu innych, w tym samego Parkera. Ale idea Człowieka Pająka jest świetna. Oto bohater, który łamie prawo, oto bohater, którego nienawidzą te osoby, które ratuje, którego największym przeciwnikiem jest codzienne, szare życie. Bohater, który, gdyby przestał być bohaterem, osiągnąłby sukces.

O ile chcę być Supermanem, to już po części jestem Spider-manem: zakompleksionym frajerem, który wie, że jeśli się postara, coś mu się uda.

1. Invincible

Albowiem łączy w sobie wszystko powyższe – bohatera zmagającego się z przeciwnościami, z codziennym życiem, z własnym ja, oraz jest niebywale śmieszny. Invincible jest tym, czym powinien być Spider-man.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s