Archiwum dla Maj 2011

30
maj
11

Sensajszon end przygoden – polska powieść przygodowa

Polska pulpa ma długą tradycję, niestety niewiele z przedwojennych historii dotrwało do dnia dzisiejszego. W pewnym jednak sensie również i moje pokolenie mogło się zetknąć z duchowymi spadkobiercami pulpowych opowieści dziwnej treści:

Zwłaszcza po upadku komuny u nas odpowiednikiem pulpów były pisma i książki wydawane we wczesnych latach 90. – kiedy można było już zarabiać na wydawaniu książek, a papier nadal był państwowy i za grosze. Te wszystkie kiepskie tłumaczenia kiepskich horrorów (Guy Masterton) wznowienia i całkiem nowe powieści milicyjne (wtedy już kryminały), pisma w rodzaju Detektywa (niektóre miały też trochę miękkiej erotyki – dorastający chłopak pamięta ;P), “Skandale” – pierwszy chyba tandetny tygodnik w stylu “Kosmici porwali Elvisa” – to dwudziestowieczne odpowiedniki wielu magazynów pulpowych (do tego dochodzą też komiksy TM-semica, ale to trochę inna bajka).

Do tego należy też dodać różne tanie powieści kieszonkowe (np. zeszytowe powieści Karola Maya), czy nieco droższe młodzieżowe opowiadania przygodowe, którymi fascynowaliśmy się w dzieciństwie, a które są całkiem niezłym odpowiednikiem pulp. Zaczniemy jednak od klasyki:

- Henryk Sienkiewicz -Trylogia to przecież powieść odcinkowa, wzorowana na westernach, pisana dla kasy. Jasne, uczciwie staje się nieco ramotką, ale nadal jest tam krew i przemoc, szable i wojna na stepach. “W pustyni i w puszczy” to całkiem przyzwoita powieść przygodowa. To, co mnie cieszy w wielu polskich powieściach przygodowych to brak rasizmu w porównaniu z dziełami obcojęzycznymi – jasne, Staś traktuje Kalego jak sługę, ale całkiem uczciwie jak na tamte czasy, za to do napotkanych szczepów podchodzi z pewnym szacunkiem. Porównajcie Old Shatterhanda, który (napisałbym że to typowe dla Niemców, ale znów mógłby ktoś nie zrozumieć dowcipu) jest ogólnie strasznym bucem wobec “dzikich”. Nawet “Lord Jim” był całkiem przyzwoitym facetem.

- Makuszyński: dzieła Makuszyńskiego dotyczą interesującej nas epoki – np. “Wielka Brama” mówi o Gdyni zaś “Skrzydlaty chłopiec” o tym, jak widziano wtedy lotników. Powieści młodzieżowe jak “Szaleństwa panny Ewy”, “Panna z mokrą głową”, “Złamany miecz”, “Szatan z siódmej klasy” dadzą obraz epoki. Pomysł na przygodę do SiP: W grudniu 1939 r miał wydany zostać sequel “Szatana” – “Drugie wakacje szatana”, co się stało z rękopisem?

- Stefan “Wiech” Wiechecki -równie wiele obrazów życia w przedwojennej (jak i powojennej) Warszawie można znaleźć w felietonach Wiecha, albo w jego powieści “Cafe pod Minogą”. Czasem Wiech opowiada z humorem o światku przestępczym Warszawy.

- Stefan Grabiński – określany mianem “polskiego Lovecrafa”, ale tworzył też bardziej niesamowite opowieści przygodowe, jak “Wyspa Itongo”. Jeśli ktoś znajdzie antologie polskich opowiadań fantastycznych, można tam (m.in.) znaleźć jego opowiadania.

Rzeczy powojenne, acz ciekawe lub do pulpy w jakiś sposób nawiązujące (powieść milicyjna to materiał na osobną blognotkę):

- Alfred Szklarski – cykl o Tomku Wilmowskim. Pomimo po pierwsze moralizatorstwa i propagandy, po drugie spisywania danych z encyklopedii (“widzę, że nie znasz dokładnie historii Afryki, streszczę ci ją więc krótko”) jest to nadal całkiem przyjemna lektura, choć mówię to z perspektywy dorosłego, który czytał to dziecięciem będąc, i czasem do nich wracał. Najfajniejsze są tam chyba postaci – w tym archetypiczny Bosman Nowicki, rozsądny Andrzej, ojciec tytułowego bohatera czy wielki łowca Jan Smuda. Szklarski napisał też powieść SF – “Sobowtór profesora Rawy”, oraz kilka westernów.

- Joanna Chmielewska – najlepsza chyba autorka PRLowskiego kryminału. Jej najbardziej “przygodowa” powieść to “Całe zdanie nieboszczyka”. Chmielewską czyta się jednak dla języka, żywego, potoczystego, naturalnego.

- Leopold Tyrmand, “Zły”. Gdybym wymienić miał najbardziej pulpową polską powieść, bez wahania wskazałbym “Złego”. Książka ma w sobie wszystko, czego można potrzebować – niesamowitą scenerię miejską (odbudowywana Warszawa), mrocznego i tajemniczego zamaskowanego (no, prawie) bohatera bijącego zło w szczękę, plugawego przestępczego bossa o wybitnym umyśle, dzielnych reporterów, śledczych i nastoletnich sidekicków. Dlaczego jeszcze nikt książki nie sfilmował?

- Marta Tomaszewska “Tajemnica Czwartej Ściany” – wiele książek Tomaszewskiej było takich – przeczytałem, potem jako nastolatek wpatrywałem się w ścianę, by zrozumieć, o co kurczę chodziło. Niedawno przeczytałem znowu “Tajemnicę Czwartej ściany” i nadal jako dwudziestokilkulatek nie rozumiem w pełni. Ale książka jest dobra.

- Nienacki, “Pan Samochodzik” – wprawdzie to bardziej do Wydziału X niż do SiP, ale warto przyjrzeć się Samochodzikom. Główny bohater ma swoje wady (jest mega-nerdem historii), ale ma fajne gadżety (nie tylko wehikuł), nastoletnich pomocników, przemierza Polskę rozwiązując zagadki przeszłości. Ostatecznie skarbu templariuszy można szukać i w latach 30., prawda?

- Niziurski – w zasadzie Niziurski to też inna epoka i styl, ale napisał też bardzo fajną pulpową powieść SF, mającą różne tytuły zależnie od wydania. Ja to czytałem jako “Nieziemskie przypadki Bubla i spółki”, ale inny tytuł to “Tajemniczy nieznajomy z Zoo”.

- Komiksy: Janusz Christa (Gucek i Roch, Kajtek i Koko), niektóre Tytusy,

Nie jest to kompletna lista, tylko to co sam czytałem i miło wspominam z dzieciństwa (oczywiście czytałem jako dzieciak wiele, ale nie wszystko jest pulpowe lub prawiepulpowe – choćby “Jeżycjada”). Do niektórych książek co jakiś czas wracam, inne próbę czasu znoszą nieco gorzej, jak na przykład powieści Hanny Ożogowskiej, pisane niedzisiejszym językiem lub bardzo nieprzejrzyste.

Ci z Dziesiątego Tysiąca

28
maj
11

Smutne ględzenie od rzeczy

Podobno kiepsko sobie radzę z opisami. Ale odkryłem, że równoważę to ględzeniem o światach, które lubię.

Tracę strasznie czas, zwłaszcza na konwentowych sesjach Wolsunga, opisując te aspekty settingu, które mnie ekscytują. Na trzygodzinnej sesji mogę poświęcić nawet godzinę na opisywanie nawet tych elementów świata, które nie będą miały większej roli w rozgrywanej przygodzie. Podobnie, może tym odstraszyłem graczy w kampanii przez Skype’a, że za dużo czasu ględziłem jaki ten Eberron fajny, ale ich 1-szo poziomowe postaci tego za bardzo skosztować nie mogły.

Fajnie wspominam te sesje, gdzie gracze łapali o co w świecie chodzi, albo takie, gdzie świat tworzony był podczas rozgrywki. Oczywiście, problem jest też taki, że jeśli nie rozgadam się, jest szansa że świat mnie nie porwie.

Tak czy siak, muszę się wziąć i zamknąć, a najlepiej jak w D&D4e – wypisać 10 najważniejszych rzeczy o świecie, i opowiedzieć o nich graczom.




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.